poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Trip raport V - Rosja cz. 3


Z Moskwy udalismy sie stopem do Niznego Novgorodu. Zlapalismy TIRa na wylotowce. Kilkadziesiat kilometrow za miastem zlapalismy gume. Kierowca zasugerowal nam znalezienie innego samochoodu i wzial sie za ogarnianie szkod. Pozegnalismy sie i ocenilismy sytuacje. Wyladowalismy na ruchliwej dwupasmowce w srodku lasu. Zmartwilam sie, ze nikt sie tu nie zatrzyma... a po 10 minutach siedzielismy juz w pocztowej ciezarowce. Kierowca jechal az do Kazania. My chcielismy poczatkowo jechac do malej starej miejscowosci Suzdal, ale przez moj brak ogaru podczas szukania mozliwosci dotarcia na moskiewska wylotowke oraz przez korki stracilismy duzo czasu, zdecydowalismy sie wiec jechac do NN.

Nizny to urocze miasto, o bardziej sympatycznej, ludzkiej atmosferze niz najwieksze miasta Rosji. Z Kremlu rozciaga sie ladna panorama na Wolge, a na lawkach w miescie siedzi duzo posagow ludzi, z ktorymi robilismy sobie zdjecia jak dzieci.


Kolejnym kilkudniowym przystankiem byl Kazan, stolica Tatarstanu. Tatarowie zyja w republice zaleznej od Rosji. W Kazaniu wszyscy Tatarowie posluguja sie biegle jezykiem rosyjskim, choc na prowincji mowia jedynie po tatarsku. Maja ciemna karnacje, czarne wlosy i ciemne, glebokie, lekko skosne oczy. W wiekszosci sa muzulmanami. Kazan jest ladnym, czystym, ciekawym miastem, gdzie na kremlu niedaleko cerkwi jest jeden z najwiekszych europejskich meczetow (oczywiscie wylaczajac Stambul), a rosyjskie dzieci ucza sie w szkole jezyka tatarskiego jako obcego. Kazan urzekl nas usmiechietymi ludzmi, brakiem syfu, niskimi cenami, znajomoscia angielskiego wsrod ludzi, darmowym wstepem do swiatyn na Kremlu oraz wieloma ciekawymi pomnikami przy glownej ulicy. Nasz couchsurfingowy host byl bardzo rozrywkowy, poszlismy z nim i jego kumpami na mecz pilki noznej (Rubin Kazan niestety przegral), pojechalismy do domku letniskowego nad Wolga, jedlismy tatarska pizze, czyli kebsa zawinietego w pizze i szwedalismy sie wieczorem po niezbyt turystycznych dzielnicach miasta. To miasto wspominam najlepiej z calej Rosji.








Strzalka do skretu w lewo, jedno ze zrodel masakrycznych korkow w Rosji

Z Kazania udalismy sie prosto na poludnie. Cel: w dwa dni opuscic Rosje. Ciagnelo nas do tajemniczego Kazachstanu, chcielismy juz poznac cos nowego. Przygotowalismy tabliczke "Samara". Szczescie sie do nas usmiechnelo. Zabrala nas pani, ktora jechala az 100 km za Samare w naszym kierunku. Dowiozla nas do malej miejscowosci kilkadziesiat kilometrow od kazachskiej granicy. Robilo sie pozno, kupilismy wiec browar dla uczczenia tego sukcesu i rozbilismy namiot w krzakach.

Nastepnego dnia zaczelismy lapac na Uralsk - miasto w europejskiej czesci Kazachstanu. Zatrzymala sie mala ciezarowka na kazachskich numerach. Ucze sie rosyjskiego - w wolnych chwilach studiuje slownictwo i przyklady uzycia, slucham ludzi, rozmawiam z kierowcami, chlone wiedze. Wyjasnilam sympatycznie wygladajacemu kierowcy najlepiej jak umialam, o co nam chodzi. Pytal, czy mamy dokumenty, czy nie przyniesiemy mu problemow na granicy. Zapewnilismy, ze u nas wsjo haraszo. Renat, bo tak sie pozniej przedstawil, lustrowal nas jeszcze przez chwile wzrokiem, po czym usmiechnal sie i zaczal zgarniac rzeczy z siedzen. Pojechalismy do Kazachstanu.
Blog Widget by LinkWithin