niedziela, 26 kwietnia 2015

Statystyki z życia


Być może jest to kolejna opowieść z cyklu "za dużo myślę", ale ja po prostu czasem lubię sobie porozkminiać jakieś dziwne rzeczy. Tym razem padło na statystyki.

Nigdy Was nie zastanawiało, ile w życiu przeszliście kilometrów? Ile zjedliście kilogramów truskawek? Ile zużyliście litrów wody? Często zadaję sobie tego typu pytania. Nie mówię oczywiście, że odpowiedź na nie miałaby zmienić cokolwiek w moim życiu, ale po prostu fakt, że nigdy się tego nie dowiem, tylko mnie nakręca. Wyżej wymienione pytania i tak są względnie nudne. Przecież można się zastanowić nad o wiele bardziej intrygującymi i skomplikowanymi zagadnieniami - na przykład, jaka była najdłuższa w moim życiu przerwa między dwoma posiłkami. Ile w życiu dotknęłam kotów. Ile razy komuś podziękowałam, a ile ktoś mi. Ilu widziałam ludzi... przez całe swoje życie. Może jestem dziwna, ale Przecież to jest mega interesujące! Nawet nie umiem sobie wyobrazić rzędu wielkości tej liczby. Były momenty, że widziałam kilkadziesiąt tysięcy osób naraz. A niektóre z nich na pewno spotkałam później lub wcześniej. Ostatnio zapodałam pewnemu dżentelmenowi, którego z tego miejsca pozdrawiam, następującą refleksję: zastanawiałeś się, ile razy spotkaliśmy się, zanim się poznaliśmy? Mieszkaliśmy kilkanaście lat w tym samym mieście, jest więc szansa, że któregoś dnia jechaliśmy razem metrem. Siedzieliśmy koło siebie w maku. Minęliśmy się na ulicy. A może nawet niechcący wpadliśmy na siebie, przeprosiliśmy się i poszliśmy dalej, zapominając o całej sytuacji po 5 sekundach.


Interesującym doświadczeniem byłyby też porównanie swoich statystyk ze statystykami innych ludzi. Jestem pewna, że moja siostra uwieczniła swoją gębę na zdjęciach o wiele więcej razy niż ja, mimo, że jest prawie 5 lat młodsza. Pokolenie snapczata. Ciekawa jestem na przykład, czy przewyższam swoich znajomych w ilości słów wypowiedzianych przez całe życie, albo czy odstaję w kwestii ilości obejrzanych filmów. Ha, śmieszne. Tego akurat nie jestem ciekawa. Moje filmowe zacofanie to fakt udokumentowany naukowo.

Im dłużej piszę, im bardziej zagłębiam się w temat, tym bardziej mnie to wszystko jara. Chciałabym mieć księgę statystyk ze swojego życia. Ciekawe, jak byłaby indeksowana.

Rany, tyle pytań. Bez odpowiedzi. Jak zawsze.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Podryw mistrzów


Dziewczyny nie da się poderwać, o tym już wiemy. Gwoli przypomnienia, jeżeli mamy ochotę być poderwane, przez konkretnego typa, a on podejmie takie działanie, to prawdopodobnie odniesie sukces. Jeżeli nie damy zielonego światła, to facet może stanąć na rzęsach, ale i tak nic z tego nie będzie. Typiarze jednak o tym nie wiedzą... więc próbują.

Paryż, stolica romantyków. Ja? Ironiczna? Nigdy. Poczytajcie, jakie techniki mają mieszkańcy tego seksem ociekającego miasta.


#1 Podryw na często tu przychodzisz?
Ten właśnie oklepany tekst usłyszałam parę tygodni temu. Sytuacja była o tyle przewrotna, że nie znajdowałam się w knajpie, czy innym przybytku sprzyjającym takiej gadce. Często tu przychodzisz? Rozglądam się. Jestem w podziemiach największej stacji metra w centrum miasta. Z lewej zawiewa menelem, z prawej szczynami. Tak, odpowiadam, napawając się tą magiczną atmosferą. Fajnie tu, nie? Zawsze coś się dzieje. Spojrzałam na rozmówcę z uprzejmym zainteresowaniem. To co, idziemy na kawę? Nie, dzięki. Na szczęście Pan Podziemny Amant poddał się tak szybko, jak zaatakował.

#2 Podryw na szalik
Miał mi przynieść kilka czasopism. Przyniósł. W siatce. W domu otwieram siatkę. Między pismami sprasowany, "zagubiony" szalik. Och, chyba zapomniałem szalika! Brawo, man. Nie ma to jak wyszukiwanie pretekstów i robienie spiny, żeby się spotkać. Świetna strategia.

#3 Podryw na kartkę z numerem
Przyszło mi pracować jako pani w szatni, żeby nie powiedzieć szatniara. Przed moją ladą kilka razy przeparadował pracujący w sali obok kelner. Najwidoczniej przeprowadzał obserwacje. Po piątej rundzie podniosłam głowę, a na ladę spłynął z lekkością papierek z imieniem i numerem telefonu. Fe-no-me-nal-ne.

#4 Podryw na creepa
Znów szatnia, tym razem pracuję z dwoma kumplami. Przychodzi Pan Gość, walizę powierza mi. Odchodzi, by po minucie zdecydować, że kurtkę też zostawi. 47 sekund później pojawia się znów. Akurat byłam zajęta płaszczem kogoś innego, więc mój kolega chciał obsłużyć zagubionego Pana Gościa. Pan Gość odmówił jednak, mówiąc dziękuję, wolę to załatwić z pana koleżanką. Ewww. Cóż za wyjątkowe uczucie.

#5 Podryw na muzę
Jadę sobie metrem, na uszach słuchawy. Dwóch kolesi wymienia spojrzenia i jakiś niewybredny tekścik, uśmiechają się do mnie, coś gadają, śmieją się. Ściągam słuchawki, bo chcę wiedzieć, co się dzieje - może śmieją się ze mnie bo wyglądam głupio. Typowa schiza, która towarzyszy mi od czasów gimbazy. Czego słuchasz?, pyta jeden. Rapu, burknęłam. Niecelowo udzieliłam poprawnej odpowiedzi, bo typiarz był ciemnoskórym ziomkiem i w szerokich spodniach. Ooo, ekstra! Dosiadł się. Ooo, serio! Słuchasz Kendricka! I Dre? Wow, masz X-Zibita! Cześć, sorry, wysiadam na tej stacji. Dasz mi numer? :''')))

#6 BONUS warszawski
Masz takie piękne włosy. Chciałbym iść z tobą na spacer i zbierać kasztany. Usłyszane w najbardziej żulerskiej knajpie od najbardziej żulerskiego typa. Miłe. Słodkie. I przede wszystkim szczere. Warszawski romantyzm > paryskie umizgi.

Faceci chyba nigdy nie przestaną zaskakiwać mnie swoją kreatywnością, a czasem również jej brakiem. Jesteście wspaniali. Tylko błagam, odpuśćcie, jeśli widzicie, że należy odpuścić. Wieczne uganianie się, molestowanie dziesiątkami wiadomości i stalking nie przynoszą dobrych efektów. Amen.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Przyjaźń damsko-męska


Przyjaźń damsko-męska istnieje! Od dawna ochoczo głoszę ten pogląd, a przecież, jak powszechnie wiadomo, nie wypowiadam się na tematy, o których nie mam pojęcia. Ha, ha ha.

Przyjaźń damsko-męska jest rzadka i cenna. Mało osób ma okazję jej doświadczyć, stąd powszechna opinia, że faktyczna przyjaźń  może rozwijać się wyłącznie między przedstawicielami jednej płci, ewentualnie obojga płci, ale o odmiennej orientacji seksualnej. Szkoda, że ludzie tak myślą.

Przyjaźń damsko-męska nie powinna być mylona z tak zwanym friendzonowaniem, czyli, jak wszyscy wiedzą, ale nie powiedzą, sytuacją, gdy jedna strona by chciała czegoś więcej, a druga hardo udaje, że wcale o tym nie wie. Zazwyczaj ładne dziewczyny friendzonują swoich brzydkich kolegów, ale od tej reguły jest wiele wyjątków. Friendzone to frustrująca dziura bez dna, w którą najczęściej wpadają pizdowaci faceci skrycie zakochani w fajnej lasce, która oczywiście będzie uganiała się za wyrachowanym draniem. Dobra, koniec gadania o stereotypach. O friendzonowaniu też.


Przyjaźń damsko-męska ma jedną, śmiertelnie ważną regułę, której nieprzestrzeganie natychmiast obraca tę znajomość w wyżej opisaną friendzonę. Reguła brzmi: nie możecie na siebie lecieć. Bezwzględnie i pod żadnym pozorem. Sytuacja musi być czysta. W końcu zamierzacie się przyjaźnić, a relacja taka opiera się na szczerości, zaufaniu. Zrozumieniu. Przyjaciele gadają o wszystkim, pomagają sobie i są dla siebie wsparciem w trudnych chwilach - a wsparcie to nie powinno być wyznaniem skrywanego od 3 lat zauroczenia.

Przyjaźń damsko-męska ma wiele pozytywnych aspektów dla obu stron. Dziewczyna może wyjaśnić swojemu kumplowi, co dzieje się w meandrach typowego damskiego umysłu, i jak to jest, że laska obraża się nie wiadomo o co, i mówi, że nic się nie stało. Powie, o co chodzi z makijażem i pewnością siebie, doradzi w kwestiach stylu, wysłucha, wyrazi wątpliwości, pocieszy. Facet za to pomoże swojej przyjaciółce wybrać laptopa, pogada z nią bez babskiego szukania dziury w całym, na chłodno i racjonalnie oceni sytuację, otwarcie pożartuje, obroni. Taka znajomość to skarb, a przyjaciele mogą podbijać świat - dosłownie i przenośni. 

Przyjaźń damsko-męska zaczęła każdy akapit, nie inaczej będzie tym razem. Taka relacja poszerza horyzonty. Polecam.

wtorek, 7 kwietnia 2015

#23


Zapraszam na kolejny już wpis uro'binowy. Starzeję się, a blog razem ze mną.

Fenomen urodzin jest dla mnie trochę tajemniczy. Właśnie stałam się o 365 dni bardziej... stara. Bardziej niedołężna. 365 dni bliżej do grobu. Co tu świętować? Dlaczego dzień urodzin jest taki radosny?


23. To już... dużo. Pisałam ostatnio, jak zawsze przerażała mnie dorosłość, o starości nie wspominając. Gdy byłam szczylem, to wyobrażałam sobie (prawdopodobnie), że w tym wieku będę duża i poważna. Czy jestem? No właśnie. Jako dzieciak zawsze myślałam, że jak już się osiąga pewien wiek, to praca, zdolność gotowania, ustatkowanie, własne mieszkanie i tym podobne sprawy przychodzą naturalnie. Oczywiście ciąża również - po prostu w odpowiednim momencie życia kobiety pojawia się brzuch. Nie wiedziałam, że są dorośli, którzy w wieku 30 lat nadal żyją z mamą, grają na kompie, chodzą na imprezy. Teraz wiem. I mi ulżyło.

grumpycats.com

Piszę takie smuty, a ostatnimi czasy coraz częściej słyszę, że jestem taką pozytywną osobą. Że ciągle się uśmiecham, że tryskam energią, nawet, gdy jestem zmęczona czy chora. Że mam fantastyczne nastawienie, nie zamartwiam się, inspiruję. Ludzie zauważają, że cały czas progresuję, otwieram się. Eksploruję, śmieję się, podnoszę się po upadku. Mam nadzieję, że moja chęć do życia zawsze będzie utrzymywać się na takim, bądź większym, poziomie.

Przed moimi kolejnymi urodzinami wydarzy się mnóstwo rzeczy. Skończę wreszcie (oby! ha) studia, które ciągną się za mną jak smród po gaciach, w konsekwencji czego będę miała mnóstwo czasu. Jeszcze więcej niż do tej pory. Mój rytm nie będzie dyktowany przez wycieczki na uczelnię co kilka tygodni. Będę wolna. I z tej wolności zamierzam skorzystać, by sprawdzić, co dzieje się na drugim końcu świata. Pisałam o tym tutaj.

Nie chcę robić żadnych podsumowań i postanowień. Wiem, do czego zmierzam i (chyba) wiem, jak to osiągnąć. Zapowiadam edycję paru postów sprzed kilkunastu miesięcy. Moje poglądy ewoluują, pojawiają się nowe czynniki, nowe sytuacje, które wpływają na moje zdanie w danym temacie. Ciągle mam odzew w sprawie niektórych artykułów sprzed około 2 lat, zamierzam się niedługo do nich ustosunkować. A tymczasem do zobaczenia, spadam cieszyć się życiem.
Blog Widget by LinkWithin