niedziela, 9 czerwca 2013

Roland Garros

Nie napiszę nic konkretnego o tenisie, bo zwyczajnie się na nim nie znam. Szkoda, bo gdybym się znała, to przeżywałabym pewnie teraz jakieś niesamowite wrażenia. Turniej Roland Garros dobiega końca, a ja umiem wyróżnić może pięciu tenisistów i trzy tenisistki... To i tak o wiele więcej, niż 2 tygodnie temu.

Czemu w Moich Wywodach o Rolandzie? Praca. Jak wspominałam :tutaj:, jestem hostessą. Zajmuję się milionem rzeczy, tym razem odrobina samozaparcia podczas rozmowy kwalifikacyjnej dała mi uprawnienia do obsługiwania vipów podczas turnieju tenisowego. Recepcja VIP, brzmi dumnie! Nie wiedziałam, co to oznacza. Jak się miało okazać, takim "vipem" może być każdy, wystarczy odrobinę przepłacić za bilet, by otrzymać wstęp do open baru, albo zostać zaproszonym przez jakąś firmę. Panowie vipowie są byle jacy, ale fakt, że nie jest to jednak zwykła recepcja sprawił, że jako uniformy mamy sukienki, pola (haha, pola. śmieszne słowo) i sweterki Lacoste. Muszę przyznać, że nieźle mnie to rozbawiło. Dziwnie się czuję paradując w limitowanej edycji krokodylowych ciuchów, które oczywiście będę musiała zwrócić. Polo Lacoste odbiega od mojego stylu tak bardzo, jak to tylko możliwe, a teraz muszę reprezentować recepcję VIP gigantycznym krokodylem na piersi. Szkoda, że nie z najeczkową łyżwą.

Moja agencja zawsze kładła nacisk na jednolitość i sprowadzenie wszystkich hostess do tego samego poziomu pod kątem fryzury i makijażu, o uniformie oczywiście nie wspomnę, bo to mamy narzucone. Z okazji turnieju wszyscy kompletnie oszaleli: szminkę musimy nakładać tak często, jak trzeba (czyli zdaniem szefowej co godzinę), a żaden włos nie może sterczeć. To nie jest nowa zasada, ale nigdy nie była respektowana. Związałam włosy w eleganckiego tenisowego kuca. Oberwałam za kompletny brak profesjonalizmu. Szefowa (która wcale nie jest żadną szefową, jest po prostu wyróżnioną przez agencję hostessą dzierżącą wszystkie papiery i jest za nas odpowiedzialna. ma około 23 lat, a swoim pedantyzmem i przestrzeganiem zasad kasuję nawet moją matkę. nie wiem, jak można być aż tak ułożonym i wyrównanym pod linijkę w tak młodym wieku) chwyciła za lakier i ulizała moje włosy. Normalnie mam grzywkę, która nagle okazała się być niedozwolona, cały świat ogląda więc od tygodnia moje zakola niczym u 40-letniego faceta. Szefowa była niezwykle dumna ze swojego dzieła. "Znienawidzisz mnie, ale przynajmniej jesteś uczesana"! Rzeczywiście, ja się nawet nie złoszczę. Ja jej zwyczajnie nienawidzę.

Żeby wejść na teren Rolanda musimy mieć akredytację - plastikową plakietkę z naszymi danymi i kodem kreskowym. Jako hostessa mam najuboższy rodzaj akredytacji, nie uprawniający mnie niestety do wstępu na korty ani do darmowego jedzenia w stołówce. Muszę ją jednak zawsze mieć przy sobie: ochroniarze skanują ją podczas wejścia i opuszczania terenu. Zostałyśmy uprzedzone około 38406 razy, że w dniu, w którym zapomnimy zabrać ze sobą akredytacji, nie zostaniemy wpuszczone na teren i możemy pożegnać się z kontraktem. Pfff, rzekła Bina, nie jestem głupia, przecież nie zapomnę tej głupiej plakietki. Chyba nie muszę mówić, co stało się kilka dni później. Gdy w metrze uświadomiłam sobie, że akredytacja spoczywa dalej na moim biurku, a moje idealne wyczucie czasu nie pozwoli mi wrócić do domu i jej zabrać, zmiękły mi nogi. Gdybym wtedy spotkała zboczeńca z poprzedniego posta, już by było po mnie. Zaczęłam się trząść. Nie chciałam zostać wywalona z pracy po 3 udanych dniach (udanych dla nas, cały czas padał deszcz i nie odbył się prawie żaden mecz). Co robić? Muszę jakoś minąć kilkoro ochroniarzy. Jedyne, co przyszło mi do głowy, to bieg. Ostatnio nieźle mi to wychodzi. Dojechałam na miejsce przeznaczenia. Widziałam w oddali bramę, przez którą będę musiała przejść. Nie zastanawiając się więcej postawiłam wszystko na jedną kartę i odpaliłam sprint. Ochroniarz sprawdzający, czy posiadam akredytację nawet mnie nie zatrzymał. Z ochroniarzem skanującym kod kreskowy nie mogło pójść tak łatwo... A jednak! Zobaczył galopującą Binę, wyciągnął swoje urządzonko do skanowania i zaczął otwierać usta, wydarłam się jednak, że byłam już dziś skanowana, minęłam go niczym Usain Bolt, by 30 metrów dalej, zniknąwszy z jego zasięgu wzroku zacząć sobie wypluwać płuca. Moja ściema była kiepska, na nic lepszego nie było mnie jednak stać. Okazało się jednak, że pewność siebie wystarczy, aby wejść gdzieś bez uprawnień. Ochroniarz nie miał żadnych powodów, żeby mnie wpuścić, powinien był wyciągnąć swoją muskularną łapę i mnie przechwycić, żądając okazania plakietki. Nie chciało mu się. Musiał pomyśleć, że skoro jestem w hostessowych ciuchach, biegnę ze zdecydowaniem w oczach i twierdzę, że byłam już dziś skanowana, to nie ma przeciwwskazań. Całe szczęście dla mnie, że pan Roland zatrudnia takich beznadziejnych ochroniarzy. Skoro ja mogę tam wejść bez akredytacji, każdy może. Podczas popołudniowej przerwy zrobiłam test. Podeszłam do ochroniarza i spytałam, czy mogę wyjść na 5 minut i wrócić. Powiedziałam, że nie mam akredytacji, bo przez pomyłkę zostawiłam ją na stanowisku pracy. Powiedział, że to absolutnie niemożliwe. Dobrze więc, że rano zdecydowałam się na dramatyczne działania.

Tak, tytuł posta nie ma olbrzymiego związku z tym wywodem, wrzucę więc parę rolandowych fotek.

 
Tak, cała ja. Wejdź na murek, żeby coś zobaczyć! Albo "włam się" na kort jak nikt nie patrzy.


wielki krokodylowy "lans".

ja, Roland i schody, a także zbliżenie na moją perfekcyjną hostessową fryzurkę i makijaż, czyli ja i 4m² czoła. jak można zabronić ludziom mieć grzywkę?!

Hot dog za ponad dychę, gała lodów za 4€. Madafakers. Ci biedni ludzie muszą przyjeżdżać z sakwami złota.

Ale to wszystko, co napisałam nie jest ważne, liczy się tylko to, że widziałam na żywo kolesia z LMFAO! I'm sexy and I know it.

73 komentarze:

  1. Podsumowanie mnie zabiło XD WGL BINA BEZ GRZYWKI TO NIE BINA.

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny blog ! :)
    dodaję i zapraszam do mnie :)

    joyofthefashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjnie wyglądasz, ale naprawdę nie rozumiem co to za głupia zasada z tą grzywką (:

    OdpowiedzUsuń
  4. wygladasz troche inaczej bez grzywki ale nie jest zle . ;)

    i te twoje przygody , podziwiam za odwage.;)

    OdpowiedzUsuń
  5. hm... pomyślmy... hm.... hm... nie.

    OdpowiedzUsuń
  6. bez Grzywki też Ci do twarzy:)
    http://mamalaurkitestuje.kajzarowie.net/

    OdpowiedzUsuń
  7. ja o tenisie wiem jeszcze mniej niz ty
    zwyczajnie mnie to nie kreci

    swietnie wygladasz

    OdpowiedzUsuń
  8. Aj tam, fajne te Lacosteowe kiecki ;P

    OdpowiedzUsuń
  9. hehe, nieźle to wszystko wykombinowałaś :D ale bez grzywki wyglądasz jakoś tak dziwnie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie no, ten krokodyl nie jest aż taki wielki. Da się znieść. Faktycznie w grzywce wyglądasz korzystniej. :) Rozbroiła mnie Twoja, jak to masz w zwyczaju czasem pisać, binowatość. :) Ja nie umiem tak działać na "przypale". ;) Podziwiam pewność siebie.
    __________
    Dziękuję za opinię i za wspaniałe życzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale się zalansowałaś haha :))
    Ja też nie znam się za bardzo na tenisie, aczkolwiek bardzo bym chciała grać w niego! Lubię oglądać mecze :DD Są bardzo ekscytujące ;d

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja się zastanawiam, czy za hostessowanie vipom jest dużo bardziej opłacalne niż hostessowanie zwykłym śmiertelnikom? ;P

    OdpowiedzUsuń
  13. HAHAHAHA, historia mnie powaliła :D Chyba masz fajną pracę... i widziałaś typa z LMFAO!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. łohoho jest lans :D fajnie wyszłaś, a histtoria powala!

    OdpowiedzUsuń
  15. Podłapałaś świetną pracę. Sama pewnie wróciłabym się po ten identyfikator albo błagała ochroniarza aby mnie wpuścił.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ahaha. :D Byłoby to wtedy tak mało przewidywalne, ale z drugiej strony, gdzie podziałaby się maksyma, że dobro zawsze zwycięża?

    OdpowiedzUsuń
  17. farciara! :) trzeba mieć ogromne szczęście :) a w ogóle jak oceniasz pracę hostessy? jak zarobki? pracowałam tak dawno temu w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
  18. hihihi teraz mnóstwo fanów Rolanda Ci zazdrości. ja akurat nie znam się na tenisie, nikomu nie kibicuję. ;) ładna sukienka. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja gram w tenisa, więc nie pogardziłabym wizytą na jakimś turnieju - nawet w charakterze hostessy w sukience, szmince i bez grzywki. A w moim przypadku to naprawdę gigantyczne poświęcenie, bo sukienką nie zgrzeszyłam od 10 lat, szminką nigdy, a grzywkę to już mam chyba przyklejoną do czoła na wieki. ;d

    OdpowiedzUsuń
  20. w ogóle nie orientuję się w sportowych sprawach, ale w sumie to obejrzałabym sobie turniej tenisa. Francuzi chyba lubią Lacoste, coś mi się zdaje. Z pewnościa siebie można zajść bardzo daleko, bez tego ciężko żyć, zazdroszczę ci tej pewności, bo mnie tego brakuje. Ceny są zdecydowanie za duże, ale ten koleś z ostatniego zdjęcia bardzo fajnie wyszedł.

    OdpowiedzUsuń
  21. haha są i hambuksy :D yummy :D

    jak to zabronic miec grzywkę? ej...

    no Bina widziałaś? no black! :D

    OdpowiedzUsuń
  22. I o tym na koncu piszesz?;) masz chociaż autograf?:)
    stanowczo mowie NIE Binie bez grzywki:) ale jesli Cie to pocieszy to moje czolo i tak jest chyba wieksze:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Z grzywką wyglądasz zdecydowanie lepiej ;) a Twoja szefowa była pewnie uczona od dzieciństwa, że wszystko musi być idealne :)

    OdpowiedzUsuń
  24. HEHE CHRYSTUSIE, DYCHA ZA HOTDOGA, UMIERAM. I wgl, lansujesz sie z tym hostesowaniem. XD

    OdpowiedzUsuń
  25. Krokodylek na piersi?? Niezły lans;)No bez grzywki wyglądasz inaczej ale tragedii nie ma:) Wcale się nie dziwię że znienawidziłaś tą laskę. Gdyby mnie tak ktoś na siłę ulizał miałabym ochotę wbić mu paznokcie w policzki heh;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Fajnie piszesz, więc cieszę się, że zajrzałam do Ciebie :)
    zapraszam do siebie :http://camilaofficial.blogspot.com/
    pozdro,
    Edina Kamila

    OdpowiedzUsuń
  27. Odpisałam Ci pod komentarzem na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Czytałam twój poprzedni post wczoraj i szczerze powiedziawszy się wystraszyłam. Miałam go skomentować dzisiaj , ale dodałaś nowy. Aaaa skomentuję też ,żeby ci nabić statystyki - ciesz się :D Jaka ty jesteś chudzinka... nic dziwnego ,że popierdalasz na takich kortach we Francji. Postanowiłam sobie ,że będę dbać o swoją sylwetkę i może też się załapię na hostessing acz kolwiek mój wzrost daje wiele do życzenia. Pozdrawiam cię Bino i cieszę się ,że jakoś sobie radzisz, chociaż z tym gościem w metrze dałaś ciała. Zapisz się na jakiś kur samoobrony i wal mu po pysku. W końcu która z nas chciałaby ,żeby jakiś oblech spuszczał się w spodnie w metrze ocierając się o naszą dupę.

    OdpowiedzUsuń
  29. W telewizji jakoś nie podniecam się tenisem ale myślę, że jakbym był na miejscu to też ogarnąłby mnie jakiś stopień podniecenia - w końcu to jedna z większych imprez sportowych Europy. Grałem parę razy w tenisa i okrutnie wyczerpujący to sport ... ale podobało mi się.

    PS.
    Duma Key na prawdę godna polecenia także czytaj czytaj hehe.
    Czemu Mistrz i Małgorzata Ci zaimponowało ?

    OdpowiedzUsuń
  30. Zdecydowanie wolę Cię w grzywce, ale nie zawsze mamy wybór ;) Wow, pracujesz w elitarnym środowisku. Niezłe ceny, cenią jedzenie jak złoto :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie wyglądasz źle bez grzywki, ale faktycznie trochę jak nie Ty ;d Fajną kiecuchnę miałaś xd Lans na mieście!

    OdpowiedzUsuń
  32. Bina .. ośmielę się napisać, że wyglądasz zjawiskowo! .. zazdroszczę Ci Roland Garros .. bon chance

    OdpowiedzUsuń
  33. to ja całkowicie odpadam, bo 17 lipca wyjeżdzam się odizolować od wszystkiego i wszystkich na kaszuby. Ale ślij informacje na yankess93@gmail.com może cos da się jeszcze zrobić :)

    jak Monika Brodka wyglądasz trochę :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Chodziło mi o wynagrodzenie :P

    OdpowiedzUsuń
  35. Z tego co widziałam na instagramie to Matt Pokora też tak chyba był:)
    Bina, Ty masz więcej szczęścia niż rozumu:) sto razy lepiej wyglądasz grzywką:)

    OdpowiedzUsuń
  36. A, no tak. W sumie racja. Wtedy wręcz oczekuje się zwrotów akcji i wyczekuje nieoczekiwanego. Czy coś w ten deseń. :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Tak, ale coinsy byly za 2,25 sztuka. A piwo kosztowalo 2 coinsy :CCCCCC
    Fajne masz nóżki !

    OdpowiedzUsuń
  38. oj jak tak czytam Twoje posty, to ubolewam, że moje życie wydaje takie zwyczajne w porównaniu do Twojego ;D na tenisie się nie znam i Pana R. w ogóle nie kojarzę.. dobrze, że jakoś ci się udało wejść bez tej karty :D

    OdpowiedzUsuń
  39. jeśli Ty masz zakola jak 40-latek, to ja też mam, więc nie gadaj, bo ja nie mam, więc Ty nie masz. masło maślane, ale dobre, o.
    w gruncie rzeczy myślę, że stój hostessy zrobił swoje. myślę, że nikt nie pokusiłby się na limitki lacoste tylko po to, aby obejrzeć mecz tenisa :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Kochana to masz rewelację :) przynajmniej z zarobkami!

    OdpowiedzUsuń
  41. Ale wstrętny, zgorzkniały babiszon z tej 'szefowej'! Na stos z nią!
    ojjj, ja w grzywce wyglądam jak pazik, chyba z garnkiem na głowie wyglądałabym wdzięczniej haha;)
    Uwielbiam czytać Twoje posty! Jesteś Bina tak barwną osobą,że nie sposób Cię nie uwielbiać:D

    OdpowiedzUsuń
  42. Co do grzywki to się zgadzam ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. kurde... ;/ komentarz mi sie skasowal? ;/ ;/ ;/

    Sluchaj, moz ena starosc cos ci sie stanie z glowa i jednak stwierdzisz,z e obmacywanie mlodych chlopcow nie ejst takie zle, jak ci sie wydawalo ;o nigdy nic nie wiadomo ;p

    "cały świat ogląda więc od tygodnia moje zakola niczym u 40-letniego faceta" HAHAHA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, ze ci sie udalo wbiec. ja pewnie z moim szcesciem juz stracilabym ta prace ;p
      ale dalej nie moge przestac sie smiac z tego co napisalas o zakolach ;p na zdjeicu nie widac nawet ;p

      Usuń
  44. tyle kasy za hotdoga.? o nieee.

    niech się układa i tobie jak najlepiej ;3

    OdpowiedzUsuń
  45. Jaka dziunia! :D
    Kochana, wróciłam. Potrzebowałam przerwy, bo wszystko mi się posypało. Czas zacząć od nowa, jest coraz lepiej :) :*

    OdpowiedzUsuń
  46. nie em-rze-em-te, tylko emRZéemte. XD
    To jest do dupy, samung tune !

    OdpowiedzUsuń
  47. No wiem, sranie z tymi zetonami ;c

    OdpowiedzUsuń
  48. Gaz pieprzowy dobra sprawa! Jak byłam mała, psiknęłam sobie nim między oczy. Mądra ja.
    Cały wywód rzeczywiście nie był ważny. Ostatnie zdanie rządzi! Którego widziałaś?:D

    OdpowiedzUsuń
  49. e no całkiem fajnie wyglądasz w limitowanej edycji krokodylowych ciuchów :D

    OdpowiedzUsuń
  50. Gratuluję odwagi i determinacji :D Nie wiem, czy miałabym tyle samozaparcia, żeby wbiec gdzieś na pewniaka... z drugiej strony, skoro to jedyne wyjście i na szali trzeba byłoby postawić pracę, to może bym się zdecydowała? :P

    OdpowiedzUsuń
  51. Bardzo fajny ten strój i twoja praca.. całe szczęście że udało ci się wtedy wejść, też czasem zdarza mi się czegoś zapomnieć, na przykład identyfikatora do szkoły, wtedy gdy akurat najbardziej jest potrzebny, ale nie zawsze udaje mi się wyjść z tej sytuacji z korzyścią dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  52. perfekcja w dzisiejszych czasach to podstawa -.-'
    chciałabym być niedługo w paryżu, na razie się nie zapowiada, ze gdzieś pojadę, niestety :'cc

    OdpowiedzUsuń
  53. jak nie mam płakać, jeśli mi smutno? płacz jest czasami dobry, ulży człowiekowi c:

    OdpowiedzUsuń
  54. Jak Ty grzecznie wyglądasz :x a Bina zawsze mi się będzie kojarzyć z AF1 i takie tam heheh. Mnie tennis w ogóle nie rusza i chwyta, taki sport dla ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. Serio aż 3 komentarze? Serio? Bina, Ty lamo!
    Mi zgadli Niekrytego krytyka, Jakuba Kawalca, Tinky Winky, Misia Haribo, Po, Kubę Jankowskiego, Magdę Gessler i nawet Simona Neila czy Dana Smitha. CUDY JAKIEŚ.
    Mam dzisiaj knedle z truskawkami. omnomnomnom.
    Jutro egzamin, hahaha, na pewno się będę kuć, OHOHOHO.

    OdpowiedzUsuń
  56. Ten wpis uczynił Cię już w pełni lifestylową blogerką, gratuluję! :D Może wypróbuję Twój sposób na ochroniarzy, by dostać się na backstage przy okazji koncertu Maiden w Łodzi, trzymaj kciuki! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  57. zazdroszczę, że udało Ci się znaleźć pracę, ja od miesiąca rozglądam się za jakimś zajęciem i nic

    OdpowiedzUsuń
  58. hah no faktycznie, coś w tym jest:D

    OdpowiedzUsuń
  59. Myślę, że to ta właśnie jednolitość stroju i uczesania sprawiła, że wzięłaś taranem tych ochroniarzy. Mnie by się to zapewne jednak nie udało, choć też biegam. Lubię tenis, zwłaszcza pań.

    OdpowiedzUsuń
  60. Znalazłam w samochodzie ;p
    A ten RedFoo to młodszy czy starszy? xD Po imionach/ksywkach ich nie znam ;p

    OdpowiedzUsuń
  61. haha, no, masz w sumie dosc wysokie czolo, ale te "zakola" ;p to sie nie rzucaja ;p albo to zdjecie jest takie dobre ;p ale w sumie jak uwazasz,z e sa wielkie to masz racje - dobzre, ze mozna sobei zorbic grzywke ;p ja akurat nie lubie ;p

    OdpowiedzUsuń
  62. weź im powiedz, że jak Ci nie pozwolą miec grzywacza to będą mieli ze mną do czynienia!!!

    OdpowiedzUsuń
  63. Skomentuję to tak: fajne masz zakola. Też mam podobne.xD Ale wciąż jestem ciekawa jak w końcu wydostałaś się stamtąd?

    OdpowiedzUsuń
  64. Jak ja bym chciała być taka zdecydowana jak Ty, serio :)
    Jak dla mnie ładnie Ci bez grzywki. Nawet chyba ładniej niż z, ale to moje zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  65. Haha, "4m kw. czoła" xD Też wyglądam podobnie bez grzywki, choć moje zakola już trochę zarosły. Nie jest źle, nie narzekaj! :D
    Na korty Garrosa natknęłam się już kilka razy w prasie codziennej. Podobno i Dicaprio Was odwiedził :D
    + dobra akcja, z wyjściem też poszło tak gładko? :D

    OdpowiedzUsuń
  66. O nieeeeeee ! Też chcę zobaczyć kolesia z LMFAO !

    ja rozumiem kucyk, ale bez przesady z tą grzywką noo... Ludzie są powaleni, bez kitu...

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin