środa, 14 grudnia 2016

Maltańskie refleksje


Pojutrze mija 8 miesięcy odkąd po raz pierwszy moja stopa stanęła na tej wysepce. Plan maltański obejmuje okres do końca czerwca. Dawno przyzwyczaiłam się do myśli, że dopiero od niedawna jestem na Malcie, że do celu jeszcze daleko. Nagle okazało się, że jest zdecydowanie bliżej, niż dalej. Oczywiście mogłabym teraz słuchać Kaloryfera i martwić się przemijaniem (co też trochę nie pasuje, bo tutaj nie ma centralnego ogrzewania), ale wolę półhedonistycznie, półstoicko celebrować świadomość, że zbliża się fantastyczna podróż.


grudzień

Malta od początku miała być drogą, która zawiedzie mnie (nas) do Nowej Zelandii. Etapem, podczas którego będziemy odkładać pieniądze. Środkiem, który pozwoli nie pracować przez ładnych parę miesięcy... A na dodatek sam w sobie będzie przygodą. Gdy tylko tu trafiłam, dałam się ponieść ogromowi wrażeń, pięknych widoków, palącemu słońcu. Znaleźliśmy pracę i mieszkanie, wszystko zaczęło się kręcić. Było super, jeśli pisałam post na blogu albo wiadomość na messengerze to o tym, jak to na Malcie jest super i jakie życie jest piękne. Nawet zdusiłam w zarodku ból dupy, że są wakacje, standardowy czas na podróż i relaks, a ja dzień w dzień zapierdzielam do późna w pracy. Przecież i tak było fajnie. To superoptymistyczne flow nie mogło jednak trwać w nieskończoność i wraz z nadejściem jesieni (czyli... mniej więcej w listopadzie) zaczęły się smuty. Miał być klasyk, zgniłe liście, szaruga, plucha, kubek gorącego kakao, parapet, gruby sweter i chandra. Było tak, że tu dalej w ciągu dnia można było chodzić w szortach, tylko czasem wiało, albo padało. Większość drzew jest zimozielona. Z gałęzi dyndają dojrzewające pomarańcze. Tu nawet nie ma jak wpaść w depresję, cały czas jest pięknie! Letni zgiełk turystyczny nieco się uspokoił i pojawił się czas na rozmyślania. Właśnie. Nie chodzi o to, że coś się faktycznie zmieniło. Wręcz przeciwnie.

witamy w świątecznej Valletcie

Malta po prostu okazała się być nudna jak psia dupa. Tu nie ma absolutnie nic do roboty. Zdałam sobie z tego sprawę jadąc do Polski i Francji, o czym wspominałam niedawno. Ostatnio jednak skupiłam się na wadach wielkomiejskiego, paryskiego oraz warszawskiego, hajlajfu. Ciężko jednak ukryć, że trochę za tym tęsknię. Brakuje mi różnorodności knajp, mnogości browarów, znajomych, wyboru towarów w sklepach. Malta jest bardzo ograniczona pod tymi względami. Jak już objedziesz wszystkie interesujące/ładne miejsca na wyspie, naoglądasz się widoczków i poleżysz na plażach, porządnie zaliczysz Gozo i pójdziesz parę razy do fajnych knajp to nagle okazuje się, że chcesz iść dalej, przeżyć więcej, ale dosłownie nie możesz, bo tkwisz na środku morza. Odkąd przeprowadziłam się do Paryża 5 lat temu i w konsekwencji zaczęłam jeździć, najpierw ostrożnie, potem w coraz większe podróże, nie zatrzymywałam się. Co parę tygodni była wycieczka z Francji do Polski, co kilka miesięcy autostopowanie w różne miejsca. Z Malty mogę sobie popłynąć stateczkiem na inną wyspę, żeby wieczorem wrócić. Mogę też ogarnąć prom na Sycylię, ale to jakieś poważne przedsięwzięcie. Utknęłam. A podróż zacznie się dopiero w czerwcu.

choinka ze szkła (Mdina glass)

Dużo czytam. Ostatnio trafiła mi w ręce książka, której może poświęcę osobny artykuł, gdy już z nią skończę. Autor pozwolił rozwinąć się świadomości, która gdzieś przysnęła pod natłokiem bezsensownej jesiennej melancholii. Skup się na teraźniejszości. Absolutnie nie mam na co narzekać, wiedzie mi się dobrze. Zarabiam, odkładam. Zapisałam się na siłownię. Jem Staram się jeść dobre rzeczy. Maluję. Piszę. Przeżywam. Cieszę się wieczorami spędzanymi na dworze mając na sobie skórzaną kurtkę. W połowie grudnia. Czerwiec się zbliża... Ale nie pomagam mu. Wiem, że i tak nadejdzie szybciej, niż się spodziewam, skoro nie wiedzieć kiedy minęło 8 miesięcy na Malcie.

Wyszło nostalgicznie i jesiennie, a mi się naprawdę życie coraz bardziej ostatnio podoba. Polecam.

16 komentarzy:

  1. Depresji to się można nabawić patrząc na to pierwsze zdjęcie -_- Pozdrawiam z zimnego, zabijającego smogiem Krakowa, w którym na drzewach nie wiszą pomarańcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo w Krakowie to od jakiś dwóch lat istna porażka ze smogiem :/

      Z drugiej strony byłem na Malcie i faktycznie nie ma tam co robić. Ludzie mi się też tam wydawali jacyś sztuczni, nie wie - ale i tak fajnie było ;-)

      Usuń
  2. Na prawdę przez chwile myślałem, że zaczniesz tu głębokie filozoficzne wynurzenia o sensie istnienia ... ale na szczęście wszystko z Tobą w normie :D

    Masz jeszcze sporo czasu, to prawda ... pół roku ... ale cóż jest to pół roku w porównaniu z tymi ośmioma miesiącami których nawet "nie zauważyłaś" ;)

    Ciesze się, że Ty cieszysz się życiem i czekam na opowieść o Twojej wielkiej podróży! Kiedy zdradzisz rąbek tajemnicy nowych podróżniczych planów?

    OdpowiedzUsuń
  3. No przyznaję, że zrobiło się trochę nostalgicznie. Widać, Malta nie jest taka idealna i po iluś tam miesiącach zwyczajnie się nudzi. Czas w sumie szybko leci, więc pewnie te pół roku też szybko miną, ale grunt, że tak jak napisałaś, dobrze się tam czujesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. wiesz jak to mówią, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.. ja np w tym momencie oddałabym nerkę za wakacje na Malcie :D a tak serio, to nie da się tak chyba, albo ja jeszcze nie poznałam przepisy, żeby tak ciągle fajerwerki i jednorożce. to też stałoby się z czasem nudne, tak jak chwilowo Malta dla Ciebie.
    życzę Ci, żeby ta deprecha Ci szybko minęła, wyrzuć nostalgię i ciesz się Maltą, skoro jeszcze tylko taką chwilkę tam spędzisz! :)

    pozdro :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm... jak pisałaś kiedyś o maltańskich mieszkańcach, to wspominałaś, że oni mówili o Malcie jak o takim więzieniu jakby. Że na początku jest super hiper, a potem nuda, brak perspektyw, nie ma co robi itd. Może Ciebie to właśnie teraz dopada po prostu?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak już czerwiec nadejdzie to odbijesz sobie ten brak nowych wrażeń z nawiązką! ❤️

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ten czas szybko leci...

    OdpowiedzUsuń
  8. to prawda, czas pędzi jak szalony dlatego warto zawsze korzystać z 'tu i teraz'
    z tego co piszesz Twoja teraźniejszość wygląda naprawdę pięknie, aż sobie ją żywo wyobraziłam czytając:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie dziwie Ci się, że po jakimś czasie Malta nieco się znudziła. Rzeczywiście daleko jej do różnorodności pod wieloma względami. Ale skoro przynajmniej na razie cały czas dość dobrze się tam czujesz to chyba ok :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ale to jest zabawne, że osbie tak latasz na luzaka w grudniu, jka ja bym chciała założyć szorty, albo rpzynjamniej nie zakąłdac grubaśnej kurtki w której wyglądam jka królowa pączków ;DD;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zanim zdążysz się obrócić będziecie opuszczać Maltę! Czas leci jak szalony, momentami mam wrażenie, że za szybko, że coś umyka.
    Zazdroszczę pogody, ja się boję nawet za okno spojrzeć, a co dopiero wyjść na zewnątrz! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Każde miejsce na świecie ma jakieś wady, jak widać nawet Malta :D Co do Nowej Zelandii to i ja aspiruję, by się tam kiedyś wybrać :) Zaraz obok Islandii to miejsce, o którym marzę, tak bardzo odcięte od wielkiej cywilizacji :D

    OdpowiedzUsuń
  13. To już 8 m-cy minęło?? :O

    OdpowiedzUsuń
  14. Czas leci bardzo szybko. I tak naprawdę nigdy nie wiemy, co nam życie przyniesie. Zmieniamy się cały czas, zmieniają się nasze potrzeby i cele. Normalność :) a Nowa Zelandia, to niezły cel :D podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze brzmi ta Nowa Zelandia i dobrze brzmi to, co piszesz - są czasem takie okresy w życiu, w których po prostu trzeba się okopać. Po wszystkim się okaże, że to jeden z najpiękniejszych okresów ever, korzystaj. :)

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin