sobota, 29 sierpnia 2015

Autostopem przez Gruzję i Armenię


Stopowanie przez Gruzję i Armenię jest legendarne. Po zeszłorocznej bałkańskiej podróży miałam do opowiedzenia parę zabawnych anegdotek związanych z tym tematem, ale kompletnie wymiękły, gdy podniosłam kciuk na Zakaukaziu.


Autostop w tych państwach działa wyśmienicie, choć z pewnymi wyjątkami. W Gruzji nie brakuje trudnych i rzadko uczęszczanych górskich dróg, takich jak choćby ta z Zugdidi do Mestii. Jeżdżą nią przede wszystkim profesjonalni kiedrowcy marszrutek, którzy za przejazd pobierają pieniądze. Złapanie tam okazji nie jest proste. Jednak w pozostałej części kraju autostop to bajka. Ludzie chętnie zabierają zagubionych podróżników, interesują się ich losem, często dzwonią do znajomych poinformować, że właśnie podwożą turystów. Częstują owocami lub innymi przekąskami, które akurat mają. Lubią też przyjmować przyjezdnych u siebie w domach. W Górskim Karabachu zdarzyło nam się zostać zaproszonymi przez rodzinkę naszego kierowcy na "herbatkę", która skończyła się ucztą. I wódą. W dużej ilości.

Gruzińscy i ormiańscy kierowcy oraz anarchia na drogach to temat rzeka. Na ulicach często nie ma pasów, a jak są, to głównie dla ozdoby. Klakson, podobnie jak na Bałkanach, jest bardzo lubianym elementem wyposażenia samochodu, ludzie trąbią, by ostrzec innych, pozdrowić, uprzedzić o zamiarze wyprzedzania, zagrać jakąś melodię, albo po prostu z nudów. Nie brakuje wprawionych kierowców, którzy po wąskich, górskich drogach jeździli całe życie, jeżdżą bardzo szybko, wyprzedzają wręcz agresywnie. Nie lubią zwalniać, jeśli przed nimi ktoś się wlecze, to po prostu rozpoczynają manewr wyprzedzania. Nadjeżdżający z przeciwka samochód nie jest problemem - przecież się zmieścimy, a w najgorszym wypadku ktoś zjedzie na pobocze. Ludzie wyciskają ze swoich często niezbyt nowoczesnych samochodów tyle, ile się da.

Ile osób mieści się w pięcioosobowym samochodzie? Pięć? Sześć? Cóż, nam w gruzińskich górach udało się osiągnąć ośmioosobowy skład. Wracaliśmy akurat z miasteczka do hostelu, który był położony na tak zwanym zadupiu, 7 km od cywilizacji, przy drodze, która prowadziła na niziny. Stopowanie było w zasadzie jedyną opcją dla ludzi nie posiadających własnego środka transportu. Było nas czworo, tak zwana ekipa hostelowa. Sporo jak na łapanie stopa, wiem. Na początku miałam złe przeczucia, ale potem niejednokrotnie jeszcze łapałam stopa na Zakaukaziu w trzy lub cztery osoby i nigdy nie było problemu, nie brakuje samotnych kierowców z chęcią zabierających całe ekipy. Tym razem zatrzymał się samochód z czterema osobami w środku. Zaczęliśmy sygnalizować, że chyba raczej się nie pomieścimy, ale i tak rodzinka zaprosiła nas do środka. Jedno z dzieci wskoczyło mamie na kolana, trzech moich kompanów ścisnęło się na tylnej kanapie z drugim dzieciakiem a ja siedziałam na nich wszystkich. Z radia leciało Boney M, kierowca sobie podśpiewywał, było bardzo wesoło. Kilkakrotnie jeszcze jeździłam na krótkich dystansach "w za dużo osób", zdarzało się, że musiałam jeździć z głową za oknem. Już rozumiem, dlaczego psy tak to lubią. Podwózka osobówką to jednak żadna atrakcja w porównaniu z kilkudziesięcioletnim ambulansem, w którym podziwialiśmy stary defibrylator i rozpadające się nosze. Taki transport mieliśmy w centralnej Gruzji, na nieutwardzonej górskiej drodze, gdzie jakiś pojazd pojawiał się raz na piętnaście minut. W Armenii z kolei dwa razy trafiliśmy do dostawczaka. Jechaliśmy z tyłu razem z rozmaitymi kartonami, starając się zorganizować sobie jakiś wygodny kącik, żeby nie obijać się o latające pudła.

Na Zakaziu są tysiące zwierząt gospodarskich. Krowy i świnie są wszędzie, nie brakuje też kóz i owiec. Zwierzaki stoją nieuwiązane, pasą się niczym się nie przejmując. Jak im się znudzi stanie na trawie to wychodzą na jezdnię. Wszędzie, a zwłaszcza w górach, trzeba bardzo uważać, bo stado blokującego drogę bydła to zjawisko na porządku dziennym. Najlepiej zaraz za ostrym zakrętem. Krowy przechodzą przez jezdnię w ogóle nie ogarniając, że może im się stać coś złego. Nie reagują na klakson, trzeba je po prostu omijać, co czasem nie jest proste.


W Gruzji i Armenii kierowcy to DJe, wszyscy puszczają muzę, wszyscy głośno. Mają muzyczne ADHD i ciągle zmieniają kawałki. Często puszczają płyty. Jak płyta nie działa, to wyrzucają ją przez okno i wkładają kolejną. Uwielbiają beatlesów! Słuchają też swojej lokalnej muzyki, nierzadko także słynnych rosyjskich artystów. W zabawny sposób zmieniają głośność - rozkręcają muzykę na full, a gdy chcą rozpocząć konwersację, ściszają do minimum. Po zakończonej wymiane zdań znowu dają głośniki na maxa.

Zapinanie pasów w zasadzie nie funkcjonuje. Na tylnych kanapach często w ogóle ich nie ma. Na początku naszej podróży po wejściu do samochodu odruchowo zapinaliśmy pasy. Kierowcy bardzo się dziwili, pytali, czemu to robimy. Czyżbyśmy im nie ufali? W niektórych miejscach, w miastach, trzeba mieć zapięte pasy, policja czuwa. Kierowca i pasażer przekładają więc pas przez siebie i przytrzymują go, zamiast zapiąć. Nie zadawajcie pytań. Oni po prostu nie lubią pasów.


Stopowanie podczas mojej podróży bardzo mi się podobało, nawet bardziej niż do tej pory. Dziwnie teraz jest przyzwyczajać się z powrotem do zachodnich (Polska od dziś leży na zachodzie) zasad, przechodzenia po pasach i na zielonym oraz tego, że nie muszę walczyć ze ścigającymi się kierowcami próbując przejść przez ulicę.
W następnym poście będę się rozwodzić nad Iranem.

26 komentarzy:

  1. "W Gruzji i Armenii kierowcy to DJe, wszyscy puszczają muzę, wszyscy głośno. Mają muzyczne ADHD i ciągle zmieniają kawałki. Często puszczają płyty. Jak płyta nie działa, to wyrzucają ją przez okno i wkładają kolejną." PADŁAM :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nie podróżowałam tam stopem ale...bogowie, trzeba wybrać się w te góry jeszcze raz! Wzbudziłaś w moim sercu ogromną tęsknotę i chęć przygody kolejnej ale...to dobrze:>

    OdpowiedzUsuń
  3. pomijając tekst, który jest zajebisty <3 zauważyłam że masz o wiele lepsze zdjęcia nielomowe w tym roku ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nie umiem jeździć bez pasów. Nawet jak kawałek jadę, muszę mieć zapięte. Widoki tam są piękne *_________*

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam post z uśmiechem na twarzy :) potrafisz zainteresować swoim tekstem, to fajne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli kolejny stop przyniósł kolejne doświadczenia. Ciekawe mają zwyczaje z tą muzyką. Z jednej strony fajnie jest czegoś posłuchać, ale z drugiej w życiu by mi się nie chciało poszczać muzyki na full i ściszać do minimum. Osiem osób w samochodzie osobowym to na prawdę sporo. Kiedyś jechałam samochodem, w którym zmieściło się 7 osób. Wszyscy na siedzeniach i dwójka dzieciaków w bagażniku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako że uwielbiam jeździć samochodem jako pasażer, to jazda u boku takiego kierowcy, jakimi są Gruzini dla mnie byłaby mega! Manewry, szybka jazda, muza, o to biega! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Beatlesi? A to Ci dopiero niespodzianka! :)) Cudowna przygoda, prawda? Co Ty teraz wymyślisz na kolejny raz? ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak jak przedmówczyni muszę się odnieść do Beatlesów, bo to przecież nie może zostać pominięte. Chętnie bym się w taką podróż wybrała na pewno mega frajda i zazdroszczę tych wspomnień i dobrze,że masz tego bloga, że Cię mogłam poznać,bo dzięki Tobie mogę wielu interesujących ciekawostek ze świata się dowiedzieć. Jesteś moim ulubionym podróżnikiem. Ne myślałaś,a by wykonywać taki zawód i zarabiać na tym? Wydaj kiedyś książkę. ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja myślałam, że mnie po profilowym poznasz. :D I pod poprzednim postem również nie omieszkałam się wypowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam Twoje relacje autostopowe. Mozna się dowiedzieć mnóstwa ciekawych rzeczy ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. ciekawa jestem... czym robiłaś tam zdjęcia? :D
    jak czytałam o ilości osób w samochodzie to mi się przypomniała historia jak z łaźni na obozie w Turcji musielismy wrócić do hotelu i wyszło tak, że dwie osoby musiałyby drugim samochodem, więc żeby zaoszczędzić czas i paliwo kierowcy ścisnęliśmy się w jednym samochodzie, chyba 4 albo 5 osob w srodku, kierowca, kolega i ja na jego kolanach z przodu z glowa przez okno bo nie bylo miejsca... :D tez nie mieli tam z tym problemu, kierowca czestowal nas papierosami. no i tam też lubili klaksonu uzywac bardzo czesto... XD

    OdpowiedzUsuń
  13. Jaka przygoda! ale z tego co widzę, to Gruzini jeżdżą tak samo jak Chorwaci, szaleńcy wyprzedzający na serpentynach, gdzie ja za każdym razem miałam serce w gardle, a jechaliśmy ze 30 na godzinę :D Określenie 'muzyczne adhd' mnie rozwaliło :D hahaha, genialne :D I znowu mnie coś zastanawia- jak się porozumiewałaś z nimi? Oni po angielsku wszyscy gadali czy kumają po polsku trochę? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tam się boję jeździć autostopem, a nawet zabierać tak ludzi, gdy jadę autem. :P Zwłaszcza 4 osoby, także podziwiam obie strony za odwagę. :)
    Ogólnie bardzo pozytywnie, ale jakbym zobaczyła stado krów na drodze, to nie bardzo bym wiedziała jak się zachować. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielb9iam te Twoje opowiadania z wyjazdów :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak bardzo, bardzo lubię Twoje opowieści z podróży. Aczkolwiek wolę je słyszeć na żywo, lubię Twoją intonację i gestykulację, kiedy opowiadasz o tych wszystkich dziwnych akcjach, które miały miejsce - tak, to takie zaproszenie na piwo, kiedy będziesz w +48 22 :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękna podróż ale wyglądasz na delikatnie wymęczoną:) pozdrawiam autostopowiczko
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  18. pamiątka na całe życie .. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Twoja podróż stopem przypomina Polskie warunki sprzed kilkunastu może juz kilkudziesięciu lat, ta wspaniała samowolka na drodze, mały ruch, to ma swój urok, no i beztroscy, rozmowni ludzie

    OdpowiedzUsuń
  20. Wspaniała przygoda! Jeszcze nigdy nie byłam na czymś takim, ale marzę o podróży autostopem po krajach Skandynawskich :) Cieszę się, że twoja podróż się udała, a co najważniejsze, że zobaczyłaś dobry kawałek świata i poznałaś sympatycznych i otwartych ludzi :) Zazdroszczę ci!

    A w wolnej chwili zapraszam na swojego bloga :)
    http://www.lefffka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak ja lubię te Twoje opowieści i przygody :D I geez, 8 osób w aucie? Mam lekką fobię na tym punkcie, odkąd znajomi wpieprzyli mnie i P. do bagażnika, jak się nie mieściliśmy XD

    OdpowiedzUsuń
  22. To musiała być fajna podróż. Aż miałabym ochotę zaraz sama gdzieś ruszyć. :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam jeszcze w postach roboczych dwa (trzy?...) wpisy z fotografiami zrobionymi w ciągu dnia. Ale jak na razie grzecznie czekają na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  24. O ile w poprzednim poście odczarowałaś mi Iran, o tyle w tym dodałaś trochę kolorów, szczegółów wypełniając białą plamę, jaką do tej pory miałam myśląc o tamtych rejonach. Gruzję zapamiętam jako górzysty kraj z nieogarniętymi kierowcami. Oj, pospacerowałabym po tych szczytach. Teraz sobie uświadamiam, że od maja nie wybrałam się na żadną wycieczkę górską i mi cholernie smutno z tego powodu. Jakim cudem nie znalazłam nawet chwili, jednego dnia? Nie mam pojęcia.
    A co do pasów, za dzieciaka nigdy się nie zapinaliśmy, bo po pierwsze pasów nie było (stara Skoda) i jakoś żyjemy :D

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin