środa, 10 kwietnia 2013

Nie noś ze sobą dokumentów!

Chyba powinnam stworzyć etykietę "więcej szczęścia niż rozumu", bo to kolejna boska historia z tego cyklu. Co tym razem wywinęła nierozgarnięta Bina? Po zgrabnym (i oczywiście nielegalnym) nieskasowaniu biletu i przeskoczeniu nad bramką paryskiego metra zajrzałam do swojej uroczej torebki z motocyklem dziwiąc się, czemu jest tak lekka. Moje pytanie szybko doczekało się odpowiedzi: nie było w niej portfela (hahaha, jak to zabawnie zabrzmiało). Ewidentnie nie wzięłam go z domu i z charakterystycznym dla siebie poziomem roztrzepania nie zorientowałam się, że wychodzę w piątek wieczorem jedynie z telefonem, odtwarzaczem i kluczami. I błyszczykiem, ten element mnie rozbraja. Niezbyt rozważnie. Miałam ochotę nawet wrócić do domu, ale byłam już spóźniona, więc olałam sprawę i poszłam na żywioł.

Spodziewałam się kanarów. Moje czynione od dawna obserwacje i doświadczenie klasycznego podróżnika na gapę skłoniły mnie do zachowania maksymalnej ostrożności. Kontrolerzy uwielbiają polować w piątek wieczorem. Na dodatek nie wsiadają nigdy do metra, czają się w podziemiach, tam, gdzie przesiadasz się z jednej linii do innej. Musiałam się akurat przesiąść na gigantycznej stacji, gdzie ryzyko jest spore. Po przemaszerowaniu sporego odcinka delikatnie wyjrzałam za róg, by sprawdzić, czy teren jest czysty. Zobaczyłam ich. Tak myślałam. Francuski kanar musi nosić uniform, za co jestem bardzo wdzięczna. Nie był to pierwszy raz, kiedy zawracałam. Czujna i niezauważona, odmaszerowująca w kierunku, z którego przyszła, by do celu dostać się inną drogą. Plan perfekcyjny. Na końcu korytarza spotkałam dwoje zagubionych turystów, którzy mnie zatrzymali. Wyjęłam słuchawki, by odpowiedzieć na ich pytanie, gdy okazało się, że wcale nie pytają, jak dojechać do wieży Eiffela, tylko, że są kryptokanarami, agentami w cywilu! Co za porażka. Co gorsza, szłam przecież tędy 2 minuty temu i jeszcze ich nie było. Nie mogłam uwierzyć we własnego pecha (kilkusekundowa kalkulacja, zapłacenie kary i tak opłacało mi się bardziej niż kupienie miesięcznego biletu). Głupia sytuacja, nie lubię być na przegranej pozycji. Nie mieli kanarowych uniformów, bo byli ochroniarzami wyłapujących uciekinierów... fuck, uczą się! Babeczka spytała, czy mam bilet, choć fakt, że właśnie uciekałam pod prąd przed zastępem kontrolerów wskazywał jednoznacznie moją odpowiedź. Gdy powiedziałam "nie", poprosiła o dowód... Zaczęłam oceniać w myślach swoją sytuację. Brak portfela = brak dokumentów = brak jakiejkolwiek możliwości sprawdzenia mojej tożsamości = czyżbym była uratowana? Pani ochroniarz zechciała zajrzeć do mojej torebki, proszę bardzo, niestety nic ciekawego w niej nie ma... Zaprowadziła mnie tam, skąd uciekłam: do gniazda kanarów i oddała w ręce niejakiego Christopha - dwumetrowego, pulchnego podstarzałego, groźnie wyglądającego faceta. Po dowiedzeniu się, że podróżuję nielegalnie, poprosił o dowód. Początkowo zestresowana, zyskałam na pewności siebie. Wyjaśniłam, że zapomniałam z domu portfela, nie mam przy sobie żadnych dokumentów. Christopha wcale to nie udobruchało, przybrał jeszcze groźniejszy wyraz twarzy. Spytał, ile mam lat. Po namyśle (ja nigdy nie jestem pewna) odparłam, że 21. Prawie. Powiedział, że wyglądam na <18, co normalnie traktuję jako komplement, ale teraz negatywnie mnie zaskoczyło: mogło oznaczać jakieś konsekwencje. Spytałam, czy naprawdę wyglądam na <18, ale po jego minie wywnioskowałam, że nie była to dobra pora na takie dyskusje. Powiedział, że skoro nie mam żadnych dokumentów, on nie może poświadczyć, ze jestem pełnoletnia. "Przyznaję!", palnęłam z szerokim uśmiechem. Mina szybko mi zrzedła, gdy Christoph oznajmił, że dzwoni na policję. To faktycznie nie zabrzmiało za dobrze. Zaczęłam plątać się w zeznaniach, a polski akcent i "motocyklowa" kurtka prawdopodobnie nie działały na moją korzyść. Kanar zapytał, czy nie mam nawet 30€, by zapłacić karę. Powiedziałam, że naprawdę nie mam przy sobie kompletnie nic, chciałam nawet wrócić po portfel do domu, ale byłam już spóźniona na spotkanie więc sobie darowałam. Jej, mówiłam prawdę! Christoph zapytał, gdzie mieszkam... 2 stacje stąd. Powiedział, że jedyne, co może mi doradzić, to powrót do domu i kupienie biletu. Nie byłam pewna, czy on naprawdę właśnie mnie puszcza, czy to jest preludium do jakichś tragicznych konsekwencji. Spojrzałam pytająco, a kontroler po raz pierwszy się uśmiechnął i kazał odejść. Dziękuję! A więc udało się. Odmaszerowałam krzycząc "merci!" i nie czekając, aż zmieni zdanie. Oczywiście wracając znów spotkałam babkę, od której się zaczęło. Powiedziałam, że zostałam odprawiona, puściła mnie bez pytań.

Jaki morał z tej historii? Zawsze kupujcie bilet Nie noście ze sobą dokumentów i nie traćcie pewności siebie.

Czy wróciłam do domu, po tym, jak mi się upiekło? Jasne... pojechałam na miejsce inną linią. Jestem okropna.


PS Zachęcam do podziwiania moich zmagań z projektem Kwiecień w obiektywie.

105 komentarzy:

  1. Nieźle Ci się udało :D Masz szczęście. Zawsze jeżdżę z biletem, bo jazda na gapę by mnie stresowała ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałaś naprawdę dużo szczęścia :)
    Ja bez dokumentów nie ruszam się z domu, choćby nie wiem co :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekanat...ech...u nas to jest po prostu masakra, mimo że miasto jest małe, szkoła jest mała, mamy wszystkie zajęcia w jednym budynku i nigdzie (do dziekanatu też) nie trzeba na przykład jeździć na drugi koniec miasta.
    Zły dzień-u mnie ostatnio norma, ale trzeba się trzymać, bo inaczej zwariujemy!
    A Twoja przygoda mnie rozbroiła! Czasami warto czegoś zapomnieć:) Choć chyba nie chciałabym tego przeżyć...nie wiem. Niestety, nie pomógłby mi na przykład urok osobisty...Ale co ja gadam, sama nigdy nie biorę żadnych dokumentów, wychodząc z domu, bo po co:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialnie opowiadasz, w tle powinna lecieć muzyka z "Mission Impossible" :D Czyżby uratował polski akcent? Gratuluję, szczęściaro!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tego posta z rumieńcami na polikach i czułam stopniowane tempo. Ja należę do typu trzęsiportek i nawet skasowany bilet ściskany w dłoni nie daje mi poczucia bezpieczeństwa :D
    Ciężki żywot gangstera!

    OdpowiedzUsuń
  6. no no no Bina rebel!
    ja tam bez biletów nie jeżdże, bo mam miesieczny. poza tym kanary w polsce to bestie, i nigdy nie puścili mnie wolno, nawet gdy bilet był a legitymacji brakło. grrr.
    więc ja wyłamuję się z rebeli i ładnie płace za pordóż. damn it. nudnie brzmi. zero przygody:/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zawsze z uporem maniaka sprawdzam czy mam przy sobie moją legitymację na której mam bilet i na szczęście jeszcze nigdy nie miałam podobnej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. moja przygoda ostatnio; bilet lekko pognieciony i legitymacja z bardzo starym zdjęciem (jeszcze przed zrobieniem dredów, z grzywką na prosto) kanar nie chciał uwierzyć, że to ja, ponadto czepiał się o to zgięcie na bilecie. mama mojej przyjaciółki napisała mi odwołanie, w którym użyła określenia 'wyłudzanie pieniędzy od małoletniej dziewczynki przez dorosłego mężczyznę z zastosowaniem przemocy emocjonalnej'. brzmi strasznie i dobrze. jutro prawdopodobnie jadę złożyć odwołanie w urzędzie, zobaczymy jak wszystko się skończy.

    OdpowiedzUsuń
  9. mi jeszcze ani razu nie zdarzyło się być złapanym bez biletu i mam nadzieję, że to nie nastąpi. dokumenty jednak noszę ze sobą zawsze. nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać. ale Ty miałaś prawdziwe szczęście, że Cię puścili:)

    OdpowiedzUsuń
  10. oho ale miałaś szczęscie :) ja kiedys tez zapomniałąm portfela ale nie było kanarów na szczęscie :) uffff

    OdpowiedzUsuń
  11. ooo bilety trzeba mieć hi hi mandaty nie są fajne ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. no nieźle, dobrze, że szczęście Ci dopisało:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałaś bardzo dużo szczęścia :*
    +Obserwuję liczę na to samo ;))
    wici-wici.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. hahaha uwielbiam Twoje historie!<3 i świetnie piszesz, książkę powinnaś napisać! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję :* i faktycznie, szczęście to ty miałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Miałaś farta dziewczyno :) Ja bym się zaczęła denerwować, więc u mnie by to raczej nie przeszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. No proszę, kolejny argument na to, że w ludziach jest dobro :D

    OdpowiedzUsuń
  18. przygoda życia :D rok temu idę na przystanek i nagle wryło mnie w ziemię 'kurde, nie mam portfela' szukam jeszcze raz w torebce, w końcu biegiem do domu - nie zostawiłam go tak. O dziwo był w torebce -,- spoko ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobrze, że trafiłaś na kogoś takiego, bo mogło być gorzej. :D

    OdpowiedzUsuń
  20. hahaha o rany, nie wierzę :D. Myślałam, że po Twoim "szczęśliwym" upadku na nartach nic mnie już nie zaskoczy a tu proszę XD

    OdpowiedzUsuń
  21. Miałem podobną sytuacje w autobusie o 2 w nocy, ledwo trzymając się na nogach wsiadłem do autobusu i usadowiłem się zaraz przy kierowcy i przysnąłem :D budzi mnie kanar i pyta o bilet ja mówię że nie mam, że zjadł mi pies na przystanku, właściciel psa nie chciał zwrócić kosztów a mnie nie było stać na drugi - jakoś nie załapał żartu więc poprosił o dowód ja mówię że nie mam - oczywiście miałem ale byłem w takim stanie że bałem się wyciągać cokolwiek żeby nie zgubić więc pyta się gdzie mieszkam ja mówię że tu niedaleko ze 3-4 przystanki będą :D a on do mnie że mi wyjątkowo odpuści bo nie chce mu się mandatu wypisywać :D i tak jakoś mi się upiekło :) przygody z kanarami rządzą :)

    OdpowiedzUsuń
  22. hahahahaha,no to nieżle. mogło być gorzej xD

    OdpowiedzUsuń
  23. spryciara! racja, trzeba sobie radzić :D

    OdpowiedzUsuń
  24. ahaha jesteś taka samo nieogarnięta jak ja :DD

    OdpowiedzUsuń
  25. hahahahahhahahahahahhahah, fajnie masz xD

    OdpowiedzUsuń
  26. ale farcik! Czasem zdarzają się dobrzy ludzie :) hehe milion razy byłam w takiej sytuacji, czasem też zdarzyło się wyjść bez mandatu. To jestes 30 euro do przodu :))

    OdpowiedzUsuń
  27. Czasem tramwajami zdarzało mi się jeździć na gapę, bo wolałam 2 zł wydać na coś bardziej przyjemniejszego niż na bilet ;) I morał jest taki, że 2 razy musiałam zapłacić mandat 200 zł, a 2 razy mnie puszczono wolno :D

    OdpowiedzUsuń
  28. NIce blog!!!
    Would you like to follow each other???

    OdpowiedzUsuń
  29. haha, ale Cię spotkała przygoda. Ja nigdy nie jechałam bez biletu, ale kiedyś co prawda miałam starcie z kanarem, bo koleżanka włożyła bilet gdzieś i nie wiedziała gdzie. Szukała w torebce, a okazało się, że miała w spodniach w kieszeni :D

    OdpowiedzUsuń
  30. :) no to Cię podziwiam!! ja bym już pewnie zwiesiła głowę zaczęła łkać, tupać, przewracać oczami i.... milczeć xD

    OdpowiedzUsuń
  31. Haha, w takim razie rzeczywiście ci się udało ;D Uwielbiam czytać tego typu historie ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. hahaaha idealnie!!!:D jesteś niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
  33. Oh, kochana. Ja w sumie tylko raz na kanara trafiłam, ale miałam bilet. AAA!!! Raz nie zauważyłam że miesięczny na pociąg mi się skończył (O JEDEN DZIEŃ) i nawet kiedy sprawdzała mi pani konduktor bilet o tym nie wiedziała. Zresztą, nie wiem co ona myślała, ale sprawdziła, oddała i poszła i po jakimś czasie wróciła i poprosiła jeszcze raz o bilet i o, powiedziała że jest nie ważny, na to ja zdziwiona sama sprawdziłam i taki zonk. Zaczęła mi wypisywać mandat itp. W końcu zapytała czy nie miałabym aby kupić bilet, a ja akurat nie miałam przy sobie kasy, więc mówię że nie, ale jak dojadę na stację gdzie wysiadam, tata będzie na mnie czekał i może mi dać pieniądze, na co ona powiedziała że może być. I w końcu dojechałam na stację, wcześniej dzwoniąc do taty aby na mnie czekał na peronie i dał mi pieniądze, i poszłam do niej aby zapłacić i wyobtaź sobie, że nie dała znać aby pociąg poczekał, tylko pojechałam na kolejną stację! Tata musiał po mnie dalej pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  34. Odważna jesteś... Ja nigdy nie wsiadłam do pociągu,autobusu,tramwaju bez biletu ;p muszę przyznać,że masz farta dziewczyno :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Dopisek kursywą sprawił, że dosłownie biję CI owacje na stojąco. Ja tam zawsze kupuję bilety. :D Źle bym się czuła jako gapowicz. :D

    OdpowiedzUsuń
  36. Musisz mieć mnóstwo uroku osobistego. Mnie by pewnie aresztowali i wrzucili do lochu. Ale ponieważ dobrze się skończyło będzie to miła anegdotka dla wnuków;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Hej Binko!
    Generalnie to ja mam bilet miesięczny na wszystkie linie. Ale DOWODU OSOBISTEGO ZE SOBĄ NIE NOSZĘ. I to mnie raz uratowało przed zapłaceniem kary. Bo akurat miesięczny mi się skończył.
    Kanary zajęli się osobnikiem, który miał dowód osobisty a MNIE mnie machnęli ręką:)
    Dziękuje za słowo DROGI.
    Małe a cieszy:)
    Pozdrawiam przed snem

    OdpowiedzUsuń
  38. Jaka przygoda haha mój kolega kiedyś kanarom powiedział swoje imię i nazwisko prawdziwe, ale w taki sposób jakby dopiero je wymyślił, oni wezwali policję,a gdy ta przyjechała oczywiście pokazał swoje dokumenty, a kanarom zrobiło się głupio ;p

    OdpowiedzUsuń
  39. Szczęściara! Mi jak zdażało się zapomieć miesięcznego, czy skończył się dzień wcześniej i była kontrola- nigdy nie odpuścili. Ale to w końcu Polska, nie ma nic za ładne oczka :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Taa. Tylko w Polsce kanary to takie ch**e. Wszędzie na świecie da się dogadać tylko nie w Polsce.
    Miła przygoda.
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Widzisz, nawet kanara potrafisz omotać kobieto. I wow zazdroszczę Ci młodego wyglądu. O dowód też Cię pytają? :D

    OdpowiedzUsuń
  42. HAHAHA, DOBRA BINA! <3 tak się oszukuje kanarów XD
    to obojczyki mojej siostry c:
    dlaczego cię stresują?

    OdpowiedzUsuń
  43. HUEHUEHUE, JESTES SZAAAALOOONAAA ! :D

    OdpowiedzUsuń
  44. no 10 na 10, tak jak 6. 6 z matmy, ej !

    OdpowiedzUsuń
  45. to się nazywa siła młodego i niewinnego wyglądu:D mnie niestety jakiś czas temu mrs kanaros złapał bo zapomniałam bilet skasować.. i nie pomogły tłumaczenia że zawsze kasuję;p 70 zł musiałam na miejscu wybulić. wrrrr ;/

    OdpowiedzUsuń
  46. Po przeczytaniu Twojej historii lecę wyjąć dowód z portfela ;D

    OdpowiedzUsuń
  47. To bardzo dobrze że umiesz sobie radzić w takich sytuacjach :) Prowadzisz bardzo fajnego bloga :)
    Będę zaglądać tu częściej :)
    dodaje do obserwowanych i liczę na rewanż :)
    Pozdrawiam, Izka :)

    OdpowiedzUsuń
  48. ładna historia Ci się przytrafiła ;)
    ja to zawsze kupuje, bo ja wiem, ze jak nie bedę mieć to wtedy bedą kanary ;D

    nie ma za co :* :)

    OdpowiedzUsuń
  49. ojej, a ja wszystkie dokumenty przy sobie nosze...

    OdpowiedzUsuń
  50. Ale Ci się upiekło! Fart jak nic ;d Taki trochę łobuz z Ciebie ;d

    a nad figurą dopiero pracuję, ale dziękuję ;*

    OdpowiedzUsuń
  51. Zazdroszcze silnych nerwow ;)
    no i mialas wielkie szczescie- ja bez biletow tylko zaryzykowalam na podrow w Polsce, ale i tak pare razy sie nadzialam na kanarow, a pare razy mi sie upieklo...ale ogromnie sie stresowalam, tutaj w Barcelonie wole kupic bilet-dodatkowo 100 € kary mnie skutecznie odstrasza ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  52. Od razu powiem, że nie znoszę paryskiego metra ;) Byłam w Paryżu dwa razy i za drugim razem wraz z 6-miesięczną latoroślą w wielkim wózku. Co się okazuje, w Paryżu kobiety nie używają wózków a chusty (którą też używałam, ale jakoś nie miałam ochoty całego dnia dźwigać Szopa) a wind w metrze brak. No i cały tydzień znosiliśmy ten nieszczęsny ciężki (11kg + dziecko) wózek po schodach. Całe szczęście kultura w Paryżu jeszcze istnieje i zawsze znalazł się ktoś do pomocy zagubionym turystom.

    Dobrze, że nie zapłaciłaś mandatu. Zawsze na nową parę butów.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  53. a wiesz, ja też nie umiem myśleć w ten sposób xd i śmieszy mnie pewna kwestia w tej książce. Autorka podając przykłady jakiś zachowań, wspomina o swoich przyjaciołach. I od razu nasunęło mi się na myśl - cholera, ona to musi mieć setki tych przyjaciół xDDDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  54. No tak, nie można tracić wiary w siebie i pewności.. A co do dokumentów, rzeczywiście czasem lepiej zostawić je w domu. :D

    OdpowiedzUsuń
  55. :)) generalnie :) ja bym sie na gapę bała ;)
    Ale jak przy paryskim metro jesteśmy to .... Po maratOnie były otwarte bramki i można było bez biletu wejść ... I wyjść na normalnych stacjach ;) ale ryzykują taką kanarową sytuację ;)
    Ale jechać na stacje poza strefą ;) na la Defence gdzie trzeba biletu żeby wyjść ;) i nie można sie przesiąć w inną linię ??!! I to jeszcze w 4 dorosłe osoby i 3 dzieci plus wózek ??!!!
    Wiesż jak gęsto trzeba sie z własnej głupoty tłumaczyć ;)) i to jeszcze na dokumentach luksrmburskich ??!! Gdzie wychodzą kompleksy finansowe Francuzow ??!!
    Ja zaniemowiłam , mąż udał ze wogóle nie zna francuskiego , na szczęście znajomy tupetu nie stracił ;)

    OdpowiedzUsuń
  56. idź Ty szczęściaro :D ja grzecznie zawsze mam kupiony bilet, a jak zapomniałam portfela to kupowałam bilet na komórce (i to jeszcze normalny, kiedy mam ulgę, no ale nie miałabym jej jak udowodnić) a potem pożyczałam kasę od znajomych - chyba za porządny ze mnie obywatel :P

    OdpowiedzUsuń
  57. Bina, od dziś jesteś moją bohaterką haha!:D

    OdpowiedzUsuń
  58. BOŻE JAKA SZCZĘŚCIARA HAHA ! Mnie pech prześladuje od urodzenia haha !
    zapraszam . mons-monss.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  59. To Ci się udało! :) Grunt, że nie straciłaś pewności siebie i zachowałaś zimną krew :)

    OdpowiedzUsuń
  60. Jej, to Ci się upiekło ; D Ja niczym nie dojeżdżam więc takich przypadków nie mam na szczęście. Ale szczęście w nieszczęściu to Ty masz ;p

    OdpowiedzUsuń
  61. ale mialas szczescie..!!!! :) mnie ostatnio zlapali w poznaniu w tramwaju, ten kanar byl niby mily zartowal, ale o takim czyms nie bylo mowy..:/ widac pozory myla..:)

    OdpowiedzUsuń
  62. faktycznie fart, ale w moim mieście to by nie przeszło :C

    OdpowiedzUsuń
  63. Zakręcona historia, miałaś istne szczęście w nieszczęściu. Swoją drogą Bina chyba łączy nas więcej niż myślisz ;D również jak zapomnę dokumentów to przyjmuję rolę pilnego obserwatora i chyba nie tylko jesteśmy z tego samego miesiąca, ale też rocznika ;) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  64. Szczęściara :D Mnie jak złapał kanar, w naszym ojczystym kraju, chciał zawracać autobus i jechać na policję, o potwierdzenie tożsamości (też nie miałam dokumentów - zapomniałam portfela w tym biletu miesięcznego który był w środku) , tak więc mandatu bym nie zapłaciła - mogłabym ukazać bilet w KZK GOP'ie , ale za to karę za zmianę trasy tak. Na szczęście miał trochę serca i mnie puścił na wolność :D

    OdpowiedzUsuń
  65. Prawilna historia Bina xD
    Propsy xD

    OdpowiedzUsuń
  66. Wydaje mi się, że masz duuuużo szczęścia i tupetu :p

    OdpowiedzUsuń
  67. Wiesz, problem w tym, że obecnie nie znajduję radości/poczucia realizacji w niczym, co robię. Wszystko robię na odp***dal, licząc na to, że to przełomowe COŚ, co mnie uszczęśliwi, wkrótce nadejdzie. A figa, nie nadchodzi. Akurat teraz trudno mi mówić/myśleć o szczęściu, bo znajduję się w bardzo trudnym okresie i obawiam się, że będzie tylko gorzej. Ale dziękuję bardzo za (próbę?) pocieszenie.

    OdpowiedzUsuń
  68. Ty to dopiero masz przygody ;D
    Szkoda, że nie znam Cię osobiście, myślę że byśmy się dogadały :)

    OdpowiedzUsuń
  69. dzięki. :)
    jeszcze nie umieram. ale pewnie za niedługo umrę. tyle że na krześle dentystycznym. ;x muszę iść na kontrolę, a wiem, że mam zęby do leczenia. panicznie boję się dentysty.

    OdpowiedzUsuń
  70. zło w czystej postaci z Ciebie! xD ja zawsze mam przy sobie bilet, bo znając moje szczęście, pewnie trafiłabym na kanarów, którzy nie byliby tacy mili ;< ale dobrze, że Ci się upiekło! :)
    bieganie idzie mi w miarę. tylko przez ostatnie dwa dni jestem skazana na odpuszczenie, bo ciągle pada deszcz -.- i zostają mi same ćwiczenia w domu :P

    OdpowiedzUsuń
  71. haha, genialne. Ale wiem o czym piszesz, podczas ostatniego tygodniowego pobytu w Paryżu kontrolowali mnie min 4 razy, ale grzeczna ja zawsze gotowa z biletem i dokumentami w torebce takich przygód nie przeżyłam ;p
    ps. nie wiem czemu u Ciebie wattpad nie działa -,-
    pobrałam specjalnie jeszcze raz na tel siostry i tam też wszystko w porządku było.

    OdpowiedzUsuń
  72. Cenne rady :D Ja rzadko jeżdżę bez biletu. Cenię sobie komfort oglądania ulic przez okno, zamiast nerwowego rozglądania się wokół siebie ;) Przedwczoraj właśnie pierwszy raz doświadczyłam kontroli biletów w ztm-ce. A w warszawskim metrze jeszcze ani razu nie widziałam kanara xD
    Haha, mnie rozwala czasem umiejętność oceny wieku przez niektórych. Kiedyś z kolegą kupowaliśmy piwo w markecie. Ja miałam 17 a on 20 lat. Mnie o dowód nie zapytali, a jego tak xd

    OdpowiedzUsuń
  73. bywa ;) ja zazwyczaj nie jeżdżę bez biletu, bo mam miesięczny ;d wychodzi mnie taniej wydać 60 zł, niż choćby jednorazowo dostać mandat za 100, a już trochę razy kanarów się spotkało ;) udało Ci się tym razem, następnym razem bądź ostrożniejsza ;d

    OdpowiedzUsuń
  74. ja w marcu miałam jakieś 15 kontroli! :D


    pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  75. Ze mnie to taka panikara, że zawału serca dostaje jak jadę bez biletu, więc raczej mi się to nie zdarza :) ale spędzam majówkę w Paryżu więc będę miała okazję zwiedzić paryskie metro i może poznam uroczych Panów Kanarów ;)

    OdpowiedzUsuń
  76. O, dobre porównanie do tej brzoskwini. Mi jeszcze takie zachowanie kojarzy się z typową `zimną su*ą` :D

    OdpowiedzUsuń
  77. Hehehe ja jak jadę bez biletów, to mam taką minę, że chyba wszyscy dookoła wiedzą, że jadę na gapę ;) Nie mogłabym tak, jak Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
  78. hahahahahahahahahahahahahahaha padłam, co za historia XD

    OdpowiedzUsuń
  79. ja bym w takiej sytuacji nie potrafiła zachować pewności siebie, dlatego wielki szacun! :D A historia świetna ;p na przypale albo wcale :D

    OdpowiedzUsuń
  80. Ha ha czytając to przypomniał mi się mój pierwszy weekend w Niemczech jako au pair. Aczkolwiek my wpadłyśmy na pomysł ucieczki przed kanarami. No coż. Po chwili gonili nas policjanci więc wiadomo - nie mamy szans. Zaprowadzili nas na komisariat a tam 5 policjantów lat około 28 przystojni że szok i weź się tutaj ogarnij i opowiadaj łamanym niemieckim że jechałaś tylko jedną stacje ;) Po spacerze z eskortą policyjną do bankomatu cała sytuacja się skończyła żaden policjant nie chciał dać numeru telefonu.
    AA i co do postów au pair - jeżeli w moim życiu potoczy się coś inaczej to może jeszcze kiedyś się pojawią ;)

    OdpowiedzUsuń
  81. Dość zabawna historia, ja miałam kilka przygód z kanarami, ale zawsze udało mi się uniknąć mandatu : )

    OdpowiedzUsuń
  82. Miałaaaaś duużo szczęścia ♥

    OdpowiedzUsuń
  83. A co do włosów, to są mało praktyczne. Czasem na prawdę trudno je rozplątać. + Aż się zdziwiłam, że nie pochwaliłaś najeczek :D

    OdpowiedzUsuń
  84. A co do włosów, to są mało praktyczne. Czasem na prawdę trudno je rozplątać. + Aż się zdziwiłam, że nie pochwaliłaś najeczek :D

    OdpowiedzUsuń
  85. Oooo man :D niezła sytuacja ;D hahaha ale jak widac opłaca się nienoszenie dokmentów :D Ale njabardziej zaciekawiło mnie stwierdzenie, że bardziej Ci się opłaca zapłacic mandat niz kupic miesięczny ;oo jej serio ?! uwielbiam te Twoje notki z wątkiem Francji :D

    a w ogóle to co do tych wspomnień zainspirowałas mnie na notkę ;D

    OdpowiedzUsuń
  86. Też nie wiem, ale chyba wolałabym już dostać ten mandat i wysiąść normalnie na swojej stacji. No ludzie! Kawałek to był :/ Ale w każdym razie od tamtej pory zaczęłam zapisywać w kalendarzu kiedy mi się ważność biletu kończy.

    OdpowiedzUsuń
  87. Hahah, no taki jest zamiar! xd

    OdpowiedzUsuń
  88. Bina po raz kolejny poprawia mi humor, yeah :D

    OdpowiedzUsuń
  89. Raz w życiu spotkałam kanara w autobusie! I o dziwo, co gorsza! - zapomniałam legitymacji - na szczęście twardziel mi darował i kazał dokupić pół biletu ( żeby uzupełnić brak ulgi ). No i.. nie umiałam na dodatek znaleźć pieniędzy! Masakra...
    To chyba zależy od naszego szczęścia, bo wszak mógł zadzwonić na policje!

    OdpowiedzUsuń
  90. Jestem jak najbardziej za stworzeniem tej zakładki:D Już myślałam jak to czytałam, że zabiorą Cie na policję. Ciekawa jestem co byś wtedy zrobiła:D

    OdpowiedzUsuń
  91. gorzej jak sie zapomni portfela i pojedzie sie bez prawka haha ;D

    OdpowiedzUsuń
  92. Spryciula no ! :D
    Ja akurat bez portfela się z domu nie ruszam także nie mam problemu :P

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin