piątek, 19 sierpnia 2016

Boję się dzieci


Macierzyństwo, ciąża, ogólnie dzieci, to dla mnie tematy spowite pewną niesmaczną tajemnicą. Tematy, do których wolę się nie zbliżać. Mam 24 lata i przez całe swoje życie ani razu nie pomyślałam, że chciałabym być mamą, mieć coś rosnącego w brzuchu, rodzić i wychowywać. Boję się dzieci. Serio. Uważam, że jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogłyby mi się przydarzyć ever, byłoby zajście w ciążę.


Nie wiem nic o dzieciach. Serio. Nie mam pojęcia, w jakim wieku wyrastają im zęby, kiedy zaczynają mówić, chodzić, palić papierosy. Jak muszę nawiązać kontakt z dzieckiem to absolutnie nie wiem, jak się za to zabrać. Zgrywać ciotkę Sabinę? A może gadać normalnie, jak z kumplem? Nie no, przecież zaraz zacznę kląć, tak nie można. Jestem sparaliżowana i włącza mi się strasznie piskliwy głosik. Powiedziano mi 'o co ci chodzi, przecież dzieci to mali ludzie. traktuj ich jak ludzi'. Niby ludzie, a jednak nie. Nie wiem, jak do nich podejść, co robić. Widzę przed sobą dziecko. Zastanawiam się, czy ma 5 lat, czy 8. Czy zna takie słowa jak kwiatek, stół, internet, najebka, dekadencja, kosmopolityzacja. Dzieci są dla mnie mistyczne, ale bynajmniej nie w taki sposób, bym chciała się w to zagłębiać. Jasne, też byłam dzieckiem i inni musieli sobie ze mną radzić. Mama mi czasem opowiada, jak to było, kiedy krzyczałam, piszczałam, byłam chora. Szczerze? Współczuję jej. Wolałabym mieć świadomość, że zawsze byłam duża i nikt nie musiał mi zmieniać obleśnych pieluch. Mam młodszą o 5 lat siostrę, której dorastaniu towarzyszyłam przez cały czas. I wiecie co? I tak o tym dorastaniu i istocie bycia dzieckiem nie wiem nic. Siostra to siostra, z nią zawsze dało się znaleźć jakiś język, nie trzeba było się nad tym zastanawiać. Byłam też zbyt mała, by skupiać się, czy ona rozwija się prawidłowo i tak dalej. Teraz widzę jakieś dziecko i nie mam pojęcia, czy jest wygadane, jak na swój wiek, za stare na pieluchy/wózek, a może tępe. W moim otoczeniu nie ma dzieci, więc nie mam skąd się dowiedzieć. I dobrze.


Jakaś fejsbukowa znajoma została mamą? W znakomitej większości przypadków ukrywam publikowane przez nią posty. Słodkie zdjęcia bobasów wykonane przez słynnych baby photographerów? Fuj. Blogi parentingowe? Omijam szerokim łukiem, jeszcze bardziej niż te prawnicze. Wolałabym w ogóle nie zbliżać się do sfery dzieci. Knajpa, w której pracuję jest usytuowana przy głównym placu w Valletcie. Są na nim fontanny, a dokładniej woda tryska strumieniami bezpośrednio z ziemi, można tam wleźć. Coś jak przed Arkadią, pozdro Muranów. Przychodzą rodzice z bachorami, rozbierają je do naga i puszczają, żeby sobie pobiegały. Uważam, że to skrajnie obrzydliwe. Jak można takie porno-pedo scenki prezentować ludziom? Nie chcę patrzeć na te patykowate, nierozwinięte seksualnie ciałka. Nie wyobrażam sobie wystawienia swojego ewentualnego dziecka na coś takiego. W miejscu publicznym. W środku miasta. Ludzie to debile. Istnieje wiele gatunków rodziców, które potępiam. Rodzic, który siedzi w restauracji/poczekalni/sklepie/gdziekolwiek i udaje, że nie widzi, że jego bachor biega jak opętany, wkurwia wszystkich, dotyka rzeczy, których nie powinien, czasem nawet coś niszczy. Serio, jak to piszę, to mam ochotę walnąć w ekran. Rodzic, którego dziecko jest tłuste i ma zepsute zęby. Rodzic, który obojętnym tonem powtarza 'Kacperku, przestań. Kacperku, tak nie wolno'. Rodzic niekonsekwentny, który mówi bachorowi, że dziś nie ma lodów/grania na kompie, a w momencie, gdy gówniarz uderzy w ryk, zgadza się na wszystko. Rodzic niesamodzielnego, zapłakanego dziesięciolatka, który zachowuje się, jakby był 5 razy młodszy, niż jest. I jak ty, idioto, przygotowujesz swoje dziecko do życia?

Nie wiem, czy byłabym dobrym rodzicem. Może w głębi serca boję się, że bym nie podołała? Łatwo krytykować rodziców-debili i mamę Madzi, ale może dzieciak wychowany przeze mnie skończyłby jak kompletny przegryw? Słabo byłoby mieć taką świadomość. W każdym razie nie obawiam się tego, gdyż absolutnie nie wyobrażam sobie, że miałabym rodzić. Nawet być w ciąży. Ból, mdłości, rozstępy, obwisłe cycochy, ogólna obleśność. Ciąża odstręcza mnie przez czysty egoizm i miłość do siebie i swojego ciała. Poród? Jak słyszę, że kobiety zwijają się z bólu po kilkanaście godzin, to od razu mówię nie, dziękuję. Niejednokrotnie czyjeś matki (moja chyba też, nie jestem pewna) mówiły mi, że moment, gdy zobaczyły tego malutkiego człowieczka, który właśnie z nich wyszedł, był najpiękniejszą chwilą w ich życiu. Serio? A potem jest tylko gorzej. Zero przespanych nocy, brak życia i dylematy, gdzie karmić piersią, jak już się jest w terenie. Horrendalne zmęczenie, wydatki, odpowiedzialność, przecież to dziecko musi wyjść na ludzi. Ja po prostu nawet w 1% nie czuję się gotowa na coś takiego.

Ludzie mówią, że moment, w którym zapragnę dziecka, kiedyś się pojawi. Cóż, jakoś się nie pojawia. Znam dziewczyny w moim wieku, które są matkami kilkulatków. Część moich przyjaciółek wychodziła z tego założenia, co ja - dzieci fuj, ciąża ble. Teraz w sumie powoli przygotowują się do zakładania rodzin. Zostałam sama w zbudowanej przeze mnie oazie ludzi, którzy nie chcą nikomu przekazywać swoich genów i przez całe życie mieć fun i relaks. Trudno. Mam nadzieję, że nie zachce mi się potomstwa jak będę miała 40 lat i będzie za późno na rodzenie zdrowych dzieci.

45 komentarzy:

  1. Valetta, w ogóle Malta, rządzi się swoimi prawami, więc to akurat mnie nie dziwi.

    Ale ogólnie pod większością podpisuję się obiema rękoma. CIęzko jest innym ludziom zrozumieć, że kogoś ciąża i dzieci może po prostu obrzydzać i to mnie smuci, bo mam wrażenie, że istnieje jakieś niepisane prawo mówiące, że dzieci TRZEBA lubić. A jak ich nie lubisz, to napewno coś z tobą nie tak. I że każda kobieta na pewno pragnie być w ciąży. Tak, zdecydowanie. A jak nie będę miała dziecka, to na pewno będę żałować. Tak, na pewno. Z tym, że w moim wypadku na pewno żałowałabym posiadania dziecka, a nie jego braku.

    Jedną z moich największych obaw jest właśnie zajście w ciążę (i zapewne w ciągu kilku następnych lat zdecyduję się na podwiązanie jajowodów), bo nie wiem czy byłabym w stanie poddać się aborcji (nie ze względów moralnych, ale z obaw o zdrowie, w końcu to ciężki szok dla organizmu). Poza tym, zdaje się, że nasza planeta jest już przeludniona i decydując się na urodzenie dziecka miałabym ciężkie rozkminy... wydaje mi się, że bardziej pomogę mojemu dziecku nie wydając go na świat, niż zmuszając go do życia.

    Jeśli chodzi o kontakt z dzieciakami, to jako-tako mi idzie, bo pracuję z nimi od kilku lat, ale nigdy nie praktykowałam podejścia polegającego na byciu słodkim i wychwalaniu dzieci. Jestem po prostu sobą, przybijam z dzieciakami piątki, a jak coś źle zrobią, to je opierdalam - chociaż praca z nimi wymaga ode mnie dużych pokładów cierpliwości. Ale wiem, że warto, kiedy widzę, że szybko przeskakują na mówienie po angielsku i możemy grać w jeszcze więcej gier i zabaw (bo ze mnie też taki dzieciak i chętnie spędzę godzinę na graniu z dzieciakami w twistera). Lubię z nimi pracować, ale jeszcze bardziej lubię fakt, że po pracy z nimi idę do domu, w którym najmłodsza osoba ma 26 lat i nie domaga się zmiany pieluchy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam 17 lat i w klasie dziewczyny, które mówią, że oczywiście nie w tej chwili, ale kiedyś, chcą mieć dzieci. A ja się wtedy na nie patrzę i naprawdę próbuję zrozumieć, ale na myśl 'dziecko' dostaję paniki. Wątpię żeby mi się to miało zmienić w przeciągu kilku następnych lat.
    Z jednej strony zgadzam się z większością rzeczy, o których napisałaś - ja co prawda lubię obserwować dzieci, ale to jest tak jak "podoba mi się twój tatuaż, ale sama bym go sobie nie zrobiła". Może drastyczne porównanie, ale adekwatne - ktoś ma dziecko? Spoko. Ja? O nie. Nie wyobrażam sobie mojego dorosłego życia w stylu ja, mąż, dom z ogródkiem i dwójka uroczych dzieciaczków w piaskownicy. Nie. W ogóle nie wyobrażam sobie, że byłabym w stanie założyć rodzinę, a co tam rodzinę - mieć chłopaka. Ja w związku? Nie wyobrażam sobie tego. Ja w ciąży? Tym bardziej nie.
    Poza tym mam też taką schizę - co by było, gdybym jednak zaszła w ciążę, urodziła dziecko i nie poczułabym żadnej więzi, żadnej miłości, uczuć macierzyńskich? To by było straszne, przede wszystkim dla tego niewinnego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę położną. W sumie dzieci powinnam lubić. I lubię. Ale też nie czuję się odpowiednią kandydatką na mamę. I nie może ze względu na ból,ale raczej ze względu właśnie tego,ze nie umiałabym wychować dziecka.
    jest udowodnione,że dzieci,które stają się rodzicami powielają błędy swoich rodziców w sferze wychowania. Moi może nie kazali mi biegać nago po ulicy ( i chwała im za to),ale nie byli też idealni i do dzisiaj muszę się zmagać z konsekwencjami ich wyborów bardzo często krzywdzących wyborów.
    Dzieci mogłabym mieć,ale nie chciałabym,żeby moje dziecko miało 30. i przyjeżdżało do mnie z płaczem,że taka stara i nie ma chłopa,bo mama nie nauczyła jej niczego o sferze damsko-męskiej.
    Być może kiedyś moje zdanie się zmieni. A być może nie.
    Ciebie bardzo szanuję,że otwarcie mówisz o tym,że nie chcesz szczególnie,że na świecie panuje stereotyp kobiety matki. A tak nie powinno być.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odkąd tylko pamiętam brzydziłam się dzieci. Nie lubiłam ich. Za chwilę stuknie mi 30-stka, a ja w podświadomości podkładam nogę każdemu rozwrzeszczanemu bachorowi, jakiego spotkam. Tak jak Ty mam świadomość, że kiedyś też taka byłam. Ale wiem też, że moi rodzice wychowali mnie na spokojne i grzeczne dziecko. Ponoć nigdy nie sprawiałam kłopotów w miejscach publicznych. Więc ignorancko zarzucam myśl o 'małej Mary na podwórku' i mówię otwarcie: Nienawidzę dzieci. Nienawidzę współczesnych rodziców, zwalniających dziecko z wf-u bo może sobie przypadkiem zrobić krzywdę. Nie widzę w dzieciach niczego uroczego. Urocze to są małe pieski czy kotki. Na pewno nie małe dzieci. #grubyhejt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuje się pod tym w 100%

      Usuń
  5. Ja też nie przepadam za dziećmi, o wiele lepiej dogadywalam się zawsze ze starszymi. Chociaż sama byłam megaproblematycznym dzieckiem - co pół roku do szpitala i takie tam. Odkąd zaczęły otaczać mnie dzieci i ludzie,którzy bardzo pragną założyć rodzinę, zaczęłam się zastanawiać gdzie mój instynkt. Bo jednak skoro potrafię przez parę lat pracować za darmo dla obcych ludzi w ramach wolontariatu, to raczej nie jestem skrajną egoistka, swojego ciała nie lubię, rozstępy mam i tak... to chyba nie jest przypadek jak u Ciebie. Być może moje szczęśliwe, ale znaczone szpitalem, brakiem wakacji, szykanowaniem przez rówieśników dzieciństwo zabronilo mi przekazywać wadliwe geny. Moi rodzice sa zdrowi i nie wiedzieli aż do porodu ze coś ze mną nie tak, ale uczynili moje życie pięknym. Czy jednak ja, znając ryzyko, mogłabym skazać na to własne dziecko...? I czy ja znioslabym powtórkę z rozrywki? Nie wiem...

    Zdania-uboczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Do dzieci generalnie nic nie mam, ale już do ich rodziców i owszem, jeśli ich pociechy wręcz "wchodzą na głowę" osobom zupełnie postronnym np. w lokalu, w hotelu, w sklepie ... nie mówiąc już o samolocie. Na chwilę obecną absolutnie nie chciałbym zostać rodzicem, ale może za kilka lat to się już zmieni. Nie wiem. Serio trudno to stwierdzić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze mówiąc, to bym chciała mieć dzieci, i nie rozumiem dziewczyn, które się wręcz szczycą, że będą wychowywać tylko swoje koty. Dla mnie byłoby to niepełne i psychicznie niewygodne. Chciałabym podjąć szalone wyzwanie i spróbować wychować kolejnych ludzi, nauczyć ich wrażliwości, empatii i słuchania dobrej muzyki. Wydaje mi się smutne, że moje idee, moja praca nad sobą i zdobywanie kolejnych leveli bycia człowiekiem, poszłoby na marne, że nie miałabym komu przekazać mojej gitary i ideałów.
    Ale, jak widać, patrzę na dzieci tylko z takiej mocno psychicznej strony. Uważam że jestem o wieeele za młoda by użerać się ze stroną fizyczną. Mam dość rozrywek w życiu tak do skończenia studiów.
    Mimo to, że już wiem że chcę mieć dzieci, to jednak nie rozpływam się ze wzruszenia jak widzę jakiegoś bachora w wózku i nie naklejam wszędzie zdjęć niemowląt. W zasadzie uznaję dzieci do 8 roku życia za formę pośrednią między psem a człowiekiem (pies ma inteligencję 3-latka). Kiedyś mama zawołała mnie, żebym popatrzyła jak ciotka przewija córeczkę- ale zwiewałam... Gdy ktoś mówi mi, że "musisz", że "popatrz, też tak będziesz" to zwiewam. Ale za fajne uważam śmianie się z ziomkami, jakie cechy odziedziczą po nas nasze dzieci i jak bardzo będą niedopasowane społecznie przy takich rodzicach :D
    I myślę że takie moje podejście to też kwestia środowiska. Wśród moich ziomków jakieś 80% nie wyobraża sobie nawet, by mogło nigdy nie być rodzicami. I dziewczyny, i faceci uważają rodzinę za podstawę swojego przyszłego życia. I na mnie to też przechodzi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli co, mam rozumieć, że jak się kiedyś przytrafi - tfu, tfu! - dzieciaczek to przespacerujecie się z partnerem na skalisty klif i "zostawicie na chwilkę" pociechę? ;D

    ZEGAR BIOLOGICZNY CIĘ KIEDYŚ DOPADNIE! [dźwięk groźnych trąb!]

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nawet lubię dzieci, ale swoich mieć nie chcę. Problem z wieloma matkami jest to, że gdy mają dzieci myślą że są świętymi krowami. A tak nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie skończyłam a dodałam. Mądra ja.
      Czytam to wszystko i czuję, jakbym sama to napisała :) Ból mojego życia polega na tym, że niedawno dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Yay.

      Usuń
    2. Odpowiedzialność. Yay.

      Latte

      Usuń
    3. Uwierz mi, są sytuacje w których zabezpieczenia zawodzą (liczba mnoga użyta nie bez powodu). I dla mnie kiedyś ciężko było w to uwierzyć.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  11. Ale dałaś czadu! Rozumiem Twoje rozterki, serio! Dopiero w 27-ym roku życia doszłam do wniosku, że pora pomyśleć o dziecku, że jeśli nie zostanę mamą, nawet mocno średnią, to ominie mnie w życiu coś wyjątkowego i przyjdzie dzień, w którym będę bardzo tego żałować. Też bałam się dzieci, właściwie nadal tak mam ( nie myślę o Tobie ani twojej siostrze, of cors). Zdecydowanie wolę towarzystwo dorosłych. Kompletnie nie umiałam sobie wyobrazić bycia matką. Popełniłam wiele błędów, cóż, każdy tak ma. Ale wiem jedno, że moje życie bez Was byłoby niepełne, że miłość do dzieci jest zjawiskiem absolutnie magicznym, że wychowanie dzieci to ciężka i odpowiedzialna praca, bez przerw. Przeczytałam kilka książek o wychowaniu żeby się przygotować. Rozmawiałam z Tatą godzinami o różnych sytuacjach, tych z życia naszych dzieciatych znajomych też.To pomogło. Ale wiesz co?Są takie chwile( i jest ich wiele), że patrząc na szczęśliwą twarz własnego dziecka jest się absolutnie spełnionym.
    Rozstępy, obwisłe cycuchy, ogólna obleśność...kogo miałaś na myśli? ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze dwa lata temu też nie wiedziałam, jak się postępuje z dziećmi, jak z nimi rozmawiać, kiedy zaczynają chodzić. To się zmieniło, kiedy zaczęłam chodzić z moim obecnym chłopakiem, u którego w rodzinie jest trójka dzieci w różnym wieku. Teraz już wiem, jak rozmawiać z 5. i 8.-letnią dziewczynką. Co więcej przy braku doświadczenia i tak dzieci mnie polubiły!
    >FOXYDIET

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja Cię rozumiem bo sama często czuję się skrępowana w obecności dzieci i nie zawsze wiem, jak się przy nich zachowywać. Wydaje mi się, że żeby dobrze wychować dziecko trzeba być mega ogarniętym człowiekiem - a tymczasem ja mam swoje kompleksy, problemy i różne takie. Nie jest to łatwy temat.

    Co do rodziców dzieci, to mało naprawdę spotkałam takich, o których powiedziałabym, że są w porządku - a biegające wszędzie i wrzeszczące dzieci są chyba nawet mniej irytujące niż rodzice, którzy po prostu olewają ich porządne wychowanie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Może u Ciebie jeszcze nie pojawił się ten moment, w którym będziesz chciała mieć dzieci, ale to nie znaczy, że w ogóle sie nie pojawi. Myślę, że moje podejście do dzieci jest takie, a nie inne przez środowisko. Mama jest pediatrą, więc raz na jakiś czas się zdarzy, że przyprowadzi do domu jakieś małe dziecko, które przyszło z mamą. Też kiedyś nie wiedziałam jak się postępuje z dziećmi. Raz znajomi rodziców przyszli ze swoimi pociechami. Ja zajmowałam się ich najmłodszą córką. Dałam jej jakieś zagadki i nie pomyślałam, że to dla niej za trudne i nic nie zrozumie. Ale szybko ogarnęłam, zmieniłam zasady gry, pobawiłam się z nią, a na koniec jej rodzice byli wdzięczni, że się nią zajęłam. Na prawdę da się ogarnąć i nauczyć się jak się zachować w towarzystwie dzieci. Jednak w kwestii wychowania nie mogę nic powiedzieć. Kiedyś chciałabym mieć dzieci. Wydaje mi się, że bez nich moje życie byłoby niepełne. Oczywiście również irytują mnie dzieci i rodzice spotkani na ulicy, bo albo te dzieci krzyczą ciągle i robią co chcą albo wbiegają prosto na ulicę i już się zdarzyło, gdy jechałam rowerem, że miałam dylemat, walnąć w dziecko, czy trafić do rowu... Na prawdę jest mało porządnych rodziców, którzy umieją pilnować swoich pociech.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam dwadzieścia lat i jak widzę na facebooku kolejne osoby wśród moich znajomych, które mają już dzieci, to zastanawiam czy się z nimi czy ze mną jest coś nie tak. Gdybym w tym wieku miała już dziecko, to chyba uznałabym, że większość moich planów na przyszłość została właśnie skreślona.
    Inna sprawa, że nienawidzę dzieci - paradoksalnie one mnie uwielbiają. Kiedy widzę, że taki dzieciak płacze w autobusie mam ochotę wyskoczyć przez okno. Słysząc upierdliwego bachora sąsiadów mam wrażenie, że wyjdę z siebie i stanę obok. Nie lubię hałasu, a dzieci niestety się z nim wiążą. Poza tym małe dzieci nie należą do osób z którymi można porozmawiać...
    Na razie nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek miała mieć dzieci. Może kiedyś to się zmieni, ale na razie zakładam, że prawdopodobnie byłabym fatalną matką (włącznie z tym, że zapomniałabym imion).

    OdpowiedzUsuń
  16. chyba dużo dziewczyn/kobiet ma obawę przed rodzicielstwem.. ale podobno to również przychodzi z porodem, z ciążą że czujesz rozwijające się życie w Tobie i po prostu zaczynasz je kochać ponad wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jesteśmy w tym samym wieku i... Myślę podobnie. Dzieci lubię, mogę z nimi pracować, w większości znosić ich widok. Nic mi nie przeszkadzają ale... ciąża? Poród? Poświęcenie życia, ciała?! O nie... Ty zwijasz się z bólu, obciążasz organizm, na jakiś czas uwiązujesz się do dziecka a facet co? To w ogóle niesprawiedliwe. O nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałem na ten komentarz! Wiele myślałem na ten temat który poruszasz z męskiego punktu widzenia. BO tak to niesprawiedliwe! Ale jak widzisz ta niesprawiedliwość trwa już setki tysięcy lat i nadal ma się nieźle. Kobiety w Afryce czy Ameryce Południowej nadal poddają się tej "niesprawiedliwości" nierzadko razy 10. Nie widząc nic złego w tym. Osobiście podobnie jak Ty mam wiele wątpliwości właśnie dlaczego jesteście Wy wybrane aby "cierpieć" w ten sposób. Cierpieć piszę jako cudzysłów bo jest to dla mnie obce. Będzie zawsze obce i nie do przeżycia bo nigdy matką nie zostanę. Zdarza mi się pracować z dziećmi (pracuje w szpitalu i przychodni) w różnym wieku. Chorymi , zdrowymi. Z bogatych domów i biednych blokowisk. Kulturalnymi i dobrze wychowanymi jak na swój wiek i wstrętnymi bachorami które najchętniej opakowałbym w folie streczową i uwalniał do jedzenia zabawy i kąpieli! Zdecydowanie bardziej wolę właśnie te dzieciaki niż dorosłych! Kwestia problemów z nawiązywaniem kontaktów wynika z postępu technologicznego ale też z nieznajomości procesów biopsychospołecznych danego okresu wiekowego. Śpieszę z wyjaśnieniem co mam na myśli. Humanus tabletis, kojarzysz/kojarzycie pojęcie ? Nie chcę wchodzić w szczegóły bo to raczej na dobrą rozmowę temat niż na suche pisanie komentarzy :). Tablet w rękę i dzieci są zadowolone! "Włącz baje"! Hitem jest bezprzewodowy internet na plażach nad Bałtykiem. Dzieci nie trzymają teraz flamastrów, plasteliny nożyczek i bibuły. Przesuwają palcami po płaskich LED-owych ekranach. Dziś widziałem reklamę Tesco , wiadomo zaczyna sie szkoła i dziecko wycina coś i przykleja na kartkę. Głos lektora mówi o zbliżającym się roku szkolnym , w duchu myślę sobie reklama jakichś nożyczek czy papierów kolorowych. Lektor dokańcza że 30% upustu na komputery i drukarki . AUTENTYK! Dzieci mają instagramy, snapchaty. Czy to jest dzieciństwo? Pytanie retoryczne na które jednocześnie powinni odpowiadać sobie codziennie rodzice pokolenia Ygrek. Wracając do (nie)sprawiedliwości. Znam trochę matek, młodych które swoje osiemnastki obchodziły z roczkiem swoich dzieci. Te w wieku naturalnie predysponowanym do macierzyństwa czyli te 22-30 lat ale i stare karierowiczki powyżej 40 z brewkami wpierdolkami i wieśniacko przetartymi jeansami. Swoje dzieci kochają tak samo ale jak widać to coś poczuły każda w swoim określonym momencie. Dużo by opowiadać bo wiele historii takich znam z pięknym zakończeniem więc pozostawię tylko jedną . Cudowną i przenikającą do szpiku kości . Byc moze ktoś zna http://www.podrozedziewczynysplukanej.pl (czytam namiętnie i pozdrawiam Karolinę!) Napisała swego czasu piękną notkę o tutaj http://www.podrozedziewczynysplukanej.pl/2016/04/38-powodow-by-nigdy-przenigdy-nie-zachodzic-w-ciaze/ . Wgłębiając się lekture bloga dojdziecie do wniosku że miała podobne wątpliwości jak Wy. Za żadne skarby, nigdy matką. I stało się! Jak patrzy teraz na życie możecie poczytać , ja wiem że chciałbym móc ją kiedyś poznać osobiście. Dla mnie jest Matką Polką w podróży. Słowo Matka samo w sobie ma ogromną siłę. Gdyby Matki rządziły światem ... pozostawiam do przemyślenia.

      Usuń
    2. A że tutaj też tak podróżniczo to i pozostawię adres tutaj!
      http://www.podrozedziewczynysplukanej.pl/2016/06/zamknijmy-te-przeklete-bachory-w-piwnicy/

      Usuń
    3. Dalej nie widzę w tym komentarzu nic o sprawiedliwości. Tak napisałeś, zagmatwałeś i wymieszałeś wszystko, że ciężko zrozumieć. Dla mnie to punkt biologiczny - choruje ginekologicznie, wycierpiałam się już wystarczająco, a w dodatku ciągle muszę być na lekach. Nie widzę siebie w roli matki - i chyba nie każda z nas musi! Pieprzenie tylko takie, że "poczujesz" - są takie co nie poczują. Ja nie mam ochoty wstawać w nocy do płaczącego dziecka, nie mam ochoty by coś było uczepione przez kilka miesięcy do mojego cycka, nie mam ochoty na rośnięcie małego człowieka w moim brzuchu, nie mam ochoty przez niego tyć, nabawiać się rozstępów czy też rezygnować z wielu rzeczy dla niego. Facet przez 9 miesięcy jest z boku, nawet jak będzie się bardzo starał, pomagał w porządkach, wyręczał żonę, zmieniał pieluchy potem i tak dalej to jednak ona rodzi i to jest ból, wiele kobiet jest szczerych i mówią, że to gówno prawda, że jak zobaczysz maleństwo to zapominasz o bólu - nie zapominasz. A jeśli jest cesarka to wcale nie jest lżej. Przeszłam laparotomię - pół roku dochodziłam do siebie, a z wielu rzeczy typu sport, praca wysiłkowa, musiałam sobie odpuścić. Facet wychodzi z domu, a matka zostaje z dzieckiem, każdy płacz, pielucha, ząbek, gorączka - wszystko w większości spada na nią. Bo mąż 8 h w pracy. I powtórzę, nawet nie ważne jakby się starał to i tak to jest za mało. Znam blogowe dwie mamy, które żałują, że mają dziecko bo jest to ciężkie i nie zdawały sobie sprawy z tego, mimo kochających mężów są wykończone. Nie są to jakieś sławne blogerki, które zarabiają na blogu pisząc nie wiadomo co. A zwykłe kobiety. A jak chcesz poczuć się jak kobieta rodząca to gdzieś prowadzili eksperymenty, podobno mężczyzna nie zniósłby bólu porodowego.

      A i jeszcze jedno. JA NIE ŻYJE W AFRYCE i inne kultury nie bardzo mnie obchodzą. Nie widzę sensu porównywania kobiet afrykańskich, które mają po 10 dzieci. Równie dobrze zdradę można by tłumaczyć tym, że w innej kulturze mężczyzna ma kilka żon.

      Usuń
    4. Ciąg dalszy bo się nie zmieściło

      Skarżysz się na laparotomię ? Nie znam Twojej historii ale rzadko się zdarza aby ktoś mniej inwazyjną technikę operacyjną nisko oceniał. Mnie cięli po prostu skalpelem mimo że też wchodziło w grę zastosowania metody laparoskopowej. Jeszcze taka niezbyt wygodna do życia okolica bo pachwina. Też co najmniej 3 miesiące bez sportu(biegam maratony). Znam ten "ból". Co do bólu jako przykrego i negatywnego wrażenia zmysłowego i emocjonalnego, powstającego pod wpływem bodźców uszkadzających tkankę lub zagrażających ich uszkodzeniem powiedzieć należy ,że ból jest zawsze subiektywny. To czego nie wytrzymujesz Ty np 5 sekund z dłonią nad palnikiem gazowym ja mogę iść o zakład że trzymać będę i 20 sekund. Może to wynikać z kwestii wysokiego progu bólu albo mojej motywacji żeby pokazać Ci że jestem lepszy. Wobec powyższego uważam że jest generalizowaniem że mężczyzna nie zniósłby bólu porodowego. Ból jest ciągle niezbadanym rejonem medycyny, tworzy się coraz to nowsze i doskonalsze skale które mogą próbować zobrazować nasze odczuwanie bólu. Ale że jesteśmy tak różni to z góry mimo najszczerszych chęci badaczy jest to skazane na porażkę.
      Twój zwrot na temat tego że NIE ŻYJESZ W AFRYCE i nie bardzo obchodzą Cię inne kultury utwierdza mnie w przekonaniu o tym iż stąpasz po tej ziemi z jakimś krzyżem swojego życia. Ciężkim krzyżem. Wszystkiego dobrego jakkolwiek masz na imię N.

      Usuń
  18. ja bardzo lubię słodkie i ładne dzieci i sama chcę w przyszłosci, nawet niedalekiej, mieć dziecko. Ale są typy dzieci których nie cierpię i ostatnio w pracy mam duzo okazji do obserwacji takich dzieci. Kiedy to wparowuja mi do ksiegarni, niszcza wszystko, dotykaja, zrzucają, a matka tlyko sie glupio usmiecha i mowi "skarbie, nie wolno tak", albo stoi u mnie przy kasie i nawet nie patrzac na dziecko jednostajnym glosem mówi "nie wolno *tu wstaw imię*", normalnie wtedy mam ochotę zabić takiego dziecko, które nie szanuje w ogołe mojej pracy/Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tej sprawiedliwości na pierwszy rzut oka nie sposób się doszukać. Kobiety od zawsze rodziły ,mężczyźni ginęli w wojnach. Uważam że to niesprawiedliwe i myślę że nie chciałbym aby ten ktoś obok "ta" musiała cierpieć aż takie katusze. Pracuję z cierpieniem ,widuje początki i końce . Co do tego "poczujesz" ja nie poczuję nigdy tak jak Ty czy Wy wiem jednak to że hormony robią wielką robotę. Być naocznym świadkiem tysiąca zmian nastrojów pierworódki czy wieloródki w ciągu 12 h dyżuru. Kocham Cię i spierdalaj, co Ty mi zrobiłeś ,chodź tu. Kobiety tak reagują na ból nie tylko ze względu na sam fakt bólu ale i na wulkany hormonów wydzielanych w czasie tego wydarzenia. My jak sobie coś zrobimy to sobie pokurwujemy przez zęby czasem i łezka do oka zleci. Chorujesz masz takie doświadczenia i basta! Nikt Cię nie zmusi do zmiany zdania na ten temat. Zgadzam się z Tobą że choćbyśmy jak byli obok to nie zniesiemy wielu rzeczy za Was. Płaczu gorączki brudnych pieluch i 10 kilo nadwagi. Mimo tego jak pewnie widzisz w swoim otoczeniu rodzinie bliższej czy dalszej nikt się tym nie przejmuje. Może to kwestia wyniesiona z domu? Oczekiwania i naciski rodziny? Jeśli zapytasz ludzi starszych z roczników przedwojennych. Po co i dlaczego dzieci kiedy wojna głód i bieda. Mnie odpowiadali zwykle że dzieci to bogactwo,będzie miał kto się nimi zajmować na starość, to przyszłość naszego kraju . Drugi przykład który wymieniłem jest dosłownie "interesowny". Takie zabezpieczenie na przyszłość. Teraz jest inaczej bo ludzie emigrują ze wsi do miast ludzie stają się kosmopolitami . Mają czas na wszystko i mają wszystko. Szerzy się choroba XXI wieku odjutronizm. Bycie matkami chyba przestało być trendy skoro nawet polityka miesza się i prowadzić próbuje (może jeszcze nieudolnie) politykę pronatalistyczną. Można by wysnuć smutny ale prawdziwy wniosek że tak jak rodzimy się w samotności tak i umrzemy w samotności mimo tego że stać obok nas będzie cała rodzina. To jak wszystko...to Twój wybór jak chcesz przeżyć swoje życie. Co do cesarki to zwykły zabieg chirurgiczny gdyby nie fakt że wymaga założenia wielu szwów wewnątrz i zewnątrz mógłby być obsługiwany w ramach "chirurgii jednego dnia" rano przychodzisz wieczorem wracasz do własnego domu. Jedynymi uniedogodnieniami jest choć to kwestia względna wykonanie znieczulenia podpajęczynówkowego. Potem kompletnie nie czujemy co dzieje się poniżej pępka. Miałem możność doświadczyć tego rodzaju znieczulenia i każdej przyszłej matce śmiało zarekomendować! Dziwne wrażenie robią nogi których przez najbliższe 8-12 godzin po zabiegu jesteśmy właścicielami ale nie zarządzamy nimi :). Tyle z ogólnych niedogodności zabiegu cesarskiego cięcia.

      Usuń
  19. Słusznie, dzieci są przerażające. Mówię Ci to jako matka, która przebywa z dzieckiem sam na sam. Takie to to ma pomysły, że nie raz idzie walić głową w mur.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jakbym czytała o sobie. Różnica jest taka, że ja kiedyś chciałam mieć dzieci, szalałam na tym punkcie i mówiłam, że muszę być młodą mamą, rodzinę chcę założyć już - teraz - zaraz. I potem bum, wszystko pękło jak bańka mydlana. Im jestem starsza tym bardziej nie chcę mieć dzieci, drażnią mnie, przeszkadzają. Z czasem może mi to przejdzie, ale na chwilę obecną nie chcę - nie jestem gotowa na porzucenie dotychczasowego życia, luzu i braku odpowiedzialności za małą, wrzeszczącą pierdołę :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie każdy nadaje się na rodzica, co nie zmienia sytuacji, że nawet tacy ludzie mogą sobie produkować tych dzieci tyle, ile tylko sobie zamarzą, ewentualnie ile ich żona zdoła urodzić i nie zwariować. Na szczęście żyjemy w czasach, gdzie ludzie decydują się na pierwsze dziecko o okolicach 30tki więc masz sporo czasu, a poza tym... nic na siłę. Bo po co robić coś, by spełniać narzucone przez społeczeństwo normy?
    Co się zaś samych dzieci tyczy, to ostatnio często prowadziłem im zajęcia taneczne. Przedszkolakom i tym trochę starszym też. I czasami naprawdę był pogrom, że miałem ochotę ich pozaklejać taśmą klejącą, a czasami była świetna zabawa... :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Zdecydowanie lepiej dogaduje się ze zwierzętami <3

    OdpowiedzUsuń
  23. 90% tego co napisałaś jest również w mojej głowie
    tylko, że ja chciałabym mieć w przyszłości (na razie odległej) dzieci, nie jakieś dzieci w ogóle tylko moje i B.
    jednocześnie ciąża, poród i cała reszta jawią mi się jako największy koszmar, mimo to podejrzewam, że kiedyś się zdecyduję
    a dzieci nie znoszę i to się na pewno nie zmieni (ew. jeśli jakieś znam i są w porządku to ujdą:D) wiem jednak, że swoje własne to zupełnie co innego

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja jestem z całkiem innego "obozu" bo nigdy nie wyobrażałam sobie nie bycia kiedyś mamą :) ale każdy ma inaczej i szanuję Twoją decyzję. Cóż... skoro nie czujesz się na to gotowa i nie chcesz to dobrze, że mówisz o tym glośno a nie udajesz, że jest inaczej :) bo moja przyjaciółka nie wie o dzieciach nic, nie lubi ich, ale stara się zajść w ciążę żeby zadowolić teściową...

    OdpowiedzUsuń
  25. Macierzyństwo to dla mnie obcy temat, może kiedyś chciałam mieć dziecko rodzinę teraz z wiekiem coraz mniej

    OdpowiedzUsuń
  26. mam trochę podobnie jak Ty, też boję się ojcostwa, martwią mnie brak czasu i zwiększenie odpowiedzialności za nową istotę, ale cóż do mnie powoli dociera, że nie mogę w nieskończoność odkładać ojcostwa w czasie

    OdpowiedzUsuń
  27. Coś o tym wiem ;p może kiedyś przyjdzie ten czas a jak nie to trudno :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja bym właśnie chciała mieć dzieci. W moim otoczeniu jest ich mnóstwo (niezmiennie odkąd skończyłam 14 lat, ktoś w pobliżu ma małe dziecko xD) i może przez to jakoś przywykłam, zaczęłam nawet lubić.
    Ty chociaż mówisz wprost, co Ci leży na wątrobie, a niektórzy nie potrafią się przyznać do tego strachu i upierają się, że nie lubią dzieci BO NIE LUBIĄ i tyle. Zero konkretów.
    Mimo, że sama widzę siebie w roli matki za kilka lat, to nie krytykuję i potrafię zrozumieć osoby, które tak jak TY - nie czują tego powołania. Sama momentami czuję się rozdarta, bo z jednej strony człowiek ma tyle rzeczy do zrobienia - kariera, awanse, zabawa, a z drugiej - czas ucieka. ;/
    Kiedyś ktoś powiedział, że odpowiednia chwila na dziecko, nie nadejdzie nigdy, bo zawsze będzie coś innego do zrobienia. Ludzie mają różne życiowe priorytety i chyba najważniejsze, żeby to szanować, a nie suszyć głowę tekstami typu KIEDYŚ CI SIĘ ODMIENI - NA PEWNO!!! :D Mam jednak nadzieję, że nie będziesz rzygać tęczą, gdy kiedyś kieeeeeedyś zdarzy mi się wspomnieć na moim blogu o brzuszku itp. xD

    OdpowiedzUsuń
  29. TAK - u nas w Polszy pojawiła się ostatnio brzoskwiniowa Fanta i jest mniami.
    A co do pożaru to ucierpiała kuchnia, najbardziej piekarnik i ściany. Trochę ja - szkło w dziwnych miejscach i szok wraz ze smolistym kaszlem. Ale generalnie wszystko pod kontrolą, już powoli nie ma śladu. xoxo

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedyś myślałam identycznie jak Ty, ale odkąd mam chłopaka moje podejście do tego całkowicie się zmieniło. Chcę mieć w przyszłości dzieci, często nawet o tym rozmawiamy i mamy na myśli raczej niedaleką przyszłość. Nie ma nic złego w tym, że nie chcesz mieć dzieci, nie każdy musi je chcieć, a czasy na szczęście się zmieniają, więc coraz rzadziej ludzie krzywo patrzą na kobiety, które nie chcą mieć dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  31. W dużej mierze mam podobnie. Dzieckiem trzeba umieć się zająć i je dobrze wychować, do czego jestem w tej chwili absolutnie nieprzygotowana i na pewno prędko nie będę. A nie powinno się decydować na potomstwo, jeśli nie jest się w stanie zadbać o jego rozwój i potrzeby (patrz: "kacperku tak nie wolno"). Obrzydza mnie ciąża. Przepraszam, ale tak jest. Jak trafię przypadkiem na zdjęcie wielkiego nagiego brzucha, którym właścicielka obnosi się z dumą to mam ochotę wyjść z internetu. Jak myślę o rozstępach, nieprzespanych nocach i kupach to wiem, że nie chce się w to pakować w najbliższej przyszłości.
    Nie wiem czy chciałabym mieć kiedyś swoje dzieci. Jeżeli (!) będę miała stabilny związek, stałe źródło dochodów i pewność, że to na pewno ten czas, to tak. Tylko że zwykle, gdy myślę o swojej przyszłości nie widzę w niej ani męża, ani dziecka. Chyba muszę poczekać i niczego nie brać za pewnik.

    OdpowiedzUsuń
  32. Bycie matką - cudowne i wyjątkowe uczucie, wierz mi bądź nie;-)
    www.sercabiciem.blogujaca.pl

    OdpowiedzUsuń
  33. Też się bałam, ale kiedy po ponad 15 latach rodzice mi zrobili niespodziankę jaka był mój braciszek, tak dzieci uwielbiam! Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Na tę chwilę nie myślę o macierzyństwie, jest wiele czynników,które skutecznie mnie "odstraszają".
    Miałam podobne odczucia co Ty, ale od kiedy zostałam ciocią moje nastawienie zmieniło się o 180 stopni :D (instrukcja obsługi nie jest taka skomplikowana jak się wydaje xd).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin