sobota, 18 marca 2017

Dzik z siłowni


Na siłownię chodzę już od 4 miesięcy. Nigdy się nie spodziewałam, że będę chodzić na siłkę, wyciskać siódme poty na maszynach, korzystać z bieżni (!) czy rozciągać się w pobliżu emanujących testosteronem samców. Stało się. Co więcej, uwielbiam to.

Od dawna lubię ćwiczyć. Dres w domowym zaciszu, trenerka z jutuba i cztery metry kwadratowe przestrzeni było moim ideałem. Działało, ale do czasu. W domu bardzo łatwo sobie odpuścić. Motywacja musi być utrzymana na najwyższym poziomie, żeby kopiować ruchy internetowej gwiazdy fitness od początku do końca, nawet podczas męczących czy w jakiś sposób irytujących ćwiczeń. Poza tym ile można? Swoje ulubione treningi z yt znam na pamięć, a gdy szukam nowych, to zazwyczaj mi się nie podobają. Tkwiłam więc ze swoją małą pulą odpowiednich ćwiczeń. Zaczęłam odpuszczać. W domu zimno. Nie chce mi się.

Siłownia to niezwykłe miejsce, gdzie po prostu chce ci się ćwiczyć. Motywacja musi zacząć się wcześniej - trzeba ogarnąć dupsko i tu przyjść. Na szczęście jeszcze nie miewam z tym problemów. Gdy tylko przekroczę próg sali, w sportowych ciuchach i sportowym warkoczu, wiem, że z radością spędzę tu najbliższą godzinę lub półtorej.


Dzięki siłowni lepiej poznałam swoje ciało. Odkryłam partie mięśni, o których istnieniu nie miałam pojęcia, dopóki nie okazało się, że bolą jak cholera. Wzmacniam plecy, żeby mieć lepszą postawę. Ćwiczę nogi i pośladki. Dbam też o brzuch i ręce, a nawet o klatę i barki bo od tego są ciężarki. Za każdym razem staram się używać wszystkich partii mięśni, żeby nie skisły jak u starego dziada. Biegam! Traumatyczne przeżycia z podstawówki sprawiły, że zawsze trzymałam się tak daleko od biegania, jak tylko mogłam. Na siłowni jednak mrugnęła do mnie bieżnia. Okazało się, że wcale nie musi być tak źle, a na dodatek można ustawić urządzenie pod szalonym kątem i mozolnie wspinać się pod górę, co bardziej mi się podoba niż właściwy bieg. Zaprzyjaźniłam się z maszyną imitującą wchodzenie po schodach (moja siłkowa nomenklatura raczej ssie), z wiosłami i z wieloma innymi sprzętami angażującymi rozmaite części ciała.

Często słyszę "a po co ty chodzisz na siłownię? przecież jesteś chuda!" albo "tobie to by się przydało przybrać parę kilo, a nie wytapiać tłuszcze". Autorzy tych błyskotliwych tekstów to prawdopodobnie ci sami myśliciele, którzy śmieją się widząc tęgie osoby uprawiające jogging.

Siłownia jest fantastyczna, pozwala zrozumieć mechanizmy sterowania własnym ciałem, wyzwala energię i endorfiny. Gdy widać efekty ćwiczeń, satysfakcja jest niezwykła. Polecam każdemu - chłopakom, dziewczynom, młodszym, starszym, grubszym i chudszym. Na siłce wbrew pozorom widuje się różnorodnych ludzi ze wszystkich powyższych kategorii. Dla każdego znajdzie się coś miłego, nie wiem, czemu siłownia koniecznie musi się kojarzyć z pakowaniem, budowaniem masy, rzeźbą i koktajlami białkowymi. Ona po prostu jest miejscem celebracji. Czym innym jest troszczenie się o własne ciało?
Blog Widget by LinkWithin