wtorek, 11 marca 2014

Wrzuć na luz


Ach ten tytuł, takie antyczne cool powiedzonko.

Dzisiaj będę się rozwodzić nad tym, jakie życie może nagle stać się lepsze gdy przestaniemy na zapas się martwić i non stop wysoko wieszać poprzeczkę.

Mamy tendencję do myślenia, że grass is always greener. Nie zdajemy sobie sprawy, że inni mają to samo uczucie patrząc na nas. Zauważają, co nam się udało, co osiągnęliśmy, jaką mamy pozycję - same zalety! My natomiast widzimy jedynie wady.


Udało się, ale mogło się jeszcze bardziej udać. Było fajnie, a mogło być świetnie. Zrobiłem coś dobrze, a mogłem zrobić lepiej. Zapominamy, że lepsze jest wrogiem dobrego. Starając się ulepszać wszystko na siłę nie zauważamy, że to wcale nie wymaga tylu poprawek! Co z tego, że nie jest idealnie? I tak nie będzie. A przeszłości nie zmienimy, nie ma co się zastanawiać nad tym, co powinniśmy byli kiedyś zrobić. Już jest za późno, skupmy się na tym, abyśmy nie mieli w przyszłości podobnych rozkmin a propos tego, co dzieje się teraz.

Zawsze idealni. Dążący do perfekcji. Wiecznie nieusatysfakcjonowani. Mega ambitni, wieszający poprzeczkę powyżej swojego zasięgu i non stop zawiedzeni, że jej nie sprostali. Nauczyłem się czegoś w dwa dni? A mogłem w jeden. Nigdy niedoceniający siebie i własnych umiejętności i osiągnięć.

Ulżyjmy sobie! Okazuje się, że nierozmyślanie nad tym, dlaczego nasze życie nie jest idealne (duuuh) pozwala nam się nim cieszyć. Inaczej okazuje się, że nic nie jest wystarczająco dobre... Po co dawać się własnym myślom ściągnąć na samo dno?

Staram się uwierzyć we wszystko, co napisałam.

65 komentarzy:

  1. Jeżeli chodzi o zmianę czegoś w przeszłości to problemem Polski czyt. obywateli jest to, że non stop przywiązuje się ogromną uwagę do przeszłości a o przyszłości myśli mało kto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że to problem nie tylko Polski, ale ogólnie całego świata..

      Usuń
    2. Moim zdaniem jednak wcale nie całego. Albowiem sporo krajów myśli przyszłościowo, rozwojowo bez oglądania się na przeszłość np. Finlandia.

      Usuń
    3. ale ja mam na myśli obywateli danego kraju, a nie kraj sam w sobie.

      Usuń
  2. To ja też się postaram w to uwierzyć:):)

    OdpowiedzUsuń
  3. nigdy nie jest idealnie, ale trzeba się cieszyć z tego co jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. chyba czytam o sobie. to przykre.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tak właśnie wrzucam na luz przed każdym czwartkiem: umiem na to rąbane postępowanie, przygotowałam się dobrze, w końcu uczyłam się całe 4 dni. Przychodzi dzień skazania: uhh, eee w myślach Boże on się tak patrzy na mnie i wie że nic nie wiem. Później w domu płacz i zgrzytanie pochwy, że jednak mogło być lepiej, a ja dałam sobie na luz. W tej kwestii niepotrzebnie :P nie zawsze można sobie dawać fory.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale gdybyśmy byli zbyt mało ambitni, to nasza poprzeczka nie wymagałaby wysokich skoków. Myślę, że poprzeczkę trzeba ustawić w zasięgu wzroku, ale juz nie ręki. Tak abyśmy byli w stanie do niej doskoczyć przy większym wysiłku.. ambicja jest potrzebna, ona nas pcha naprzód! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. święte słowa, trudniej jednak w życie wprowadzić, ale trzeba się starać!

    OdpowiedzUsuń
  8. ja kiedys tak mialam ze wszystko przezywalam i wszystko na wszelkie sposoby rozwarzalam ,ale doszlam do wniosku ze to bez sensu i teraz poprostu ciesze sie z tego ak jest bo wkoncu zawsze moze byc gorzej .;3

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie niestety ambicja jest "falowa" - raz z nią lepiej, raz gorzej...Mimo tego, że nadmiar ambicji prowadzi do rozstrojenia nerwów (zwłaszcza w czasie sesji), to bez niego chyba nie byłbym tu, gdzie jestem w życiu.
    A na luz wrzucam w piątek po południu, albo gdy jest mecz, bo jak mecz, to wszystko inne precz! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem dziwna, ale osiągnięcia to mój jedyny sposób na dowartościowanie się. xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale masz profeszional szablon, nono.

    OdpowiedzUsuń
  12. Sama miałam kiedyś parcie na szkło- kiedy nie byłam najlepsza byłam strasznie zła i podminowana ale gdy poszłam na studia cieszy mnie każda trójka :) dalej nie jest idealnie z moim sposobem myślenia ale coraz częściej cieszę się z tego co mam.

    OdpowiedzUsuń
  13. tyle razy powtarzałam sobie, żeby nie wyobrazać sobie najgorszych scenariuszy, nie zamartwiać się i żyć sobie bezstresowo... ale jakaś część mojego mózgu nie potrafi się za żadne skarby przestawić i potrafię złapać doła przez byle gówienko :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja w ostatnim czasie właśnie ''wrzucam na luz'', staram się nie martwić na zapas...

    OdpowiedzUsuń
  15. To jest naprawdę trudne w moim przypadku. Próbuję jakoś wyprzeć te wspomnienia ze swojej podświadomości, ale one i tak wracają w najmniej spodziewanych momentach. No i czerwienię się tak jak wtedy, gdy popełniłam jakiś tam błąd.

    OdpowiedzUsuń
  16. W dzisiejszych czasach niestety ciężko jest wyluzować i to młodym, może to presja otoczenia? stres, trudności, ogólne rozchwianie psychiczne u wielu osób, szczególnie młodym. Niektórzy nawet zapomnieli co to znaczy wyluzować i się nie przejmować ;) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja staram się być z siebie dumna jeśli udało mi się coś osiągnąć, albo przynajmniej jeśli ciężko nad tym pracowałam. Nie ma sensu wyrzucać sobie, że można było zrobić coś lepiej. Faktycznie, bywam perfekcjonistką i chcę żeby wszystko szło tak jak to sobie założyłam, ale bądźmy szczerze, to nie zawsze się udaje. Tak jak piszesz, trzeba wrzucić na luz:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Święte słowa! To niezadowolenie z siebie potrafi nieźle zatruwać życie, a jak trudno jest je wyplenić z umysłu. Niby wszystko się wie i rozumie, a stare nawyki i tak niepostrzeżenie wyłażą na wierzch. Tylko skąd się to ch.......o bierze? Rodzice, szkoła, trama z dzieciństwa, nie wiem co jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  19. O, a czemu myśleć o sobie dobrze? Czy naprawdę potrzebujemy pochwał od samych siebie? Takie się nie liczą! Możemy powiedzieć że osiągnęliśmy sukces dopiero gdy ktoś inny to stwierdzi. Nie lubię polityki nachalności. Nie lubię gdy ktoś na bazie wiekowego doświadczenia ludzkości próbuje wmówić mi że taka a taka postawa jest dobra. Czy nie po to mamy mózgi żeby samemu to rozpracować? To co było dobre dla wszystkich niekoniecznie musi być dobre akurat dla Nas. Po co odbierać sobie przyjemność chwilowej Wady, zadowolenie z Niewypełnienia Ideału. ,,Miej wyjebane, będzie ci dane" mawia mój kolega, a ja wole mieć same wady i uważać że je mam. Wolę myśleć sobie jakim jestem strasznym i beznadziejnym człowiekiem, tak tak, to prawda. Mogę takie oblicze pokazywać ludziom. Bo w tej drugiej części duszy, tej głębiej ukrytej i tak wiem ile jestem warta. A im niech się wydaje że też mam jakieś wady...

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiesz co, jakoś przeszło mi myślenie o tym, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, kiedy dowiedziałam się o córeczce znajomych 10 tygodni na tym świecie, jest po drugiej chemioterapii. Takie rzeczy dopiero robią przewartościowanie w mózgu. Chyba jednak całkiem nam dobrze na tym świecie, co nie?

    OdpowiedzUsuń
  21. ja od dziecka miałam wpajane, że zawsze może być lepiej. Dopiero teraz się z tym uporałam :) i umiem jest cieszyć się, gdy jest dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  22. chyba sobie ulżyć nie potrafię;/

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja sobie zawsze powtarzam - bierz z dnia jak najwięcej, wykorzystuj każdą daną chwilę, rozwijaj się, ucz, ćwicz. Dawaj z siebie wszystko. Ja Ci dam wrzuć na luuuz ;p Miałam tak z ćwiczeniami. Wmówiłam sobie, że początkująca nie jest w stanie ćwiczyć więcej jak 3 razy w tygodniu i tak to mój mózg przetwarzał. Czwarty dzien był dla mnie mega osiągnięciem. Ale co z tego, skoro nie czerpałam radości z ćwiczeń. Teraz ćwiczę codziennie, dzień bez treningu jest dniem straconym, nie ma co sobie zawieszać za nisko (!) poprzeczek, trzeba się wykazać :D Nadal jestem początkująca, ale kto mi zabroni ćwiczyć 7 dni w tygodniu. Tylko mój mózg. I dziękujemy za zmianę fonta w nagłówku. Te poszarpane krawędzie liter są celowe, czy nie?

    OdpowiedzUsuń
  24. Przepiszę sobie Twojego posta drukowanymi literami, żeby poskutkował :))

    OdpowiedzUsuń
  25. Możemy się bronić, starać się nie martwić, albo nie myśleć o czymś, ale wiem że zwykle jest zupełnie inaczej. Im więcej chcemy odejść od czegoś myślami, tym bardziej o tym myślimy. Też kiedyś nawet w dobrych chwilach zauważałam tylko te złe rzeczy, ale na szczęście w porę zaczęłam zauważać i doceniać tylko te dobre. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Żeby mi tak ktoś łeb otworzył, wbił to do makówy, zamknął i już... A ja ostatnio rozmyślająca się zrobiłam i do luzu mi daleko. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja pozwolę skomentować sobie ostatnie słowa - nadambitność, perfekcjonizm, jest czymś co może naprawdę skrzywdzić. Obyśmy umieli się w tym wszystkim kontrolować!

    OdpowiedzUsuń
  28. W sumie to masz rację, martwienie się na zapas jest zazwyczaj zbędne bo nigdy nie wiemy kiedy, jak i gdzie ktoś nas odbierze, najważniejsze to być po prostu sobą bo po co mamy się zmieniać lub udawać kogoś kim się nie jest, aby się komuś przypodobać :>

    OdpowiedzUsuń
  29. zgadzam się z tym, co powiedziałaś ; ) no, ale teraz czas w to uwierzyć! mam nadzieję, że nam się uda ; ) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja próbuję nie myśleć o tym co było i skupiam się na tym, co jest i co ewentualnie może być :) widzę Binko nowy szablon :) huhuhu :D

    OdpowiedzUsuń
  31. A ja mam życie idealne - bo mogłoby mnie nie być! Statystycznie Polki mają dwoje dzieci, a ja robię nadwyżkę na trzecią w przychówku rodzicielskim :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Mądrze prawisz :) Niestety ciężko jest żyć tu i teraz - ja mam z tym problem, nonstop na coś czekam, ciągle przyszłość wydaje mi się lepsza i ciekawsza niż teraźniejszość ale oczywiście staram się z tym walczyć i jakoś tam wychodzi :P

    OdpowiedzUsuń
  33. kurcze no! jakbys pisala o mnie!! zawsze jestem niezadowolona, zawsze mgloby byc lepiej...
    ale gdyby to wszystko bylo takie proste... niestety z czasem staje sie coraz trudniejsze...

    OdpowiedzUsuń
  34. Kwestia znalezienia złotego środka. Za bardzo na luz też lepiej nie wrzucać, przynajmniej w moim przypadku. Dużo wymagam od siebie, ale też wysoko się cenię. Do pracoholików mi jednak daleko, cieszę się tym, co mam.

    A że mogłoby być lepiej...no mogło. Ale czasem nie warto robić coś kosztem resztek wolnego czasu. W życiu trzeba znaleźć miejsce na miłość, pracę, pasje. W odpowiednich proporcjach.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja przedostatni raz byłem w 1984 roku. Też bardzo dawno! Pozdrawiam z wiosennej nareszcie Warszawy

    Znowu nowa witryna:) ładnie i czytelnie. Bo o to chodzi.
    Oczywiście mnie się wydaje nie rzadko, że za mało osiągnąłem. Ale szybko staje na nogi. Cieszę się, że żyję! Oglądam wiadomości w TV a tam podają, ze przez weekend na drogach zginęło 45 osób! A ja nie. I to tez jest powód do dobrego samopoczucia.
    Złe samopoczucie z samego siebie to sprawa psychologiczna. Znam blisko osobę co osiągnęła w życiu bardzo dużo. Chodzi o wykształcenie, majątek itp. I JEST WIECZNIE NIEZADOWOLONA. Nawet mama tej osoby mnie si.e spytała "dlaczego moja córka ciągle narzeka?" Odpowiedziałem, że już po prostu taka jest.
    Pozdrawiam przed kolejną podróżą ale dużo dalszą :) I mam tremę:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Coraz częściej właśnie wrzucam na luz. No bo kurde, skoro wiem, że nie zrobię czegoś idealnie, bo np. nie mam do tego warunków, to po co dążyć do tego ideału? Robię coś tak dobrze, na ile mogę ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja w ramach poprawy sobie nastroju xD i wiosennej atmosfery ścięłam włosy. Nie ma co rozpaczać. Choć są takie chwile, że się inaczej nie da...ale trzeba wtedy znaleźć coś, co cieszy. A jak nie potrafisz czegoś takiego znaleźć, to kup sobie np. psa :)

    OdpowiedzUsuń
  38. dzisiaj zgadzam się z tobą co do joty! :) Ludzie często wiele w życiu osiągają, a nie widzą tego.. nie widzą, a wręcz narzekają, że nic nie mają, że drugi to ma zaś tyle, ect..! Straszne to :(

    OdpowiedzUsuń
  39. Wszystko to wiem, tylko ten cholerny perfekcjonizm jest ciężki do wytępienia, przynajmniej w pewnych dziedzinach :P

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja co chwilę łapię się na tym, że się za bardzo martwię na zapas... ;)
    Zapraszam Cię do mnie na notkę o niedrogich hitach z Ikea ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Hehe, Liczę na Ciebie Bina :DDD

    OdpowiedzUsuń
  42. No u mnie też zawsze jest coś do roboty, ale zawsze udaję, że nie xD

    OdpowiedzUsuń
  43. Bina... a gdyby tak ktoś kto "stworzył" Internet wrzucił na luz i opuścił poprzeczkę kilka centymetrów niżej? Nigdy bym nie poznał Twoich wywodów :P

    OdpowiedzUsuń
  44. Perfekcjonizm nie jest dobry, w żadnym wypadku. Niestety, ludzie katują samych siebie, nieświadomie zaniżając swoją samoocenę. Przychodzi mi na myśl jedno powiedzenie, które mam wywieszone na ścianie : "nie spieprz swojego 'dobrze', przez 'mogło być 'lepiej' "

    OdpowiedzUsuń
  45. Nienawidzę tego zwrotu. Gdy słyszę 'wrzuć na luz' w kieszeni otwiera mi się nóż! :D Bo wtedy zdaję sobie sprawę, że za bardzo przejmuję się głupotami, a jednocześnie zdecydowanie zbyt wiele od siebie wymagam :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Nareszcie blog, z działu które kocham. :)
    Mądrze mówisz i jestem tego samego zdania. Powinniśmy łapać życie doceniając to co mamy, zamiast skupiać się na brakach. Sama niestety lub stety zawsze dążę do perfekcyjności.. ale to dodaje mi tylko motywacji, a nie dołuje. :)

    Pozdrawiam, z pewnością zajrzę jeszcze nie raz!

    OdpowiedzUsuń
  47. Chyba jestem nadambitna (istnieje takie słowo?). Może jeśli odpuszczę, to będę szczęśliwsza? :)

    OdpowiedzUsuń
  48. niestety takie myślenie często dopada i mnie.. perfekcjonizm to coś, co mnie czasem męczy... muszę być we wszystkim najlepsza, nie mogę czegoś zrobić na odwal się, zawsze musi być idealnie w moim mniemaniu. Jednak nie umiem się tego pozbyć -,-

    OdpowiedzUsuń
  49. Ja jestem za zadowoleniem z własnych osiągnięć i docenianiu przede wszystkim siebie, ale moja poprzeczka szybuje wysoko i chyba będzie to robić jeszcze długo. Grunt to czuć satysfakcję po ciężkiej pracy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  50. Ciekawy post! Kiedy mi się coś nie uda, to jestem bardzo smutna, ale przecież nikt nie jest idealny. Trening czyni mistrzów! :))

    http://zycie-wsrod-ludzi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  51. Jakbym czytała o sobie i swoich rozmyślaniach... u mnie tak dziwnie, bo czasami nie marudzę, nie wypominam i cieszę się z tego, że jest tak jak jest, ale innym razem zadręczam się czymś kilka dni nawet...

    OdpowiedzUsuń
  52. cóż. masz rację. nie zmienimy przeszłości. ale ja uważam jednak że zdrowo jest czegoś od siebie wymagać, byle bez przesady i obsesyjnej ambicji. :)

    OdpowiedzUsuń
  53. to już chyba nasza wada/zaleta ludzi, którzy chcą coś w życiu osiagnąć Tylko że na "coś" się nie kończy. Osiągając jedno mierzymy co raz wyżej i wyżej aż w końcu gubimy się w tych nadmiernych ambicjach

    OdpowiedzUsuń
  54. dokładnie tak - odrobina zdrowego dystansu jest niezbędna dla zachowania równowagi oraz pozytywnego podejścia ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. Zamelduje tylko, ze już dałem nowy post. Ten Twój już skomentowałem.

    OdpowiedzUsuń
  56. Ale bardzo ciężko jest nie myśleć o idealności. Każdy dąży do jakiejś perfekcji i gdyby można było wyłączyć te myśli pewnie nasze społeczeństwo byłoby szczęśliwsze. Jednak nie da się wyłączyć, a ja nie umiem przestać tak po prostu myśleć. :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Fajnie tu u Ciebie, zapraszam do mnie..! :)
    co powiesz na wspólną obserwację?
    http://kosmetycznawycieczka.blogspot.com/2014/03/konkurs.html
    Zachęcam do wzięcia udziału w konkursie..;)

    OdpowiedzUsuń
  58. Też mnie irytuje to, że ludzie nie doceniają tego co im się udało, bo myślą, że mogli by lepiej. Ale gdyby nie było tego 'pędu' do perfekcji i idealności, to kto wie, czy dalej nie żylibyśmy w erze kamienia łupanego? Z jednej strony nasze zapędy aby zrobić coś lepiej są dobre, bo mogą doprowadzić do odkryć wynalazków przydatnych całej ludzkości. (No dobra, coś zniszczyć też mogą...)

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin