wtorek, 14 lipca 2015

Pracowici, ale mało zdolni


Jak to jest, że niektórzy muszą się napracować, nagimnastykować, wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy i wylać z siebie hektolitry potu, aby coś osiągnąć, a innym wszystko przychodzi łatwo, naturalnie? Że są ludzie, którzy mają po prostu talent do załatwiania spraw, zdawania egzaminów i ogarniania życia bez najmniejszego wysiłku?

Odwróćmy pytanie, bo osobiście uważam, że to normalne (i fajne), że tacy obrotni ludzie istnieją. Intryguje mnie raczej ta druga strona medalu - ludzie pracowici, ale mało zdolni. Każdy z nas miał w szkole albo na studiach taką Mariolkę (z góry przepraszam wszystkie Mariolki, nic osobistego, moja Mariolka miała inaczej na imię, zbieżność przypadkowa; po prostu wygodnie będzie mi się operowało jakimś kryptonimem, padło akurat na ten), która pilnie wszystko notowała, przychodziła na wszystkie wykłady, nawet te w piątek o 19, miała kalendarzyk z zaznaczonymi wszystkimi kolokwiami, sprawdzianami, konsultacjami. Gdy na korytarzu ktoś poruszył temat nadchodzącego egzaminu, to się ożywiała, mówiąc, że już wypożyczyła książkę z biblioteki. Po zakończonej klasówce, gdy wszyscy wychodzili z klasy i chcieli odetchnąć, Mariolka wypytywała, co napisali w szóstym, i czy to dziwne, że w podpunkcie b) wyszło jej siedemnaście miejsc po przecinku. Tak, Mariolka, dziwne, wychodził ładny wynik, a Ty najwidoczniej coś zjebałaś. Jak zwykle zresztą. Mariolka lubiła uczyć się rozwiązań zadań matematycznych na pamięć i kompletnie traciła głowę, gdy treść zadania odrobinę się zmieniała. Mariolka miała piękne notatki ze wszystkiego, napisane przesłodkim, dziecinnym, zaokrąglonym pismem, wszystkie tematy i pojęcia podkreślone i otoczone rameczką. Mariolka była niezwykle sumienna, zawsze przygotowana, w domu spędzała całe dnie i noce na wkuwaniu, przed egzaminami ręce jej się trzęsły ze stresu. A potem i tak miała marne wyniki. Dlaczego? Bo była po prostu tępa.


Genialne połączenie mrówczej pracowitości z brakiem polotu i ogarnięcia. Zguba. Okupione potem i łzami wysiłki idą na marne, przecież Mariolka nie opuszcza ani jednego wykładu, a następnie spędza 3 dni wolne na próbach opanowania materiału. Na egzamin przychodzi również jakiś ewidentnie zmelanżowany typ, którego nikt nigdy nie widział, a prowadzący pyta, czy typ jest na pewno z tej grupy. Typ na luzie potwierdza, siada, pisze, wychodzi, zalicza. Mariolce frustracja wycieka z oczodołów.

Czy Mariolka powinna więc olać to i przychodzić na egzamin nieprzygotowana i liczyć, że się uda? Nie o to chodzi. Mariolka po prostu nie umie funkcjonować bez procedur takich, jak kilkudniowe wkuwanie i zaznaczanie notatek gwiazdkami i kolorowymi liniami. Mariolka jest niestety za mało spontaniczna, by przejrzeć materiał na chillu, zrozumieć go, a potem odpowiadając na pytania otwarte zwyczajnie używać mózgu. Mariolka musi się nauczyć na pamięć, bo inaczej się pogubi.

Chciałabym teraz powiedzieć, że współczuję takim Mariolkom, ale nie będę kłamać. Jeżeli ktoś angażuje się w pracę/naukę tak bardzo, że nie ma życia, a potem i tak oblewa albo ledwo się prześlizguje, to niestety nie wzbudza to mojego szacunku. Również w sytuacji, gdy Mariolka ma same piąteczki, ale potem okazuje się, że wyznawała zasadę ZZZ - zakuć, zdać, zapomnieć i dzień po egzaminie już nie wie, co na nim było. Tak. Egzaminie z nauk ścisłych. Najważniejsze, że wykształcenie wyższe zostało osiągnięte.

21 komentarzy:

  1. W moim otoczeniu za czasów szkolnych bywało mnóstwo takiej typowych Mariolek. ZZZ - to ich główna zasada. :) ja na szczęście byłam typem "bez spiny, są drugie terminy" xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Mariolki przodują za to w takich przedmiotach jak edb czy przedsiebiorczosc. U nas gosc na przedsiębiorczości wystawiał szóstki za przejrzyste notatki do sprawdzianu... Za to chyba żadna z nich nie wie tak właściwie, czym sie różni popyt i podaż :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też nie przejmowałam się zbytnio jak czegos nie zdalam w pierwszych terminach, wolalam tez mimo wszystko uczyc sie na "chlopski rozum" by cos zrozumiec a nie wykuc na pamiec i zapomniec. ;) Pozdrawiam, Gemma (zmienilam to to cos w googlach i teraz nie jestem juz Gemma a sobą :D)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam taką laskę na studiach, jeszcze jest ze mną w grupie u tego samego seminarzysty. Chodzi na wszystkie wykłady i ćwiczenia, nigdy nie podzieli się notatkami i udaje greka gdy w grupie pytamy kto ma z czegoś coś cokolwiek. Chodzi, jako jedyna, na wykład do faceta, który jasno zasugerował że wykładów mu się prowadzić nie chce i dał jeden podręcznik do przeczytania na egzamin. Akurat u mnie na studiach nauczenie się na sucho definicji daje szanse na zdawanie i to czasami nawet na dobrych ocenach, ale nigdy nie zabłyśnie się bez samodzielnego myślenia, A ona jeszcze chciałaby mieć artystyczną duszę, skończyłam jakąś cholernie drogą szkołę fotografii a nigdy nie wpadła na to by przejść się po Kazimierzu w Krakowie i robić zdjęcia, i ode mnie się dowiedziała, że czasami warto tylko kucnąć by zrobić lepsze zdjęcie. Dziwny to też przypadek. Odseparowałem ją od siebie po tym jak zauważyłam że zaczyna mnie naśladować, strasznie tego nie lubię. Takich ludzi dopiero nie rozumiem, którzy kopiują poglądy na życie, choć nawet nie wiedzą co znaczą. A przypomniało mi się, raz czegoś nie zdała miałam taki fakultet z wiedzy o konfliktach po IIWŚ, a tam facet dał pytania w stylu "co sądzisz o działalności ONZ i ich akcjach humanitarnych" albo "kto twoim zdaniem najbardziej zawinił w ludobójstwie w Rwandzie" itd. Pamiętam że miałam z tego 5 a ta "Mariolka" sugerowała że to na pewno dlatego że jestem ładna -_- dodam że egzamin był pisemny i często na zajęciach się nie pojawiałam. Dużo by mówić o kwiatkach jakie wypowiedziała podczas wykutych na blachę prezentacjach, oczywiście zawsze mówi o tym że nic się nie uczyła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze się dziwiłem takim osobom no bo tracą masę czasu na zakuwanie a i tak nie zdają... gdzie tu sens? Ten czas można by wykorzystać dużo lepiej.
    Natomiast osoby które traciły życie na zakuwanie żeby jechać na 5 jestem w stanie zrozumieć ale tylko w przypadku studiów no bo jaki to ma sens w gimnazjum? Gardziłem takimi osobami bo było to zupełnie bezcelowe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię mieć kolorowe notatki, ale zwykle chce mi się je robić do polowy pierwszego semestru a potem i tak to olewam.
    Bycie pracowitym tepakiem jest ciut lepsze niż bycie leniwym tępakiem B)

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy zna taką "Mariolkę". Zawsze bardzo współczuję tym, po których widać, ze baaardzo im zalezy, ale im nie wychodzi. Są takie przedmiot (Boże, fizyka w liceum!), gdzie też byłam mariolkowata i uczyłam się na pamięć wyników. Grunt to obrać taką drogę w życiu, żeby nie musieć być Mariolką. Bo nie ze wszystkiego zawsze trzeba być najlepszym, a przesadna ambicja (pół życia z tym walczę!) prowadzi do stresu, nerwów i chaosu w głowie, który przekłada się na marne wyniki. Szkoda tylko, że tym pracowitym-mniej-zdolnym niejednokrotnie idzie gorzej niż zawodowym-imprezowiczom-olewaczom.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja szczerze mówiąc nie znam takiej Mariolki. Owszem, spotkałam osoby, które nie są zbytnio zdolne, ale one na nauce wychodzą zupełnie inaczej. Nie znam nikogo kto ucząc sie dostawał by ciągle złe oceny. Za to osoby z mojego otoczenia, które choć nie są mądre, osiągaja dobre wyniki przez swoją determinację i samozaparcie. Nie wiem, czy można by było je podciągnąć pod przykład "Mariolki", ale właśnie takie najlepiej kojarzę. Z drugiej strony wiem,że istnieją ludzie, którzy nie kapuja pewnych rzeczy albo po prostu uczą się na pamięc. Na prawdę im współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam kilka takich "Mariolek", mam jedna w klasie i jest okrrrropna.
    W sumie z matmy też jestem taka mariolkowata, czasami jak mam mozliwosc napisania gotowca to kuje to na blachę i piszę, inaczej bym nie zdała, taka tępa z matmy jestem. Ale tak z kazdego przedmiotu? jeju nie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. ja to chyba jestem Mariolką, bo co się nauczę, zrozumiem, ogarnę i faktami z rękawa sypię, to dostanę najbardziej dupne pytanie świata i polegnę na totalnej głupocie (aka cały czas nie wybaczyłam sobie egzaminu mgr). ewentualnie na spontanie podejdę do egzaminu-potwora i zdam, bo co sobie będę żałować

    OdpowiedzUsuń
  11. Trochę się zirytowałam, nie będę ukrywać. Nie stricte tym, co Ty napisałaś, ale raczej dlatego, że nikt nie gryzie tego tematu z trzeciej strony.
    Otóż są jeszcze ludzie sumienni, pracowici i (uwaga) ogarnięci zarazem. Zakłada się, że lekka nadgorliwość, robienie wszystkiego terminowo, na tip-top i w asyście kolorowego zakreślacza i kalendarza to domena tępych Mariolek. Nie. Nie zawsze. Niekoniecznie.
    I o chyba milsza jest mi głupia Mariolka, niż pewny siebie leser lecący na farcie z myślą że i tym razem się uda przefrunąć.

    OdpowiedzUsuń
  12. na każdym etapie edukacji spotykałam się z taka "Mariolka" Imię się zmieniało, twarz tez ,ale działania pozostawały te same. Ja szczerze takim osobom współczuję. Osobiście jestem cholernie niezorganizowana, ale nieskromnie przyznam zdolna i nauka przychodzi mi łatwo, tym bardziej więc żal mi osób ,które ciężko pracują i osiągają wymierne efekty,

    OdpowiedzUsuń
  13. Hm, zaliczę się chyba do grona, które nie spotkało takiej Mariolki. A przynajmniej sobie nie przypominam takiej persony. Większość osób, które prowadziły starannie wszystko, chodziły na zajęcia nie miało problemów ze zdaniem. Natomiast podziwiam osoby, które owszem, notują, notatki mają zrobione jakimś szyfrem, które tylko one rozumieją, słuchają na zajęciach, a na egzaminach mają słowotok i to bynajmniej nie zdarty żywcem z notatek, a z własnego mózgu, własnymi słowami. To jest dla mnie WOW.

    OdpowiedzUsuń
  14. Są różne gatunki Mariolek, jak myślę. Ja spotkałam 3. Pierwsza jest taka, jak opisywałaś, i im przeważnie pomagam, bo mi ich troszkę smutno. Chętnie zamieniłabym trochę swojego talentu na ich pracowitość... Drugi typ uczy się jak szalony i zakuwa po nocach, dzięki czemu ma przyzwoite oceny nawet bez nadmiaru bystrości. Ma również uporządkowane życie, zawsze wie czego chce i co będzie robić jutro. Wszystkie nieogarnięte, chociaż bardziej od niej zdolne osoby jej zazdroszczą i biegają za nią, by się dowiedzieć, na którą jutro są lekcje... Trzeci typ to ludzie i zdolni, i pracowici. Chodzę z taką do klasy. Jest najlepsza w klasie i najlepsza w szkole, wakacje moze sobie finansować z samych nagród w szkole. Wszystkie prace oddaje przed czasem i czyta wszystkie lektury. Na początku mnie przerażała, ale po czasie zrozumiałam, że nie ma ona jednego- luźnej wyobraźni. To jest osoba, któa rozmawia z innymi o zdawaniu prawa jazdy, a nigdy o planach podboju świata, ani o mozliwości kupienia czołgu i pojechania nim na wakacje do Rosji. Brakuje jej szaleństwa.
    Każdy typ człowieka ma swoje wady i zalety... Chyba grunt, żeby owej osobie się podobał jej charakter i żeby znała swoje możliwości, i nigdy nie schodziła poniżej ich. Nigdy nie będę hejtować Mariolek, bo po pierwsze sama byłam jako brzdąc kujonem i miałąm wszytkie zeszyty obłożone w tapetę, a po drugie zazdroszczę im pracowitości :P Np. mój kumpel, bardzo zdolna bestia, ile on by mógł dokonać, gdyby nie był leniwy! Szanujmy nasze Mariolki... :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Zawsze żal mi takich osób, ponieważ jestem typem przeciwnym, tymże ,,imprezowiczem" :P Swoje życie uporządkowuje w biegu i z rzadka, zazwyczaj kiedy przyjaciele mnie zmuszą, robię mnóstwo dodatkowych rzeczy w szkole, a zwłaszcza poza nią, mam jeszcze czas na życie towarzyskie i dojeżdżam do szkoły koło godziny. Więc chcąc nie chcąc jestem w domu wieczorem (albo wcale) i zasypiam z nosem na historii. Co nie zmienia faktu, że z eseju historycznego następnego dnia o 7 rano mam 6 i pochwałę od nauczyciela, ze jako jedyna w tej klasie uczę się i potrafię napisać esej, który czuje się esejem. I za co te pochwały? Za naturalną umiejętność pisania i historię, w której objęciach żyje od urodzenia przez rodziców- historyków.
    Za to mój biedny, ambitny jak cholera kumpel ma ledwo 4, chociaż uczył się cały tydzień i nie robi dodatkowo totalnie nic, poza nauką wybiegającą w przód aż na studia. Tak, przerabia już program studiów na które chce iść, w drugiej liceum... Mimo to zawsze jest gorszy ode mnie, olewającej wszystko i nie mającej perspektyw na życie poza grą na gitarze w przejściu podziemnym. On nawet nie jest głupi, to nie taka typowa Mariolka, ale zawsze o tej jeden stopień gorzej niż ja. Zatruwam mu tym życie.
    Mam w towarzystwie jeszcze drugą taką osobę, na szczęście pozbawioną chęci rywalizacji ze mną, która stawia mnie wręcz na piedestale. Jest niesamowicie uporządkowana i dobroczynna, ale chwali się mną, nierozgarniętym baranem, wszystkim znajomym! To trochę straszne, że są w modzie takie olewusy i leniwe mendy jak ja, głupio ryzykujące i żyjące skrajnie egoistycznie, a grzeczne, pracowite istotki zazdroszczą im i żyją poza świadomością społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  16. Siedzę w ławce z taką "Mariolką", która stosuje zasadę Z(dosłownie! nawet przecinki) ZZ, po czym dostaje 5... Dzień po kole jej umysł oscyluje poniżej dopuszczalnego poziomu "niewiedzy",a jej totalnym brakiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. mariolkowy przypadek jest mi całkiem nieźle znany :)) nigdy nie mogłam zrozumieć ludzi, którzy klepią jakimiś regułkami, a gdy spytasz ich co o tym sądzą albo żeby ujęli to własnymi słowami to CISZA.

    OdpowiedzUsuń
  18. uczenie się na pamięć jest bez sensu, oczywiście trzeba mieć w głowie podstawy, definicje pojęć, reguły ale najważniejsze żeby je umieć zastosować, takie mariolki zatrzymują się na pierwszym z trzech etapie inteligencji tzn na zapamiętaniu, zapominają o zrozumieniu i umiejętności zastosowania

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam taką Mariolkę na roku na studiach (mam nadzieję, że tego nie przeczyta) i co prawda trochę się różni od tego opisu, ale tylko trochę ;) są ludzie, którzy po prostu są nadgorliwi i nauka jest po prostu możliwością do wykorzystania ich nadgorliwości, idealnego zaprezentowania się, zrobienia z siebie studenta/ucznia perfekcyjnego. Kiedy ona dowiaduje się, że uczyłem się 2 dni... i trochę pościągałem... dostałem 5, kiedy ona uczyła się regularnie przez 7-10 dni i dostała ledwie 4.... cóż, jej problem i jej nerwy :D

    OdpowiedzUsuń
  20. OOOOooo tak jest , chill w edukacji najważniejszy ! :D Olałam wszystkie przedmioty, uczyłam się tylko na to co mi się przyda aby dostać się na studia i lelo :D A takie Mariolki w pogoni za doskonałością ze wszystkiego są na liście rezerwowych , podczas gdy ja dostałam się z pierwszego naboru. NIECH ŻYJĄ LESERY !

    OdpowiedzUsuń
  21. Aaaa kobieto , nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego ,że każdy kto przeczyta twój post na zawsze zmieni swój światopogląd o Mariolce :D ?

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin