środa, 27 czerwca 2018

Magnetyczna Malta


Witam z Malty. Moje patchworkowe życie powróciło na dawny tor. Do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy zostanę tu na dłużej, ale serce podpowiadało mi, że odnajdę się tu i spotka mnie tu dużo dobrych rzeczy. Słoneczna wyspa powitała mnie tak fantastycznie, że czuję się, jakbym nigdy stąd nie wyjechała.

Maltę opuściłam w maju 2017 roku, a w czerwcu rozpoczęłam z Siwym autostopową podróż po Azji. Dotarliśmy do Wietnamu, gdzie przez pół roku uczyliśmy dzieci angielskiego. Mieliśmy następnie zmierzać na południe w kierunku Australii i Nowej Zelandii, ale nasze drogi się rozeszły. Siwy zapuścił korzenie w Wietnamie na dobre, a ja potrzebowałam się przewietrzyć po ciężkiej wietnamskiej atmosferze palenia śmieci i jeżdżenia na śmiercionośnych skuterkach. Poleciałam do Europy. Trzy tygodnie spędziłam w Warszawie. Nigdy nie bawiłam się w tym mieście tak dobrze, jak po powrocie z Azji. Warszawa oczarowała mnie pełnym słońcem a także zaskoczyła swoją urodą. Po raz pierwszy w pełni doceniłam piękne ulice, bulwary, drzewa, parki, plażę i chlanie na schodkach. Stolica cały czas niesamowicie się rozwija, upolować tam można bardzo tanią i pyszną pizzę, burgery z kalmarami czy schabowego. Polskie jedzenie smakowało jak ambrozja, zalewałam je prawdziwym nektarem, czyli krajowymi browarami. Codziennie spotykałam się z przyjaciółmi, nie było czuć, że nie widzieliśmy się aż przez rok. Warszawa kompletnie wchłonęła mnie oraz część moich wietnamskich oszczędności, ale jeszcze w Azji się na to przygotowałam. Kupiłam bilet na Maltę. W jedną stronę.

W Malcie zakochałam się podczas rocznego pobytu zarobkowego przed podróżą. Praca w ciekawym miejscu, kontakt ze świetnymi ludźmi, maksymalny relaks, plaża i słońce na co dzień, a do tego oszczędzanie kasy na wycieczki? Zadziałało za pierwszym razem, teraz też się uda. Wbiłam się w Maltę jak nóż w masło, w trzy dni znalazłam mieszkanie i pracę i weszłam na wysokie obroty. Biegam z tacą jak szalona, doglądam klientów i zgarniam napiwki, piję browary na murku z widokiem na morze, relaksuję się w chińskim ogrodzie i spotykam coraz więcej znajomych twarzy. Malta jest niezwykła, wszystko tutaj zdaje się samoistnie układać. Cieszę się każdym dniem.


Co dalej? Cóż, w swoim życiu lubię to, że nigdy nie wiem, co będzie się działo za kilka miesięcy. Zarys planu przedstawia się następująco: z początkiem nowego roku, zmotywowana i z pełną sakwą znów pojadę do Azji, by dopiąć swego - dotrzeć do Nowej Zelandii. Nie udało się za pierwszy razem, uda się teraz. Podróż zakończyła się ostatnim razem w Azji południowo-wschodniej, a konkretnie w Bangkoku. Od tego właśnie miasta chcę wznowić swoją podróż i kierować się na południe.

Pozdrawiam z niezwykle czarującej Malty i przesyłam trochę słońca, którego mam tu pod dostatkiem. Peace&love.
Blog Widget by LinkWithin