sobota, 17 listopada 2012

Normalność = większość?

"Jesteś nienormalna", jak często to słyszymy? Niekoniecznie względem siebie, ale ogólnie - niegroźne wyzwisko, czasem obraźliwe, czasem po prostu zabawne. Nie oznacza nic strasznego, nie jest wulgarne, może być wręcz komplementem. Lecz co to w ogóle oznacza? Nienormalny, odbiegający od normy. Jakiej normy? Aż poprosiłam ciocię Wikipedię o radę.

Norma w psychologii, pedagogice specjalnej i psychiatrii to konstrukt naukowy wyznaczający granice normalnych zachowań człowieka.
Nie jest jednoznaczna i nie określa jasno, jakie zachowania są patologiczne.


No właśnie, nie określa! To musimy zrobić sami. Zaczynamy wcześnie i kontynuujemy przez całe życie. Rodzice uczą nas, co jest normalne, co wypada robić i myśleć, a co nie. W wieku kilku lat ruszamy do szkoły, gdzie powolutku zaczynamy kształtować własne poglądy i opinie na przeróżne tematy. Gdy nagle w klasie pojawia się Bina, która ominąwszy przedszkole i zerówkę poszła od razu do pierwszej klasy w wieku 6 lat, to na wstępie zostaje jasno sklasyfikowana jako nienormalna. Sabina, co to w ogóle jest za imię? Da się z nią gadać, da się żyć, ale jednak jest inna. Po paru dniach znajomości okazuje się, że mała Sabinka jest kompletnie nienormalna. Nie chodzi na religię, nie umie się modlić. Ty jesteś muzułmanką? Żydówką? Wierzysz w Boga? Masz ciemną karnację, rodzice mi mówili, że takie dzieci wierzą w Allaha. JESTEŚ NIECHRZCZONA? Umrzyj, szatanie. LOL. Witamy w Polsce, krainie ciasnych umysłów. Nie miałam w podstawówce i gimbazie zbyt wielu znajomych, bo wszystkie wyżej wymienione cechy dawały mi -50 do zaufania na starcie, a ja zamiast starać się to równoważyć wtapiając się w tłum, tylko sama pogarszałam sytuację. Ubierając się kolorowo, zamiast w niebieskie jeansy i szare sweterki, nie kładąc na twarz kilograma tapety w wieku 12 lat, przyznając się do słuchania Eminema zamiast disco polo. Nienormalne, nie? Nie będę się teraz rozpisywać o moich problemach z akceptacją samej siebie w czasach gimnazjum, bo to już dawno za mną, lekcji jest kilka, jedna z nich brzmi:

Ludzie nie będę tolerować tych, którzy się wyróżniają. Nawet, jeśli w jakimś stopniu im to imponuje, będą szykanować "innego", żeby samemu nie stać się pośmiewiskiem i nie stracić szacunku w grupie. "Inny" albo wyizoluje się z nieprzyjaznej społeczności, albo wpadnie w kompleksy i upodobni się do szarej masy, która szybko go wchłonie i zneutralizuje.

Na co dzień staram się unikać słów normalny i nienormalny. Normalność oznacza sposób myślenia większości, ogółu. Dla Polaków normalne jest jedzenie o 16, Francuz nie jest w stanie w to uwierzyć. O 16 się pracuje, posiłek jest o 19. I to jest normalne. Dlatego, że tak robi większość Francuzów. Większość. I to jest właśnie ta norma. "To nienormalne!" - używam w żartach. Opisując rzeczywistość na poważnie nigdy tak nie powiem - to po prostu nie jest racjonalne.

53 komentarze:

  1. Normalność dla każdego jest czymś innym. Niektórzy mają bardzo ciasne granice tego pojęcia.Ja wiem jedno, jak patrzę na tę normalność to się jej zwyczajnie boję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj jak ja się cieszę, że ominęło mnie gimnazjum. Chyba my "bezgimnazjalne" twory mieliśmy łatwiej. Ciągle tak to widzę. Każdy był inny. Subkultur od cholery i jakoś dawaliśmy radę razem, wspólnie.
    Na ulicach polskich jednak obserwuję wciąż wytykanie i dziwne spojrzenia. W Norwegii pies z kulawą nogą na Ciebie nie spojrzy. A jeśli już jakimś cudem kuknie, to się uśmiechnie i pójdzie dalej. W tej kwestii Polacy są jeszcze milion lat za trzecim światem.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja chyba poważnie odstaję od reszty. raz nawet, dlatego, że się śmiałam, ot tak, na lekcji, to mnie nauczycielka [nie uczyła mnie, była na zastępstwie] chciała do lekarza wysłać ;/ nie mam pytań.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja myślę, że każda kultura pociąga ze sobą pewne normy i to jest nieuniknione. Polska nie należy do krajów tolerancyjnych, ale ludzie lubią się też skupiać na swojej "inności". Pokazywać ją. Cieszę się, że ja nie mam problemu z akceptacją homoseksualistów, ludzie odmiennych religijnie i rasowo ;) Każdy inny, wszyscy, równi!

    OdpowiedzUsuń
  5. czasem ta 'nienormalność' jest 100 razy lepsza od większości normalnych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ano zgadzam się z tym, że nawet jeśli ludziom imponuje ta inność to i tak będą ją wytykać palcami, bo tak "wypada", stając w obronie tego kogoś automatycznie sam staje się "nienormalny". ale jak dla mnie dobrze być trochę nienormalnym :D takie mądre zdanie kiedyś przeczytałam "śmiejecie się ze mnie bo jestem inny, ja śmieję się z was bo wszyscy jesteście tacy sami" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Polska szkoła to grobowiec oryginalności. Sama miałam z tym ogromne problemy, ponieważ Mama nauczyła mnie pisać i czytać w wieku czterech lat. Dlatego kiedy inne dzieci się bawiły, ja wolałam czytać kolejne bajki. Oczywiście to było dziwne. A kto NORMALNY lubi dziwadła? No nikt.

    Dziś już się tym nie przejmuję, chociaż na studiach też patrzą na mnie podejrzliwie. Bo jaka NORMALNA studentka podczas wykładu o moralności dyskutuje z wykładowcą na temat "Anny Kareniny', jej wartości moralnych i literackich? Z 60 osób obecnych na sali tylko ja wiedziałam, o jaką książkę chodzi i kto ją napisał. Nie chodzi o to, że uważam innych za plebs, bo nie znają Tołstoja - każdy ma inne upodobania, chodzi o to, że ja jestem dziwna, bo go znam.

    Co jest w tym najgorsze? Miałam nadzieję, że dorośli ludzie (w założeniu) są już trochę poważniejsi niż w gimnazjum...

    OdpowiedzUsuń
  8. 'Ludzie nie będę tolerować tych, którzy się wyróżniają. Nawet, jeśli w jakimś stopniu im to imponuje, będą szykanować "innego", żeby samemu nie stać się pośmiewiskiem i nie stracić szacunku w grupie. "Inny" albo wyizoluje się z nieprzyjaznej społeczności, albo wpadnie w kompleksy i upodobni się do szarej masy, która szybko go wchłonie i zneutralizuje.'


    kwintesencja!

    OdpowiedzUsuń
  9. lepiej bym nie ujęła ;d tym, którzy się wyróżniają zawsze się dostaje, ale jednak warto być sobą, a nie szarą masą ;)
    trzymaj się Bina!

    OdpowiedzUsuń
  10. malowany ptak Kosińskiego, czyli jednak Żydówka? ;) a tak serio - oczywiście trzeba byc sobą, życ po swojemu i nie wpisywac się w żadne modele. byc po swojemu, nienormalnym ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. weź, nie mogę znaleźć fajnej przeglądarki, każda ma jakieś wady, doradź coś!

    OdpowiedzUsuń
  12. bycie oryginalnym zawsze równa się byciu nienormalnym. nawet jeżeli na niektóre rzeczy nie masz wpływu (tak, jak z tym chrztem...). mnie osobiście denerwuje takie szufladkowanie i uogólnianie ludzkości. -.-

    OdpowiedzUsuń
  13. ja po prostu staram się nie oceniać innych osób (; albo chociaż publicznie nie komentować ich poczynań

    OdpowiedzUsuń
  14. ooo tak! zgadzam się z każdym słowem!

    OdpowiedzUsuń
  15. Powiem Ci, że bardzo mądrze piszesz :) / http://murphose.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. A JA JESTEM TAKIM WYJĄTKIEM.
    Jestem inna, bo i nie chodzę na religię, i jak idę widać mnie na metr bo kuleje. Ale zawsze miałam przyjaciół. Może w podstawówce było gorzej, bo do przedszkola nie chodziłam, ale od 3 klasy zawsze mam kogoś, a od gimnazjum mam nawet więcej znajomych.
    Bo wszystko jest na poziomie, jesteś miła dla ludzi - ludzie cię lubią. Nie jesteś, to nie. Moja choroba, to, że odstaję od innych, nie chodzę na religię, mam na drugie imię jakieś chore, indyjskie Kalindi zamiast jakiejś Kasi czy Agaty, wcale nie zmienia stosunku innych ludzi do mnie bo mnie samej już to w moich oczach nie odejmuje. Zależy tylko wszystko od charakteru i usposobieniu do innych, bo zwykle ludzie dają ci to, co ty im dajesz.
    LOL TAK BARDZO DŁUGO.
    A co do normalności - nikt nie jest normalny, nikt nie jest taki sam jak inni - każdy ma w sobie coś, co tworzy go nienormalnym, więc normalność nie istnieje, a jak nie istnieje normalność, to i nienormalność.
    DOBRA TO I TAK WBREW PRAWOM PSYCHOLOGII.
    Sin.
    (www.Sinka-Nah.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  17. W gimnazjum miałem podobnie, ale za to w szkole średniej miałem wielu wspaniałych ludzi. Więszkość osobników odchodzi znacząco od reszty... intelektualnie...


    POZDRAWIAM,
    KAMIL

    OdpowiedzUsuń
  18. aha, ciekawy nowy wygląd 100 razy lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  19. sama czesto uzywam tego stwierdzenia "jesteś nienormalna/ny" i w suie jakoś głębiej się nad tym nie zastanawiałam, ale Twoja notka moze mnie do tego natchnie :P

    OdpowiedzUsuń
  20. No pięknie to ujęłaś!! Chyba dzięki temu co właśnie przeczytałam utwierdziłam się w przekonaniu że mój tok myśleniowy na temat odrzucenia przez osoby/środowiska jest jak najbardziej słuszny. Powiem tylko że nie dołączę do szarej większości i na 100% Cię uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wybacz, że na dwa komentarze, ale nie mieszczę się ze swoją wypowiedzią bo przekraczam 4096 znaków.
    Wiem doskonale, co wtedy czułaś. Z tym, że ja akurat karnacji ciemnej nie miałam i chodziłam na religię. Chodzi właściwie o to, że po 2 miesiącach 1 klasy podstawowej, wyprowadziłyśmy się z mamą i z siostrą do miasta, z dala od ojca. Potem rozwody i te różne dziwne sprawy. Wiązało się to ze zmianą szkoły, środowiska. Pierwsze, co rzucało się w tym wieku w oczy to brak akceptacji. Pojawiasz się w nowej klasie i nagle każdy do ciebie podbiega, wypytuje, rzekomo okrąża przyjaźnią, a tak naprawdę, takie małe dzieci szukają pretekstu, by zniszczyć małego człowieczka, który zmienił szkołę. DLACZEGO? PO CO? JAK MASZ NA IMIĘ? SKĄD JESTEŚ? CO LUBISZ ROBIĆ? POBAWISZ SIĘ Z NAMI? Nie rozumiałam ich gier, zabaw. Pamiętam, kiedyś na korytarzu pierwszy wf z tą klasą. Gra w "pająka". Nie wiedziałam o co chodzi. Czułam się taka...na uboczu. Przez to nieakceptowana. Świat postrzegałam w innych kolorach. Głównie bawiłam się z chłopcami, jakoś tak lepiej mi było. Dziewczynki od małego potrafiły nieźle obgadywać. A ONA TO SIĘ WYCHOWUJE BEZ TATY! Tzn.że byłam gorsza? Jestem gorsza? Nie. Byłam i jestem INNA. Mam przez to wszczepione inne wartości. Zawsze czułam się zbyt poważna, za dorosła na te wszystkie ich sprawy. Wiedziałam, że ich to denerwuje. Takie sytuacje, jak rozstania rodziców, sprawiają, że dziecko musi dorosnąć, bo inaczej tego nie zrozumie. Potem kolejne ciosy prosto w serce: tatuś nie odwiedza, tzn.że mu nie zależy, że nas nie kocha? Najwyraźniej. Najwidoczniej. Nie płaci alimentów? Dzieci potrafił zrobić, a wychować i utrzymać to już niełaska... Jeden z najlepszych wyników z testu na koniec podstawówki dostałam właśnie JA. Druga w klasie, piąta w całej szkole. I te teksty: mam lepsze oceny, uczę się lepiej, to niemożliwe, że ona ma więcej punktów! A wcale się lepiej nie uczyła. Tylko w wieku 10lat już cyckami świeciła, a właściwie plackami i chodziła w kozakach na obcasie, bo to takie modne. Miała wszystko, ale nie miała jednej rzeczy, nie miała WIEDZY. Błagała nauczycieli o podwyższenie ocen. I nawet z tym była wciąż gorsza. Ale to ja byłam przedstawiana w złym świetle. Ona miała wszystko, dwoje rodziców, ich miłość, pieniądze. Wyrosła na wredną sukę. Nawet dla jaj uczestniczyła w pewnym programie telewizyjnym przy czym zgarnęła niemałą kasę. Ale to ja jestem wciąż inna, gorsza. W gimbuzjum również nie chodziłam z kiligramową tapetą. Miałam naturalnie mega długaśne rzęsy i jeszcze nietak straszną cerę, jak teraz. Odstawałam od samego początku muzyką. Nie dla mnie był pop, discopolo, soul i inne badziostwa, które trzeba SPRZEDAĆ, bo są proste i ludzie to kupią. Sama słuchałam Eminema, hip-hopu, rapu. Wywodzę się z osiedla dresów. Cóż innego mogłabym słuchać? Pod koniec postawówki słuchałam rocka. W połowie 1 klasy gimnazjum powróciłam w rockowe klimaty, ale tym razem zaczęłam od black metalu. Znowu INNA. GORSZA. CZEGO ONA SŁUCHA?! NIE BAWIĄ JEJ NASZE ŻARTY. Cholera, przepraszam, że zawsze byłam jestem i będę inna! INNA! Ubierałam się jak skejcik. Męskie spodnie z kroczem u kolan, buty sportowe na grubej podeszwie, różne koszulki i zielone bluzy. Potem wyglądałam jak emo. Własnoręcznie zmieniłam fryzurę. Obciełam sobie grzywkę pod kątem, która wpadała mi do oczu. Malowałam sobie czarną kreskę wokół oczu. Nosiłam czarne rurki, koszulki w paski. Znowu INNA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzecia klasa, coraz więcej czerni, czarne koszulki. W międzyczasie ścięłam włosy na chłopaka, potem odrosły. Koszule w kratę i nabijanie się chłopaków: pożyczysz mi ją na bierzmowanie, bo na ciebie jest za duża? Krytyka. Za to jaka byłam. + Rasta koraliki drewniane. Pojawiła się na ręku pieszczocha i wiele dziwnych sznureczków. Znowu INNA. Po gimbuzjum odetchnęłam. Kupiłam glany, dużo koszul w kratę, czarne koszulki. Całkowicie się zmieniłam. Poszłam do liceum, w którym ktoś w glanach jest INNY. Wszędzie discopolo, pop, inne dziwne odłamy muzyki. I między tym wszystkim JA. Pod koniec 1 klasy pojawiła się dziewczyna w glanach, moja stara znajoma z łucznictwa. Już 2 w glanach w szkole. Dwie w koszulach za dużych w krate. Dwie w podartych, pościeranych spodniach i sznurkach, łancuchach i innych pierdołach. DWIE INNE. A teraz kończę to liceum. Wciąż w glanach. Wciąż INNA. Wciąż ODSTAJĄCA. Nie mam znowu praktycznie nikogo. Choc jest lepiej, niż było. LEPIEJ.
      Dlatego dla mnie nienormalny, znaczy wyjątkowy... Bo nie taki sam jak inny, nieszary, lecz kolorowy. Nie chcę się wyróżniać. "hipsterzy" chcą. I im to nie wychodzi. Jest ich coraz więcej. Więc ludzie szarzy nabierają kolorów, a hipsterzy nie. Ludzie pragnący się wyróżniać idą na dno. Ja nie chcę. A i tak się wyróżniam...

      Usuń
    2. Oj tak wyszło ^^ poniosło mnie zdeczka

      Usuń
  22. hmm ja zbyt często chyba używam ego stwierdzenia xd

    OdpowiedzUsuń
  23. Sabino. Dzięki za wizytę. Poruszyłaś ciekawy temat. Normalność-nienormalność. To tomat rzeka.
    Możliwe, ze i ja jestem nienormalny. Bo chodzę tu i tam, uczestniczę ruszam się i mam marzenia. Do spełnienia.
    Facet w moim wieku powinien siedzieć w fotelu i oglądać serialiki!
    A nie bujać się po mieście!!!!!
    A mnie jednak nosi tu i tam.
    Jestem wychowany tolerancyjnie.
    Mója mamam katoliczką a mój ojciec (nie zyje) nie wszedł nawet do kościoła na Pierwszą Komunię żadnego z czworga dzieci. I nikt o to do niego pretensji nie miał.
    Pozdrawiam wieczornie i z domu. Ale zaraz wychodzę...
    U mnie w domu tradycja jest też francuska. Babcia mam mamy była rodowitą Paryżanką( powtarzam się?)
    No to uciekam

    OdpowiedzUsuń
  24. no mam nadzieje,ze wyszlo:)

    OdpowiedzUsuń
  25. normalność = większość. Na pewno. Ja słynę z jedzenia kotów.

    Pozdrawiam. ; )

    OdpowiedzUsuń
  26. U mnie normy zmieniaja się od pory roku, dnia, miesiąca... jakieś mam, ale wychodzę z założenia: to moje życie, robię co chcę, ubieram się jak chcę:) I jem co chcę:)

    OdpowiedzUsuń
  27. w chrome nie pasuje mi to, że co chwile otwierają mi się jakieś nowe karty, przy każdym kliknięciu :|

    OdpowiedzUsuń
  28. normalność to większość - synonimy ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. fajny wpis oraz blog *.*

    http://beauty-fashion-shopping.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja często mówię do przyjaciółki, że jest nienormalna. Dla mnie to znaczy szalona. :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo chętnie bym przyjechał na parę dni:) Trzymam za słowo:)
    A jak na razie to wróciłem z długiego spaceru po Żoliborzu. Żoliborz to z francuskiego Jolie Bord, czyli po naszemu Piękny Brzeg. Chodzi o brzeg nad Wisłą. Żoliborz dotyka Wisły.....
    To może już sobie pójdę???????
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
  32. Otóż to, normalność jest pojęciem względnym, więc samo określenie tego, co jest normą a co nie, również. To ciekawe, że ludzie, którzy byli "alienowani" we wczesnym okresie nauki, są później znacznie ciekawszymi osobowościami w późniejszym życiu (tak, wiem, teraz generalizuję, ale spotkałam wiele takich przypadków).

    OdpowiedzUsuń
  33. niełatwo jest być nienormalnym, innym, wśród tylu normalnych, idealnych ludzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Interesujący wpis, lubię takie wywody :) Na pewno będę do Ciebie wpadać częściej:)

    ps. Poza tym bardzo świetny blog :)
    pozdrawiam serdecznie:)
    hypnotizingfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  35. masz wspaniałego bloga! będzie mi miło jeśli spodoba Ci się mój i również go zaobserwujesz ;))

    OdpowiedzUsuń
  36. normalny - słowo rzeka, bez określenie, subiektywne do granic możliwości, nawet może nie dotyczyć tej większości o której piszesz

    OdpowiedzUsuń
  37. Lepiej bym tego nie ujęła. Czasem brak mi słów by opisac to - co siedzi mi w głowie. Ty zrobiłaś to doskonale !
    Dla mnie "normalny" ma inne znaczenie niż dla większości społeczeństwa, dla nich ja jestem nienormalna a ja uważam że właśnie normalna. W szkole byłam nielubiana, bo byłam inna (mnie się wydawało ze lepsza jak mam być szczera) Ludzie mnie nie lubili bo ja słuchałam rapu i wyśmiewałam ich że nie wiedzą kto to Marky Mark czy Kris Kros albo że nie wiedzą kim jest cameron Diaz co dla mnie było rzeczą oczywistą dla nich czarną magią i stąd oni są normalni a ja nie :]
    Tzn. przyznam że do końca nie jest ze mną wszystko wporzo, psychiatra albo psychoterapeuta by mi się przydał (ehh gdybym tylko srała pieniędzmi) no ale uważam że nie robiąc innym krzywdy jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  38. cieszę się, że Ci się podobają ;d mi też kiedyś mama szyła różne cuda i do tej pory pomaga, jak sobie nie radzę ;)
    szczerze mówiąc to nie znam nikogo do końca normalnego ;p

    OdpowiedzUsuń
  39. każdy bycie "normalnym" pojmuje inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja jestem nienormalna i jest mi z tym dobrze ;D

    OdpowiedzUsuń
  41. fakt!:D Ale siostra zrobiła go sobie, a mi dała resztę, a ta druga paczka to zastanawiam się czyja jest, bo leży u mnie na urządzeniu wielofunkcyjnym:P
    Czym skusić?:D

    OdpowiedzUsuń
  42. następnym razem postaram się coś apetycznego wrzucić ;D

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin