poniedziałek, 5 października 2015

Oktoberfest!


Jako słynna miłośniczka piwa o Oktoberfeście marzyłam od lat. Nigdy się nie złożyło, aż do tego roku, gdy Monachium wpasowało się idealnie w trasę mojego kolejnego autostopowego eurotripa. Piszę właśnie z Paryża, przejechałam przez Pragę i wspomniane Monachium, przede mną jeszcze Belgia, Holandia i znów Niemcy.

Oczywiście miałam pewne oczekiwania - spodziewałam się podchmielonych Bawarczyków w lokalnych strojach, długich stołów uginających się pod kiełbą, zbijania kufli przy akompaniamencie niemieckich przyśpiewek biesiadnych, cycatych Helg w roli kelnerek no i oczywiście hektolitrów przepysznego piwa.

Nie rozczarowałam się, chociaż zaskoczyła mnie (negatywnie) ogólna otoczka Oktoberfestu, który przypomina jeden wielki festyn w wesołym miasteczku. Karuzele, rollercoastery, wata cukrowa, rodzinki z dziećmi... Klimat dopiero czuć po wejściu do namiotów. Namioty są olbrzymie, a serwowane są w nich lokalne piwa po skandalicznych cenach. Trafiłam akurat do Lowenbrau i za litrowy kufel /litrowy kufel♥/ zapłaciłam 10€35, co jak na paryskie standardy jest jak najbardziej do przebolenia, ale skontrastowane z butelkowanymi browarami, które można dostać za 1€30 w każdym sklepie, robi się bolesne. W każdym razie atmosfera w namiotach jest czadowa. Masy ludzi ubranych w typowo bawarskie stroje (panowie w kraciastych koszulach,  skórzanych spodniach na szelach, długaśnych skarpetach i kapeluszach z piórami, a panie w fikuśnych ludowych sukniach) siedzą na twardych ławach przy niezliczonej ilości drewnianych stołów. Alejkami biegają kelnerki, które jakimś cudem unoszą po kilkanaście kufli, a także panie sprzedające wursty, golonę i inne delikatne zakąseczki do piwka. Sam namiot jest od środka drewniany, udekorowany gałązkami choinek i innym leśnym badziewiem. Na środku namiotu jest podest, a na podeście orkiestra. Orkiestra wygrywa bawarskie melodyjki i dżingielki, a wtedy każda osoba w namiocie podnosi się (niektórzy z trudem) i zbija zdrowie ze wszystkimi dookoła. Wszyscy krzyczą PROST, niemal tłuką kufle o kufle ich towarzyszy, a na stoły i ludzi wylewa się browar. Jest EKSTRA.


Całe Monachium podczas Oktoberfestu paraduje w strojach bawarskich. Metro i ulice wypełnione są ludźmi w ludowych ciuchach, zarówno localsami jak i turystami. Zaskoczyło mnie to, spodziewałam się, że w dobie globalizacji tradycja zanika, a ludzie uważają paradowanie w skórzanych spodniach na szelkach za głupie/śmieszne. Myliłam się, i dobrze!

Na Oktoberfeście wypiłam całe jedno piwo. Symbolicznie, aby poczuć klimat. Litrowe, rzecz jasna. Fajnie było znaleźć się tam i uczestniczyć w imprezie. Mimo wszystko, ponad 10€ za kufel, nawet najlepszego browara, to przegięcie. W każdym razie wszystkim piwoszom polecam wycieczkę na Oktoberfest. A jak nie na Oktoberfest to chociaż do Monachium, bo piwo tam jest zna-ko-mi-te.

Blog Widget by LinkWithin