środa, 29 stycznia 2014

Brak czasu? Poszukaj sobie obowiązków


Znowu w mojej głowie temat czasu, a raczej jego braku. Powodem jest słynna sesja, dzięki której pewnie i tak mało kto to przeczyta, bo wszyscy zaliczają. Jak już zaliczyliście, to gratuluję, jak to wszystko wciąż przed Wami, to witam w klubie.

Nie będę zamulać o sesji. Od dawna formułuję wnioski dotyczące zaskakującego zjawiska: im więcej mamy na głowie, tym więcej mamy czasu. Nonsens? Tak właśnie myślałam, dopóki nie okazało się, że nie mając żadnych obowiązków paradoksalnie nie ma się czasu na cokolwiek, brakuje siły, motywacji. Organizacji. Ludzie mający mnóstwo do zrobienia poukładają sobie idealny plan dnia, aby ze wszystkim się wyrobić.

Przedstawiam teraz dwie Biny, pierwszą z krótkiego (na szczęście) okresu w 2012 roku, druga wersja nastała zaraz potem i dzielnie trzyma się do dziś.

Bina 1 skończyła pierwszy rok studiów. Nie ma pracy, nie ma pieniędzy. Nic jej się nie chce. Wstaje ok. 13-14 każdego dnia, o 21 już czuje się zmęczona. A przecież nic nie robiła, powinna mieć siłę na zwojowanie świata. Zamula przed kompem, nie czuje motywacji do zrobienia czegokolwiek produktywnego, choćby znalezienia jakiegoś dorywczego zajęcia, by mieć trochę pieniędzy na jakiekolwiek wakacje. Jest w dołku, musi zmienić szkołę, ale nigdzie jej nie chcą. Widzi siebie na kasie w Carrefourze, ale nie wie, co zrobić, aby zmienić tę wizję. W efekcie zamula, przeżywa kolejne, nudne dni. Udaje jej się dostać do szkoły. Staje na rzęsach, proces rekrutacji jest długi i nieprzyjemny, ale udało się. Żałuje jednak minionego miesiąca, który, mimo, że nic się nie działo, przeciekł przez palce. W wakacje nic nie robi, bo nie ma kasy, a szaleńcze autostopowe wybryki nawet nie przeszłyby jej przez myśl.

Bina 2 jest na studiach zaocznych, co pozwala jej na pracowanie, a wręcz do tego zmusza. Często lata do Polski i jeździ po Francji, a nawet dalej. Projekty na studia wykonuje w domu, między spotkaniami w szkole. Wyrabia się z rzeczami na uczelnię, zarabia, ma życie towarzyskie, podróżuje, prowadzi bloga, sporo czyta. Ma... czas. A doba Biny 2 ma tyle samo godzin, co doba Biny 1.

niezwiązane z tematem zdjęcie na dziś: bekon.
drodzy wegetarianie, droga Katio, I'm not even sorry!

Gdy mamy obowiązki, lepiej panujemy nad czasem. Potrafimy przewidzieć, ile zajmą nam dane czynności i zarezerwować na nie trochę czasu w ciągu doby. Gdy nie mamy perspektyw, nasz dzień zacznie się późno i skończy wcześnie, nawet się nie obejrzymy, a będzie 15. Przecież dopiero co wstałam... Jeszcze nic nie zdążyłam zrobić! ~Bina 1. Bina 2 do godziny 15 zdążyła poćwiczyc, zjeść, umyć się, dokończyć projekt w Photoshopie, narysować plan konstrukcji szkieletowej stolarni i zrobić rundkę po Facebooku i blogach, bo ileż można pracować. Bina 1 jest smutna, rozlazła i zamulona, a Bina 2 pełna energii.

Jasne, Bina 2 ma dni, w których nie ma kompletnie momentu wytchnienia. Nawał obowiązków, projektów do szkoły, praca czasem o 6.30 rano... Brak chwili na złapanie oddechu. Takie dni przychodzą i odchodzą - warto jednak mieć świadomość, po co harujemy. Łatwiej i przyjemniej pracuje się, mając wizję tego, na co potem będzie można zamienić wypłatę, albo wyobrażając sobie naszą makietę na uczelnianej (na początek uczelnianej!) wystawie.

Brakuje ci czasu? Zorganizuj się!

60 komentarzy:

  1. Sama po sobie widzę, że paradoksalnie im więcej pracy mam tym bardziej się ze wszystkim wyrabiam. Sama dopiero wychodzę z mojego etapu BlingAlley1 i chcę się stać BlingAlley2 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja cały czas utknięta jestem na etapie esc1. choć z jednej strony czasem studiowania jest tyle, że biegam od rana do nocy, a bywa i tak jak teraz (pozdrawiam wszystkich zmagających się z sesją - niech moc będzie z Wami!) kiedy nie robię nic a i tak nie mam czasu. co za bezsens. dobrze, że już w piątek wyjeżdżam i przestanę się martwić nicinierobieniem :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam tak, że im więcej mam obowiązków, tym i szybciej działam i więcej robię :D dlatego leniuchować można, ale nie za dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam teraz ochotę na bekon.
    Od kiedy jestem w liceum staram się tak działać, niestety, często się poddaję i wracam do punktu wyjścia. Ale, próbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się z tym nie zgodzę, bo kiedy nie pracowałam albo pracowałam zdalnie (dorywczo) jako copywriter w domu miałam czas na naukę, na towarzystwo, na hobby. Mój dzień był znacznie bogatszy. Dzisiaj pracując już gdzieś indziej nie mam czasu właśnie dla ludzi - pracuję w godzinach popołudniowych, czyli wtedy, gdy wszyscy właśnie pracę już skończyli. Owszem, wyrabiam się z nauką jako tako, ale nic poza tym. Zaniedbuję bloga, nie czytam mang, które tak chętnie wertowałam codziennie przez co najmniej pół godziny, nie czytam tylu książek, na fb sprawdzam tylko powiadomienia, nie przeglądam całej głównej tablicy, bo nie ma po prostu na to czasu. Kiedy nie pracowałam albo pracowałam przez dwa lata w domu po około 3 godziny dziennie, nie musząc marnować dwóch godzin na transport do pracy wstawałam sobie tak jak Bina 1 o 13:00, ale chodziłam spać o 5:00 lub 6:00. "Rano" (bo to stan umysłu, a nie pora dnia jak dla mnie) sprzątałam, uczyłam się, wertowałam blogi, około 18:00 widywałam się ze znajomymi, a po nocach pracowałam i przed samym snem czytałam książki - super sprawa. Jednak cała kasa szła na studia. Nic na przyjemności. Dziś mam inną pracę ale... wciąż nie mam pieniędzy, choć pracuję dłużej i ciężej. Wszystko idzie na studia - na czesne oraz na dojazdy do szkoły (wcześniej dojazdy nie wchodziły w grę, teraz niestety już tak). Co za tym idzie motywacji do pracy jest coraz mniej, bo człowiek wszystko wydaje na szkołę już przez trzy i pół roku. Owszem, jest stypendium za wyniki w nauce, ale jak człowiek w Polsce nie wie czy jutro też będzie miał pracę, to wszystko się odkłada. Żaden grosik nie wpadnie nawet na to, aby kupić sobie chociażby spinkę do włosów. Ale nie łamię się tym. :) Oby wytrwać w ten sposób jeszcze przez półtora roku, potem pieniążki będą może w końcu szły na większe przyjemności niż możliwość edukacji. I może nareszcie wejdą w grę większe wakacje, a nie wyjazd na dzień lub dwa. Najbardziej ubolewam nad tym, że nie mam czasu dla przyjaciół. No i przez to, że jak już człowiek pracuje, to chciałby mieć odrobinę przyjemności dzięki tym pieniądzom. A tu w zasadzie jedyną satysfakcją może być to, że robię to co lubię, choć fitness w nadmiarze potrafi się jednak nieco znudzić. Ale nie narzekam. Mogłabym układać deski jedna na drugą i wtedy to by dopiero była monotonia. :D Muszę się cieszyć z tego, że w ogóle mam pracę, bo inaczej byłby koniec ze studiami.

    Podsumowując: ja jednak mam więcej czasu, gdy nie pracuję i nie mam sesji. :D To dlatego, że planuję dzień zawsze, a nie tylko wtedy, gdy jestem zarobiona. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci, że ja właśnie bez pracy, jeszcze sesja nie rwała do nauki to właśnie tak spałam, opierniczałam się, tyle czasu wolnego, a nic produktywnego nie robiłam. Teraz mają na głowie swoją pierwszą sesję to i dzisiaj już byłam w urzędzie, na zakupach, u byłe szefowej podrzucić dokumenty, obejrzałam serial, nauczyłam się trochę matmy, powtórzyłam mikro 3 dział i jest 16 i właśnie w planie mam dokończyć dziś matmę i 4 dział mikro obkuć i mam nadzieję, że do 20-21 się wyrobię :D

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jestem kawałkiem Biny 1 i kawałkiem Biny 2 w zależności od dnia oraz chęci :P

    OdpowiedzUsuń
  8. oby ta Bina 1 juz nie wróciła ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. lubię szaloną, zapracowaną i autostopowiczową Binę, bo zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia i prowadzi zajebistego bloga, jooooł

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja czy mam obowiązki czy ich nie mam...ciągle czuje się zmęczona wrr zamula mnie ta pora roku.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja się zgdzm w stu procentach, że im więcej mamy do zrobienia tym bardziej jesteśmy zorganizowani, im bardziej zorganizowani tym więcej udaje nam się zrobić w ciągu jednego dnia, wydje się on dłuższy dzięki czemu często mamy też więcej czasu, żeby odpocząć i paradoksalnie żyjąc na wysokich obrotach jesteśmy bardziej wypoczęci niż kiedy zamulamy całymi dniami na fejsie. So true! (:

    OdpowiedzUsuń
  12. ja tez tak mam ze im wiecej rzeczy mam do zrobienia tym lepiej potrafie sobie rozplanowac czas i wtedy wiecej rzeczy udaje mi sie zrobic , a jak musze zrobic jedna rzecz to nigdy zrobic jej nie moge xd

    OdpowiedzUsuń
  13. ja cały czas próbuję się nauczyć organizacji. pewne rzeczy wychodzą, pewne nie. Masz jednak rację pisząc o tym, że gdy człowiek nie jest zorganizowany ma wrażenie, ze nic nie zrobił a tu kolejny dzień mija. Sama czasem tak mam. Gdy jednak mam wiele do zrobienia jakoś znajdę czas na wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  14. To samo pomyślałam, okresy największego zawalenia to zawsze były również okresy najdłuższe, jak mi się super ciągnie ten styczeń! Jak mi się niesamowicie ciągnął zeszły styczeń! Oczywiście, podkreślam, że się ciągnęły w ten przyjemny sposób, nie uciekały mi nie wiadomo gdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Doskonale Cię rozumiem! Też przez pewien czas nie miałam żadnego zajęcia i byłam strasznie rozmemłana... cały czas mogłabym spać. A teraz? Teraz śpię po 4 godziny dziennie i nieźle się trzymam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja jak mam dużo na głowie to jestem wstanie wszystko zrobić, aczkolwiek kiedy mam małą to niekoniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cate2 i tak ma za mało czasu:(
    to prawda, że lepiej się zarzadza jak jest duzo, ale to na dłuższą metę strasznie meczy...

    OdpowiedzUsuń
  18. JESTEM! :) Wróciłam i muszę przyznać, że się za Tobą stęskniłam! (Nie czuję, że rymuję :D)
    Przede mną pierwsza sesja w życiu i czuję, że... Jestem w czarnej. Zazdroszę Ci, że u mnie nie ma jeszcze Moniki2. Ale myślę, że jest już tak Monika 1,5 - znalazłam czas na ćwiczenia i zdrowe odżywianie a dla mnieto już i tak krok milowy. A do pracy, choć czasu ogólnie mam dużo, mi się... nie chce. I tak oto spędzam całe dnie przy laptopie. A jak teraz wróciłam do blogowania to dopiero będzie śmiesznie.

    OdpowiedzUsuń
  19. ja pierdziele, chce to zjeść! oddawaj!

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. ja wychodzę z założenia im więcej masz wolnego czasu, tym mniej zrobisz :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Wolę wersję 2 Biny. To prawda, że gdy nie mamy wiele obowiązkówm wywiązanie się z tych kilku to nie lada problem, tymczasem mając ich wiele więcej przychodzi nam to o wiele łatwiej :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Niestety masz 100% racji. Choć obecnie opcja pierwsza w pełni pasuje do obecnej mnie :(
    Kiedy ma się masę zajęć, człowiek czuje się czasami zmęczony, ale i szczęśliwy, zadowolony z siebie i z całego otaczającego go świata. Co jeszcze bardziej nakręca go do działania.

    OdpowiedzUsuń
  23. Czym więcej mamy do zrobienia tym łatwiej jest nam zorganizować czas- poza tym wtedy chyba po prostu nie mamy kiedy myśleć o jakiś dziwnych rzeczach i zamulać ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgadzam się. Im więcej mam na głowie, tym lepiej jestem zorganizowana.

    OdpowiedzUsuń
  25. ja mam czasu za duzo, przynaje się 15 dni w miesiącu mam wolne i za duzo czasu spędzam na kanapie. Teraz to zmienie bo kupiłam sobie karnecik na joge :P sia la la la :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszak nie bez powodu mówi się, że jak jest coś pilnego do zrobienia( w pracy, na przykład) to należy to zlecić osobie najbardziej zapracowanej ;)) osobiście bardzo się cieszę że Bina1 to przeszłość! Oby na zawsze :))

    OdpowiedzUsuń
  27. im wiecej czasu tym mniej robię

    OdpowiedzUsuń
  28. zgadzam się ;) im więcej mam na głowie, tym lepiej jestem zorganizowana ;) pooozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  29. W fajnej formie napisane :) Życie Biny2 jest o wiele bardziej kreatywne i życzę Ci aby takie zostało

    OdpowiedzUsuń
  30. Po pierwsze - bekon, borze zielony, ile czasu chodzi za mną pyszny bekon! Mam nadzieję, że mój Luby wykaże się na Walentynki, których nie obchodzimy :) i dostanę bekon, piwo i wieczór gier komputerowych. Niewiele mi do szczęścia brakuje <3

    A wracając do najważniejszej treści... Smutno mi się jakoś zrobiło, bo ten pierwszy scenariusz (a raczej retrospekcja) doskonale opisuje mój obecny stan. Rzuciłam szkołę, bo miałam jej dość, czułam się wykończona psychicznie i zupełnie nie widziałam perspektyw na użycie zdobytej wiedzy w mojej przyszłości zawodowej.
    Najpierw było fajnie - w końcu miałam czas ogolić nogi i w ogóle zrobić się na bóstwo, pójść na zakupy, ogarnąć mieszkanie i jeszcze odkurzyć bloga. Z czasem moje dni zrobiły się przewidywalne i bez energii, jak ja sama. Wstaję w południe, siedzę do rana na necie i właściwie nie robię nic produktywnego. Czasem mam wrażenie, że moje życie zmierza... nigdzie i ta wizja mnie przeraża.
    Z drugiej strony jesteśmy z Lubym "na wylocie". Za miesiąc, dwa mamy w planach przeprowadzkę do Anglii. Rozpoczyna się nowy rozdział w naszym życiu, we dwójkę wskakujemy w dorosłość - i to na głęboką wodę.
    Niby chciałabym działać, zacząć coś robić, a z drugiej strony czuję, że to są ostatnie dni beztroski, gdy jeszcze mama robi obiad, a rodzinę mam na wyciągnięcie ręki... Chcę wykorzystać tą wolność i możliwość nic-nie-robienia, bo wiem, że nie potrwa ona długo.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ojaaaa! Jestem pełna podziwu dla Ciebie *o*
    Jak udało Ci się tak zmienić? *o*
    Dzięki <3

    OdpowiedzUsuń
  32. Mimo że na pierwszy rzut oka wygląda to paradoksalne, to jednak jest całkiem... normalne. Znam to. W tej sesji mam jeden egzamin (resztę zaliczyłam wcześniej, hehe), więc nie chce mi się do tego w żaden sposób zabierać, a w okresie przedsesyjnym miałam 2 kolokwia i egzamin jednego dnia (+ jeszcze kilka kolokwiów w inne dni tygodnia, of course), a spokojnie dawałam radę z nauką.

    OdpowiedzUsuń
  33. 'Zorganizuj się!' powtarzam to mojemu lubemu cały czas, ale nie skutkuje ;P

    OdpowiedzUsuń
  34. Czytam Twój post dopiero dzisiaj, ale... doszłam do identycznych wniosków dzisiaj na spacerze z moim psiakiem. Też nie mam ostatnio wiecznie czasu. Ale to 'nie mam' jest efektem tego, że mam go w cholerę i trochę. Obijam się całymi godzinami, czas przecieka mi przez palce, potem użalam się nad sobą, że nic nie zrobiłam, a mogłam tyle, zaczyna się kolejny dzień i znów powtarza się ten sam schemat.
    To przykre, ale w wakacje, które miałam zawalone od góry do dołu miałam czas absolutnie na wszystko + wysypiałam się, spotykałam ze znajomymi, zajmowałam się chorym dziadkiem, psami, kotami i miałam czas na wolontariat. A teraz? Teraz nie mam żadnych obowiązków oprócz studiów i nic nie robię. NIC.
    Postanowiłam to jednak zmienić i mam nadzieję, że mi się uda.

    OdpowiedzUsuń
  35. święta racja czym mamy więcej do roboty tym więcej czasu ;D

    OdpowiedzUsuń
  36. Masz rację, od dawna wiadomo, że tak właśnie jest. :) Czym więcej obowiązków tym lepsza organizacja, a jak obowiązki przynoszą nam satysfakcję, albo pieniądze to tym bardziej coś nam się chce robić w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  37. Bina2 bardziej mi się podoba, ale niestety często samą siebie mogę upodobnić do Biny1. Post ciekawy w dość interesującej formie! :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Hi! Lovely blog and great post! We invite you to visit my blog :) kisses! ;) www.mvesblog.com

    OdpowiedzUsuń
  39. "W tym szaleństwie jest metoda" - aż kusi, żeby użyć cytatu ;) Kiedy biorę dzień urlopu, żeby odpocząć od pracy, to zwykle jeszcze bardziej się zmęczę, bo przez spanie do 9-tej później czas "przecieka mi między palcami".

    OdpowiedzUsuń
  40. Bina nr2 zdcydowanie lepsza ;) trzymaj sie tego ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Szczera prawda!
    Od zawsze mówiłam, że kocham życie w biegu i to właśnie dlatego, ze wtedy na wszystko mam czas i ze wszystkim zdążam ile bym nie miała na głowie :)
    Miałam dokładnie te same fazy co Ty, tylko ze moja pierwsza, rozlazła ciągnęła się o wieeeeele dłużej, na szczęście już z niej wyszłam i aż mi sie serce raduje jak nie mam miejsca w kalendarzu! :3

    OdpowiedzUsuń
  42. Owszem, takie ,,działane" życie i ,,biegane" jest fajne, ale nie zapomnijmy o skutkach... Miałam w życiu jeden najpiekniejszy tydzień: w czwartek piątek miał odbyć się festiwal piosenki w którym brałam udział., od poniedziałku wstawałam codziennie o piątej rano i leciałam na pociąg, by zdążyć na siódmą na próbę. Dwie godziny grania na giatrze, ustalania melodii, kłócenia się- potem kilka godzin lekcji szkolnych, no cóż, taryfy ulgowej nie było nawet dla ,,artystów". Po południu czekanie na pociąg, do domu trafiałam o 17 i siadałam znowu do gitary. W czwartek cały dzień to była jedna wielka próba, gnietliśmy się w dusznej sali czekając na swoją kolej, lataliśmy po mikrofony i krzesła... Wszystko się psuło i waliło. Następny dzień znowu gitara na plecy, dotąd nie mam pojęcia jak ją nosiłam do tej szkoły, teraz nie byłabym już w stanie tergo zrobić. Razem z plecakiem było to grubo powyżej 10 kilo. Niesamowity stres związany z występem... Ale udało się, nie było strasznie, nie wygraliśmy ale było okej. Zaraz potem zaczęła mi lecieć krew z nosa i resztę dnia spędziłam w szkolnej łazience, trzymając się zlewu, bo nie mogłam ustać na nogach. Nie pamiętam jak dostałam się na dworzec, ale chyba autobusem, bo piechotą bym na pewno nie doszła. Chorowałam potem cały weekend, a wykrwawiłam się jakbym była ciężko ranna. Dlatego polecam uważać czasami co się robi- zaplączesz się w taki wir obowiązków że szybko sama nie wyrobisz. Co prawda wciąż uważam że było to świetne, ale obawiam się że kiedyś przegnę i wyląduję na ostrym dyżurze...

    OdpowiedzUsuń
  43. TAK BARDZO SIE Z TOBA ZGADZAM !! Dlatego praca to byl dobry pomysl. Teraz czas nauczyć sie zarzadzac pieniędzmi .xD

    OdpowiedzUsuń
  44. Gdzie pracujesz? Jestem strasznie ciekawska.
    Powiem Ci, że przedemną praca licencjacka... a czuje że faktycznie traciłam swój cenny czas. Szukałam pretekstó do tego by nie robić, a tym czasem mogłam robić i robić.. no cóż mo ze od jutra :)

    OdpowiedzUsuń
  45. dziękuję za komentarz!
    zgadzam się z tym co napisałaś. nie warto też odkładać niczego na później, nawet jeśli wydaje się to być drobnostką... ja często tak robię, ale staram się to eliminować. warto jest mieć ciągle coś do roboty, najlepiej coś co zaprocentuje w przyszłości. dobry plan to podstawa :)

    OdpowiedzUsuń
  46. nie do konca sie zgodze z tym ze im wiecej mamy na glowie tym lepsza mamy organizacje czasu
    widze po sobie ze owszem wszystko zrobie ale robie to po lebkach
    nawet z nauka
    ucze sie w tempie blyskawicznym ale na zasadzie ze cos wiem bo cos mi swita ale szczegolow juz nie znam
    pamietam jak to bylo dobrze na pierwszym roku gdy studiowalam a nie pracowalam
    mialam czas na wizyty u dzieciakow na spotkania ze znajomymi, na dzikie imprezy
    a teraz nie mam czasu by sie na dobre wyspac...


    http://historie-prawdziwe-dziwne-smieszne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  47. kurde blaszka, jestem Biną1! :( teraz mi smutno, muszę coś zrobić ze swoim życiem!

    OdpowiedzUsuń
  48. Dobra organizacja to klucz do sukcesu. :)

    OdpowiedzUsuń
  49. to jest najmądrzejszy pomysł na temat organizacji czasu! :)

    OdpowiedzUsuń
  50. To już chyba podstawa, że im więcej czasu tym mniej zrobimy. Pod presją czasu jestem w stanie w godzinę zrobić więcej niż nieraz w cały dzień. A więc wnioski są jasne: do roboty:)

    OdpowiedzUsuń
  51. Jednak dobra organizacja czasu to odpowiedni krok do uporządkowania sobie życia :) Sama zaczęłam się o tym przekonywać ^^

    OdpowiedzUsuń
  52. To jest mega prawda ;) Dlatego między innymi aczęłam prowadzić bloga i zaczęłam teraz udzielać korków. Mimo iż jestem wykończona i czasem mam w tygodniu prawie pół etatu w szkole, ale i tak momentalnie wyrabiam się ze wszystkim i nawte mam czas żeby bezsensownie błądzić po Internetach :D MAGIA :D

    OdpowiedzUsuń
  53. świetny post! bardzo poruszający i uświadamiający :)

    OdpowiedzUsuń
  54. ja kocham nie mieć czasu!
    Bina2 jest najlepsza <3 ! ^^

    to samo ja potrafię ^^

    OdpowiedzUsuń
  55. Gratuluję Ci Bina, jestem z Ciebie dumna. Ostatni raz napierdzielałam państwa ze stolicami w liceum, kiedy to na lekcjach geografii mieliśmy za każdym razem inny kontynent plus poprzednie, a na samym końcu sprawdzian z całego świata. O ile Europa jest mi bliska, o tyle Afryka gdzieś się wchłonęła i już jej kompletnie nie pamiętam. Nawet Azję lepiej kojarzę, Amerykę Północną ciężko nie kojarzyć ;p Dobry znak, Internet uczy. Ale też dziecko musi chcieć się uczyć. Mam przykry przypadek w domu osoby, która nie chce się uczyć i skorzystać z dobrodziejstw Internetu (wymówka, bo nie mam programu, żeby uczyć się HTML, ew. ja się uczę, czytam, ale jak pytam: "a napisałeś cokolwiek w HTMLu?" to słyszę "nie"). No cóż, jego przyszłość nie moja. A JoeMonster i FyBy jest o wiele ciekawsze niż KursHTML. Trudno.
    Carrie jest na mojej liście do przeczytania. Znajoma z roku truje mi dupę, bo sama jest wielką fanką Kinga. A ja mam na koncie dopiero jedną jego książkę xD
    Tak, też zauważyłam to zjawisko. I doskonale zauważam je teraz. Kiedy mam studia, w tygodniu robię sto tysięcy rzeczy na raz. Teraz mam wolne, sesja zdana, a ja nie dość, że wstaje koło 9, po obiedzie drzemka, niewiele robię, choć dzisiaj oglądnęłam film, skończyłam instrukcję i jakoś tak chce mi się więcej rzeczy. Abstrakcja, ale prawdziwa!

    OdpowiedzUsuń
  56. jak się ma obowiązki, to człowiek planuje wszystko co ma do zrobienia i to robi, kiedy jednak ma wolny czas, szwenda się, nudzi, obija, a czas szybko mija. Zdecydowanie bardziej podoba mi się Bina 2, aczkolwiek Bina 1 od czasu do czasu nie zaszkodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Zgodzę się z tym postem-nonsensem :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Bina - potwierdzam info, to najprawdziwsza z prawd :D
    Zawsze jak mam natłok obowiązków to wymusza to na mnie dużo lepszą organizację swojego czasu - i jak się człowiek postara to znajdzie go na wszystko :) Przykładem najlepszym jest ta sesja, z którą rozprawiłem się zadziwiająco ekspresowo :D

    PS.
    Sympatyczny bekon :)
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin