poniedziałek, 7 października 2013

scianatekstu.jpg


Ubóstwiam poranki pełne emocji - włamywanie się do własnego miejsca pracy i kolejność malowania się i czesania w pociągu z powodu karygodnego zaspania już przerabiałam; poranek, który opiszę dziś wygrywa w kategoriach stres, pośpiech, dezorientacja, desperacja i OBCIACH.

Jezu, Bina, co tym razem?

Jak wiecie (lub nie), jestem hostessą - za każdym razem pracuję w innym miejscu, z innymi ludźmi i wykonuję inne zajęcie, które w sumie zazwyczaj sprowadza się do uśmiechania i mówienia "bonjour", "au revoir", "je vous en prie" i "bonne soirée". Tego ranka zaczynałam o 10, co oznacza, że na miejscu pracy musiałam stawić się o 9.30. Wstałam z zapasem (jak nie ja), przyszykowałam się bez pośpiechu i wyszłam z domu tak, by bez stresu dotrzeć na miejsce. Życie rzekło:


Jak zwykle miałam przy sobie otrzymany w agencji plan dzielnicy. Dotarłszy pod wyznaczony adres coś mnie tknęło - adres z planu nie zgadzał się z tym z kontraktu, na co wcześniej kompletnie nie zwróciłam uwagi. Będąc na ulicy zaznaczonej na planie zapytałam jakiegoś przechodnia, czy wie, gdzie znajduje się miejsce wpisane w kontrakcie. Nie miał pojęcia, ale sprawdził w internecie, którym fortunnie dysponował - jakimś cudem rzekomo znajdowałam się 12 km od miejsca, w którym powinnam być... Mina mi nieco zrzedła. Czas? 9.35, od 5 minut powinnam być na stanowisku, a za 25 minut zaczynam. Nie wiedząc, co robić, zadzwoniłam do babki, z którą miałam się spotkać na miejscu, by zapytać, który adres jest poprawny. Zastanawiałam się, jakim cudem dostałam plan wskazujący kompletnie inne miejsce... Kobieta potwierdziła moje obawy. Wyjaśniłam dziwaczną sytuację, ona poleciła wziąć taksówkę i domagać się od agencji zwrotu pieniędzy za przejazd. Ekstra, uwielbiam stwarzać problemy i walczyć o swoje.

Po 10 minutach nieudolnego marszu i 17 próbach skupienia się dostrzegłam postój taksówek. Klientka zadzwoniła zapytać, czy już jadę. Dała mi do zrozumienia, że jeśli nie będzie mnie o 10, to słabo. Zaczęłam tłumaczyć, że to nie moja wina. Kobieta na szczęście rozumiała problem, ale oczywiście miała prawo wymagać mojej obecności na stanowisku pracy o wymaganej godzinie. Miałam 15 minut na magiczną teleportację o 12 km przez zakorkowany Paryż.

Taksówkarz średnio się przejął faktem, że się spieszę. Przeciwnie, był bardzo wyluzowany. Udzielił mi się jego nastrój, rozsiadłam się z tyłu i zaczęłam mu opowiadać swoją 'przygodę'. Powiedział, że wystawi mi fakturę, bym mogła domagać się od agencji zwrotu pieniędzy. Czas naglił... Zrobiła się 10.00, kobieta z pracy nie dzwoniła, miałam nadzieję, ze sprawa nie jest przegrana i postanowiłam walczyć. Przypomniałam sobie, że nadal jestem w zwykłych ciuchach, a muszę się przebrać w elegancką hostessową sukieneczkę (jasne, wyszłam z domu z zapasem, by móc ją spokojnie włożyć już na miejscu). Desperacko pomyślałam, że wbiję się w kieckę w taksówce - jeśli klientka zobaczy mnie w normalnym ubraniu w momencie, gdy powinnam być już na stanowisku, prawdopodobnie będzie niepocieszona. Bina, zastanów się, w taksówce się będziesz przebierać? Przy... taksówkarzu? I przy wszystkich innych ludziach widzących cię przez szybę samochodu? A może w ogóle zaczniesz manewrować jak Mr. Bean w odcinku o dentyście? Jak na życzenie, wjechaliśmy do ciemnego tunelu, który zdawał się nie mieć końca. Nie chciałam szokować kierowcy nagłym ściąganiem bluzki, więc usadowiłam się tak, aby mnie nie widział w lusterku i oznajmiłam: "Bardzo pana przepraszam, ale muszę się przebrać. Tu i teraz". Taksówkarz nie był zachwycony moim pomysłem, ale byłam już w trakcie wymieniania t-shirtu na sukienkę. Docierały do mnie jego zażalenia 'jakby moja żona to zobaczyła, to spałbym dziś na chodniku!'. Na szczęście miałam na sobie szorty i rajstopy, procedurę przebierania zakończyłam więc na tym etapie, po wciśnięciu sukienki na wierzch. Powiedziałam, że już po wszystkim i, że o tej porze niestety muszę już być w uniformie. Kierowca zaczął wywód na temat swojej zazdrosnej żony: "ufam jej. wiem, że nie zrobiłaby nic złego. kiedyś mówiłem jej wszystko, bo twierdziła, że ona również mi ufa i myślałem, że wszystko zrozumie. a każdym razem jednak były z tego problemy, teraz nie mówię jej już nic". Słowa te zabrzmiały boleśnie znajomo, zapewniłam, że wszystkie baby są takie same i zaczęliśmy dyskutować.

Dobra, wystarczy tej bazgraniny. Dotarłam o 10.07, klientka przyjęła mnie z zadowoleniem i przez cały dzień nie miałam prawie nic do roboty, powstał więc rękopis tego i 2 innych postów. Życzę Wam miłych i bezstresowych dni.

Zawsze mi się coś przytrafia.

październik w obiektywie ~ zobacz zdjęcia

66 komentarzy:

  1. hah ty to jednak masz ciekawe zycie , ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że ciągle żyjesz pod napięciem :) mam nadzieje, że nie trafia się to nad wyraz często.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szaleństwo :) Dobrze, że u mnie jest...spokojniej

    OdpowiedzUsuń
  4. wiesz co... ja dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę, że Ty nie mieszkasz w Polsce. To dlatego wtedy gdy pojechałaś na autostopową wycieczkę gDy napisałaŚ" jestem w domu - Paryż" ja nie wiedziałam jak , w jaki sposób. Kurcze, jaka ja jestem tępa :/

    OdpowiedzUsuń
  5. ty to zawsze masz niezłe przygody - napisz książkę! będzie bestsellerem! :* :)
    ja na obronę magisterską w aucie się przebierałam - więc wiem jak to jest :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Grunt, że dotarłaś na miejsce, ja pewnie bym usiadła na krawężniku i modliła się, aby zapaść się pod ziemię ;D Przebieranki w taksi zawsze spoko! ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Grunt,że wyścig z czasem zakończył się sukcesem!
    Ja zaliczyłam przebieranki w samochodzie jadąc na sesję plenerową tydzień po ślubie. Uznałam,że wredni sąsiedzi obgadujący wszystko i wszystkich nie dostąpią łaski oglądania mojej boskiej kreacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. a oddali Ci kasę za taksówkę?
    Ty to masz przygody..

    OdpowiedzUsuń
  9. Taki szalony początek dnia często dobrze kończy się :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O zesz kurde, Ty to masz ;) ale przynajmniej nie masz nudno:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszczę przygody:-) Ja nie cierpię się spieszyć i wole już mieć pare minut spóźnienia niż lecieć na wariata. Biedny taksówkarz, mam nadzieje, ze nie miał przeprawy z zona:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ty to masz te przygody :) ale przynajmniej jest co wspominać, o czym opowiadać i o czym pisać posty :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam, no po prostu uwielbiam te momenty, kiedy naglą nas ze wszystkich stron, pośpieszają, krzyczą, denerwują, świat się kończy, ziemia spada nam na głowę i szykuje się apokalipsa, a jak już przyjeżdżamy na miejsce, to... w sumie jesteśmy niepotrzebni.

    -Ania

    OdpowiedzUsuń
  14. nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło malenka!:)

    OdpowiedzUsuń
  15. No o takiej akcji to jeszcze nie czytałam :) Bo latanie po mieście/szkole w rozwiazanych glanach i z mokrymi włosami już przerabiałam. Ale jestem z zasady raczej uporzątkowana-ciekawe, czy moje życie też o tym wie.
    Jak żałuję, że nie będę miała okazji nigdy przebierać sie w taksówce, bo nigdy nie będzie mnie na nia stać...
    Głowę dam, że w koncu nikt nie będzie wiedział, jakim cudem dostałaś zły adres i tajemniczy winowajca szybko sie nie znajdzie. Zawsze wychodzi , ze to system zawinił, a tak w ogóle to twoja wina :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Wyścig z czasem. :D Wygrałaś ! Zawsze coś ciekawego Ci się przydarzy, na nudę narzekać chyba nie możesz. A taksówkarz nawet spoko facet xd

    OdpowiedzUsuń
  17. Haha akcja w taksówce niczym scena z jakiegoś filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tobie życzę mniej takich sytuacji :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ty to zawsze masz jakieś ptzygody :D haha

    OdpowiedzUsuń
  20. o, to już się boję, co będzie, jak opiszesz inne przygody. ciekawa jestem, o czym będą te dwa pozostałe posty...

    OdpowiedzUsuń
  21. Hahahaha, znajoma sytuacja! Tylko ja na ważny egzam się w taksówce przebierać musiałam! Ważne,że jak zwykle, Mój Bohaterze wyszłaś z opresji obronną ręką!:D
    :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja bym już osiwiała z nerwów... Jak nie jestem gdzieś minimum 5 minut przed czasem, to dostaję ataku paniki :D
    Podziwiam za zachowanie zimnej krwi :D

    OdpowiedzUsuń
  23. powinni nakręcić o tobie film, powstałaby ciekawa produkcja :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgadzam się z Anru- film o Tobie byłby cudny! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ah Bina, Bina. Ja do "bezstresowych poranków" zaliczam zgubienie portfela z kasą na rachunki. Ale przebieranie się w taksówce musiało być super! Musiałaś czuć się jak w jakiejś komedii romantycznej!

    OdpowiedzUsuń
  26. bezstresowy dzień z klasą. niczym pani Jones. jesteś zajebista! ja tak miałam tylko raz na egzamin z prawka, wtedy prułam niczym Kubica w F1 :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Jesteś niesamowita! Czasami niektóre sytuacje pokazują, że nie warto się przejmować za bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj tak, zawsze coś, ale z drugiej strony... Przynajmniej masz co wspominać i jest wesoło :D I tak się składa, ze dokładnie jak czytam, że coś się u Ciebie działo, to zawsze pierwsze pytanie, które mi się nasuwa, to właśnie "Jezu, Bina, co tym razem?".

    OdpowiedzUsuń
  29. Brzmi znajomo. Ja mam problem z dotarciem na miejsce o czasie. Choćbym miała cały wolny czas istnieje możliwość, że się spóźnię, bo nagle zauważę, ze nie znam adresu itp. Jednak takie historie mają swój urok i jest o czym pisać:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Hahaha jak uroczo... Ja bym się na Twoim miejscu przynajmniej z 3 razy popłakała ze stresu xD

    OdpowiedzUsuń
  31. Pierwszy raz czytam u Ciebie typowo życiowy post. Mogę kiepsko składać słowa, skoro jest godzina 3:22, a o 6:00 muszę wstać do szkoły... hm...
    Przebieranie się w taksówce od razu skojarzyło mi się ze sceną z filmu "To tylko sex" :) Wiele przeżyłam, ale podobnej sytuacji nie miałam naprawdę nigdy. Stresujące poranki potrafią zepsuć cały dzień, ale jestem pewna, że za jakiś czas będziesz się z tego śmiała :)
    Naprawdę świetnie mi się czytało :)
    xwelcome-to-my-circusx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  32. WARIATKA :) Ty to masz przygody ! Czuję, że byśmy się dogadały :)

    OdpowiedzUsuń
  33. No to rzeczywiście przygodę miałaś niezłą... A ja bym się nieźle kłóciła z tą agencją :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Ale masz przygody. ;))) Powstałaby z tego wszystkiego świetna książka. ;DDD Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wow, niezła akcja. Ja jakoś nie umiem się stresować spóźnieniami, ale nie spóźniam się na szczęście do pracy tylko do szkoły hihi! ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. HAHA! :D nie chwal dnia przed zachodem słońca, Bina ;) Najważniejsze że się wykaraskałaś z tej sytuacji :) Taksówkarz zawodzący po francusku o zazdrosnej żonie musiał brzmieć komicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  37. o mój boże, może nie powinnam się śmiać, ale się uśmiałam :-)

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń
  38. ahahahahahahahahaha Binek przebierał się w taksówce, czytam o tym drugi raz i znowu się śmieje! :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Właśnie wyobraziłem sobie Binę udającą Mr. Beana ... hahaha piękny obraz! :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Cześć Bina, przepraszam, że nie będzie dotyczyło to twojego posta, ale mam pewną sprawę do Ciebie ;)
    Napisz tylko, czy pomiędzy swoimi zajęciami masz 15 minut wolnego, tak raz na jakiś czas. Jeśli nie, to nawet nie będę zawracała głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do posta, który w końcu przeczytałam - masz ty przygody! Takie idealne do filmu. W ogóle, oglądałam wczoraj "27 sukienek" i tak też kobieta cały czas przebierała się w taksówce. Hm, taksówkarze powinni się przyzwyczaić :D

      Usuń
  41. Czytałam co nieco na BKWA. :D Byłam ciekawa szczegółów. Takie rzeczy tylko Tobie się zdarzają, a 10:07 to wcale nie tak źle. :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Niezły początek dnia. Nie ma co. Podziwiam, że nie straciłaś zimnej krwi, mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  43. No proszę, grunt to podnieść sobie czasem ciśnienie :D

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie jesteś sama, mam takie dni, że pozostaje mi je tylko przeżyć - Ci się rozgadany mężczyzna trafił :)
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  45. Widzisz, Pan Taksówkarz prawie przez Ciebie spał na chodniku. Nie dobra Bina! xd haha

    OdpowiedzUsuń
  46. Ah... Ty to masz przygody ;) przynajmniej się nie nudzisz xd dobrze,że ta babka jakaś "normalna" i że zrozumiała całe zajście... :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Ja pierdziu, mam czasem wrażenie, że grasz w jakiejś bardzo oryginalnej komedii zamiast zwyczajnie być, żyć, studiować, pracować. Dziwna sytuacja, oj bardzo stresowa, na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Opowiastka taksówkarza smutna. Zwłaszcza dla kogoś takiego, kto ceni sobie szczerość i rozmowę w związku.
    Dzięki za komentarz! Ergonomia okazała się przedmiotem prowadzonym prze tak kapitalną panią dr grafik, że nie mogę się doczekać jutrzejszych zajęć! Ja chcę być kiedyś takim projektantem! I tak, sama bym sobie sprawiła takiego kocurka :D

    OdpowiedzUsuń
  48. wow wspolcuje takich porankow..-_- ja najczescie wole wstac chwilke wczesniej i wszystko zrobic na spokojnie, nie cierpie pospiechu na rano :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Hahaha wiem, że Tobie pewnie wtedy do śmiechu nie było, ale brzmi zabawnie, wybacz ;D Przebieranie w taksówce kojarzy mi się jedynie ze scenami z filmów!

    OdpowiedzUsuń
  50. Binko, czy ja mogę po podesłać Ci moją córkę po nauki radzenia sobie w ekstremalnych sytuacjach i w ogóle radzenia? ;)

    OdpowiedzUsuń
  51. bardzo ciekawie piszesz:)
    obserwujemy? http://camode.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  52. No nie wiem, może przypadek? :D

    OdpowiedzUsuń
  53. Moim zdaniem, im mniej na zdjeciach widać, tym lepiej, bo jaki koń jest każdy widzi, więc czas przedstawić konia w innej odsłonie! Swojego meila podałam w podstronie "O mnie/kontakt" i byłabym wdzięczna za kilka "próbek" :) Szczególnie, gdybym kiedyś wzięła sie jednak za malarstwo abstrakcyjne lub pisanie surrealistycznych opowiadań-zdjecia z lomo naprawdę dobrze do nich inspirują:)
    Swoją drogą, mój tata miał kiedyś radziecki aparacik tego typu, ale wymawia to "łomo", wiesz może, czy to to samo, czy po prostu podobna nazwa dwóch różnych aparatów?

    OdpowiedzUsuń
  54. Moim zdaniem, im mniej na zdjeciach widać, tym lepiej, bo jaki koń jest każdy widzi, więc czas przedstawić konia w innej odsłonie! Swojego meila podałam w podstronie "O mnie/kontakt" i byłabym wdzięczna za kilka "próbek" :) Szczególnie, gdybym kiedyś wzięła sie jednak za malarstwo abstrakcyjne lub pisanie surrealistycznych opowiadań-zdjecia z lomo naprawdę dobrze do nich inspirują:)
    Swoją drogą, mój tata miał kiedyś radziecki aparacik tego typu, ale wymawia to "łomo", wiesz może, czy to to samo, czy po prostu podobna nazwa dwóch różnych aparatów?

    OdpowiedzUsuń
  55. Ale przygody! Całe szczęście moja praca nie generuje tyle stresu bo zawsze w tym samym miejscu i to max 8km od miejsca mojego zamieszkania, no dobra, do 11km (:

    OdpowiedzUsuń
  56. przyciągasz takie przygody... najważniejsze, że nie było żadnych spinek z powodu spóźnienia i wszystko było ok :) tak to jest, jak przez nieuwagę ludzką można zrobić taki błąd, co ma duży wpływ

    OdpowiedzUsuń
  57. hahaha, przebieranie się w taksówce? Tego jeszcze nie przerabiałam :D

    OdpowiedzUsuń
  58. Haha umarłam :D Ty to żyjesz w jakimś totalnie zakręconym uniwersum, które upiera się, żeby rzucać Ci kłody pod nogi, a mimo wszystko jakimś cudem nigdy Cię nie pobije ;) Taksówkarz marudził, ale pewnie tylko dla zasady, kto by tam nie chciał, żebyś mu się przebrała na tylnym siedzeniu :D

    OdpowiedzUsuń
  59. Jestem z Ciebie dumna! Zachowałaś zimną krew i uratowałaś sytuację! A scena w taksówce zupełnie jak z filmu :))

    OdpowiedzUsuń
  60. Ty to masz talent do przygód. :)))))

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin