środa, 1 lutego 2017

Jak poderwać kelnerkę?


Biegam z tacą. Upał, pot, rozwiany włos. Albo przeciwnie - zimny dzień, za duża koszula, brzydki fartuch, zaczerwieniony nos i policzki. Klienci czasem traktują mnie jak powietrze, czasem jak niewolnika, czasem jak człowieka. Zdarzają się jednak przypadki, które obierają mnie za cel swojego podrywu. Kiedyś opisałam kilka paryskich przypadków typiarzy z syndromem Johnny'ego Bravo. Dziś przytoczę sytuacje, które zdarzyły się w restauracji na Malcie. Enjoy.


Ty pytasz, ja pukam
Gdy akurat zajmowałam się czymś innym, niż obsługiwaniem ludzi, podszedł do mnie koleś, który gościł przy jednym ze stolików. Przyszedł z kumplem na lunch. Z lekką żenadą poinformował mnie, że jego kolega uważa, że jestem ładna. Może zechciałabym dać mu numer? Zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi, przecież nie jesteśmy już w podstawówce. Nie mogłam powstrzymać się przed zerknięciem na owego typa. Siedział przy stoliku i próbował zachowywać się najnormalniej na świecie nad swoim niedopitym browarem. Grzecznie odmówiłam.

Creep alert
W tajemniczym folderze 'inne' na facebooku pojawiła się wiadomość.
Cześć, (...) nie wiem, czy mnie kojarzysz, zamówiłem dziś glass of rosé (...) jesteś bardzo ładna (...) może się umówimy (...) długo mi zajęło odszukanie cię (...)
Jesus Fucking Christ.
Po pierwsze, ciężko nie kojarzyć typa, który przychodzi samotnie do knajpy i przez godzinę kontempluje kieliszek różowego wina. Czy ktokolwiek w ogóle widział mężczyznę zamawiającego rosé? Uśmiałam się w duchu, ale moje rozbawienie szybko ustąpiło miejsca poczuciu narastającego niepokoju. Ten typ nie miał żadnych informacji na mój temat, nawet imienia, a ja na facebooku nie ogłaszam na prawo i lewo, gdzie pracuję, nie jestem osobą publiczną. On jednak odszukał mój prywatny profil i na dodatek pochwalił się, że to nie było łatwe. Włączyły mi się wszystkie możliwe czerwone lampki. Nie rozumiem, jakim cudem ci kolesie myślą, że takie zachowanie jest normalne, co więcej pożądane i atrakcyjne. Jak widzę coś takiego, to mam ochotę zniknąć z internetu i wyjechać do dżungli, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Zablokowałam amanta.

Bezkontaktowy
Siedział sobie taki smutas i pił whisky. Poprosił o rachunek. Zostawił pieniądze na stoliku i się oddalił. Przyjmowałam akurat od kogoś zamówienie, więc inny kelner wziął tamten hajs, żeby go jakiś przechodzień nie zwinął. Znalezisko wywołało ogólne rozbawienie i konsternację. Na rachunku zapisany był numer telefonu i imię, nagłówek to the girl, who works here oraz informacja, że już któryś raz mnie tu widzi i że chętnie by się ze mną umówił. Żeby było śmieszniej, liścik ten został znaleziony oraz dostarczony mi przez mojego faceta.

Wnioski? Faceci czasem się zachowują, jakby chcieli, a nie mogli. Boją się podejść i porozmawiać, więc wysyłają kolegę albo zostawiają numer na karteczce. Czy świat słyszał o przypadku, żeby dziewczyna pod taki podrzucony numer zadzwoniła? Wątpię. To trochę jak z załatwianiem spraw, których tak naprawdę nie chcesz załatwić. Szukanie pracy, bo mama każe, albo potyczki z dziekanatem. Musisz się skontaktować z uczelnią lub potencjalnym pracodawcą. Masz do wyboru adres e-mail albo numer telefonu. W sumie wiesz, że powinieneś zadzwonić, ale boisz się gadać z obcymi ludźmi przez telefon, więc napiszesz maila. Pewnie nie odpiszą, ale chociaż masz czyste sumienie, bo coś zrobiłeś. Nie udało mi się poderwać laski, no ale przecież zostawiłem jej numer. Przecież wytropiłem ją na fejsie. Przecież zapytałem przez kumpla, czy się ze mną umówi. No to o co chodzi? Chyba nie mam szczęścia do dziewczyn. Ale chociaż próbowałem.

Teraz czas na zupełnie inny kaliber, czyli...
Francuski klasyk
Kolejny samotnik. Wysoki, przystojny, elegancki. Po paru wypowiedzianych przez niego słowach zorientowałam się, że to Francuz. Stwierdziłam, że akurat mam ochotę poględzić w tym języku. Nie było dużego ruchu, więc spędziłam trochę czasu gadając z nim o życiu na Malcie (właśnie się wprowadził), o pracy, cenach i o dupie Maryni. Na koniec swojej wizyty podszedł w okolice baru, gdzie akurat się krzątałam. Nagle włączył cały swój urok osobisty, zbliżył się do mnie na odległość paru centymetrów, spojrzał mi prosto w oczy (prześwietlił mnie swoim jasnoniebieskim spojrzeniem, niczym Dumbledore) i zapytał, czy kogoś mam. Ledwie zdążyłam wydukać, że tak, owszem, facet zniknął jak kamfora. Nawet nie widziałam, w którą stronę poszedł.
 
Jestem zagranico, nikt mnie nie rozumie
Czteroosobowa ekipa zamawia kawę. Mam podejrzenie, z jakiego kraju pochodzą, ale nie mogę  potwierdzić, bo nieszczególnie komunikują się między sobą podczas zamawiania. Wybrali, dziękuję, zaraz przyniosę. W tym momencie jeden z facetów mówi zadowolony do kumpla po polsku fajna ta kelnerka, c'nie? Posłałam mu takie spojrzenie, że do końca swojej wizyty zastanawiał się, czy zrozumiałam, ale bał się zapytać.

Ostatnia historia nieco różni się tematem od pozostałych, ale i tak zarzucę.
Biało-czerwoni górą
Podeszłam do stolika zajmowanego przez parkę ludzi w moim wieku i zapytałam, czy są ready to order. Zgodnie z prawem szariatu Z jakiegoś powodu zamówienie od początku do końca złożył mężczyzna, dziewczyna się w ogóle nie odezwała. Cóż, niektórzy są nieśmiali albo niepewnie czują się ze swoim angielskim. Wymieniliśmy grzeczności, odwróciłam się i podreptałam w kierunku baru, a laska zasyczała do swojego chłopaka Już myślałam, że się ślinisz do tej pani! Odparł: Ja jestem po prostu uprzejmy. Z jakąś dziwną satysfakcją i rozbawieniem ukryłam fakt, że jestem Polką.
 
Jak macie jakieś śmieszne (lub nieśmieszne) historie o podrywaniu, to chętnie poczytam. Jak macie jakieś nieśmieszne (lub śmieszne) historie o czymś innym, to też.

39 komentarzy:

  1. Stalkowanie na fb - to jest dość straszne, ale prawdziwe, że da się znaleźć ludzi na social mediach bez większego wysiłku. Niby to ułatwia życie, gdy potrzeba się z kimś skontaktować, a z drugiej strony - jak w twoim przypadku - jest w tym coś strasznego.
    W moim życiu wiecznie zdarzają się tragikomiczne historie - choć niekoniecznie związane z podrywaniem. Prędzej mają związek z wrodzoną niezdarnością. Na przykład ostatnio między wykładami byłam w sklepie z koleżanką. Otworzyłam lodówkę z napojami, a gdy się to zrobi, to nie można przejść ponieważ przejście jest zbyt wąskie. W związku z tym zatamowałam ruch. Wyciągając butelkę coli na ziemię spadł pasek z cenami. Niezdarnie - obładowana torbą i colą - podniosłam to. W tym czasie koleżanka trzymała drzwi i przepraszała jakiegoś faceta za to, że nie może przejść. W stresie chciałam ten pasek zamontować tak, jak - wydawało mi się - że był wcześniej, a było to skrajnie niemożliwe. Przy okazji omal znowu nie wypadł mi z rąk, więc suma summarum tylko położyłam na krawędzi półeczki. Zamknęłyśmy lodówkę, odwróciłam się na pięcie, a za nami słyszę roześmiany głos "Niech żyje zgrabność". No taka moja dola.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden przypadek - rudy chłopaczek z pociągu. Jeździliśmy codziennie, on zawsze ze słuchawkami na uszach, nigdy do nikogo się nie odezwał, zapamiętałam go przez te włosy :P Wysłał mi zaproszenie do znajomych na fb. Skąd miał moje dane? Nosiłam identyfikator do szkoły na szyi, więc może to... Nie przyjęłam, to było żałosne, nigdy się do mnie nie odezwał :P Do dzisiaj się nie odezwał...
    Przygoda już studencka - napisałam na grupie mojego uniwerku z pytaniem o fajne kluby, gdzie grają rocka, i on do mnie napisał, niby tam coś mi polecając, ale widać było że się nie zna, pisał że ma mało znajomych na studiach i chciałby kogoś poznać. Z jednej strony rozumiem, nie mógł mnie inaczej poznać niż przez fb, ale z drugiej strony nie ufam już takim znajomościom. Nie spotkałam się z nim nigdy. Zapomniałam :P Był za mało zajmującym człowiekiem, stanowczo.
    Ale moją przyjaciółkę kiedyś chłopak zaczepił normalnie w Biedronce :D Da się podejść osobiście, naprawdę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi kiedyś koleś położył na stoliku w restauracji karteczkę ze swoimi namiarami na fejsa... Była to na tyle niecodzienna sytuacja, że prawie bym odpisała biedakowi, ale okazał się obcokrajowcem, a mój angielski jest bardzo nie ten teges :D W filmach to zawsze jest bardziej romantyczne, ale w życiu chyba się jednak oczekuje, że gość będzie miał dość odwagi żeby chociaż słowo do ciebie powiedzieć.
    Swoją drogą, bycie kelnerką na Malcie z taką znajomością języków to świetny sposób na szpiegowanie ludzi :D Chyba mało kto podejrzewa, że na takiej wyspie na stałe pracuje Polka. Dziwne, ze większych głupot nie usłyszałaś od naszych rodaków :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dżizas, skąd się biorą tacy ludzie. XD Masakra.
    Kurczę w obecnej chwili żadna taka sytuacja mi do głowy nie przychodzi, ale jestem nawet bardziej niż pewna, że jakiś taki typek kiedyś mi się gdzieś nawinął. :P

    OdpowiedzUsuń
  5. na basenie się takie historie nie zdażają, chociaz ostatnio słyszałam ciekawą historię. moja koleżanka ratowniczka oświadczyła mi, że podobam się jej dentyście (50+), który powiedział jej że mam "fajne zderzaki", kiedy ta siedziała u niego na fotelu. to jest dopiero ciekawe. XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobra, moja ulubiona historia, choć mam wrażenie, że kiedyś ją już sprzedałam. Siedzimy sobie międzynarodowym gronem w mojej ulubionej praskiej melinie (bez kitu, inaczej się tego opisać nie da, ale klimat najlepszy na świecie) i nasz kolega Francuz strasznie narzeka na życie w Danii i Duńczyków. Jako że zawsze dużo się rozglądam, zauważyłam że gapi się na nas koleś siedzący przy stoliku obok. Mój mózg wpadł w panikę, bo pomyślałam, że to jakiś nieszczęsny Duńczyk, który zaraz postanowi nam wklepać w imieniu swojego narodu (byłam już po paru piwach, okej?). W pewnym momencie stwierdziliśmy, że wychodzimy - nieznajomy podrywa się i biegnie do mojej koleżanki, wręcza jej kartkę, odwraca się i... zauważa mnie. Wraca do koleżanki, wyjmuje jej kartkę z ręki, wciska mnie i mówi "dzwoń o każdej porze". Kurtyna.
    Być może trochę jesteśmy podobne, ale bez przesady. Za tę żenującą sytuację chciałam się zrewanżować wrzucając numer na sporą grupę na fb i prosząc o dzwonienie "o każdej porze dnia i nocy". Ale postanowiłam oszczędzić chłopaka xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Padłam ;-) Nie ma to jak wtopa w wielkim stylu ;-D

      Usuń
  7. Hehe;p Można się było uśmiać.
    Ja to nie miałam takich przygód i chyba jestem z tego powodu zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  8. W wakacje 2015 pracowałam na sezonie w mmiejscowosci nadmorskiej pod Kołobrzegiem. Byłam barmanką, więc przyjmowałam zamówienia, robiłam drinki, i takie tam. Jeden z drinków nazywał się pocałunek blondynki. Ja akurat blondynką nie jestem, mam ciemnobrązowe włosy, więc oczywiście najczestszym tekstem było "a można zamówić pocałunek brunetki? " zakończony oczywiscie wymownym spojrzeniem i żenującym uśmiechem podrywacza :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę że poszłaś tropem który ostatnio Ci troszkę podrzuciłem z tym podrywaniem kelnerek :D ale Ci do tego że gościu Cię znalazł na fejsie, to Ci powiem że nie ma sie czego bać, gościu po prostu był bystry i potrafił wykorzystać jakiś szczegół, na dobrą sprawę każdy by mógł to zrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tytuł chyba powinien brzmieć "jak nie podrywać kelnerek" ;)
    W sumie to chyba powinnaś się cieszyć, że masz powodzenie u mężczyzn, skoro aż tyle sytuacji Ci się przydarzyło :) Mnie się wydaje, że Ci mężczyźni byli po prostu Tobą onieśmieleni, że bali się zagadać wprost :) Cóż, mężczyźni dzisiaj już nie są tacy przebojowi i odważni jak lata temu... Bo i po co? Jest Facebook, są smsy, nie trzeba zaraz gadać face to face, czy nawet przez telefon ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. haha, fajny facet, który dostarcza liscik od innego :) wyobrazam sobie Wasze miny ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oh, czasem czuję, że na ten temat mogłabym napisać książkę :D
    Najgorzej było jak pracowałam kiedyś we włoskiej restauracji, do której przychodzili głownie Włosi (bo restauracja była w Anglii) i widocznie wpadłam w oko takiemu jednemu typowi, prawdopodobnie szefowi mafii (jak wszyscy Włosi). Typ był bardzo pewny siebie i nieustannie próbował mnie obmacywać, a ja próbowałam tego uniknąć, a że nie chciałam być chamska przy moim szefie (kolejnym mafiozo), powstrzymywałam się od chamskich komentarzy. Kiedyś jednak nie wytrzymałam i dość głośno wygarnęłam typowi co sądzę o jego sposobie na podryw, czym niespodziewanie zyskałam szacunek całej załogi. A typ zdecydowanie rzadziej odwiedzał naszą restaurację.
    A na Malcie uwielbiałam kiedy do restauracji przychodzili rodacy i zawsze było tak śmiesznie, kiedy wiedziałam, że ten stolik mówi po polsku, ale rozmawialiśmy ze sobą po angielsku :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ludzie są dziwni! :D Ale się przyznam, że raz na samochodzie znalazłam kartkę z numerem i napisałam na ten numer, ale okazał się starszy ode mnie o 10 lat i już rozstał się ze swoją żoną, porównując się do niego byłam dzieckiem, to po prostu przestałam odpisywać :D
    Pisałaś u mnie na blogu o tym, że znam kilka języków, to nawet nie dwa, a cztery :D Po prostu tak już u nas jest, Polacy na Litwie znają polski oraz rosyjski, litewski jako państwowy i dodatkowo angielski, czy jakiś inny :)

    OdpowiedzUsuń
  15. odpowiadając na Twój komentarz u mnie na blogu: czyli jak będziemy mieć jakiś wnętrzarski problem, możemy się zgłosić do Ciebie :D?

    OdpowiedzUsuń
  16. hahaha, uśmiałam się!:D najlepsze z Polakami, którzy myślą, że nie rozumiesz :D ja przynosząc rachunek odezwałabym się po polsku:) miny musieliby mieć genialne!:D

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj Polacy za granicą bywają fajni ;-) Kiedyś gdzieś w Hiszpanii na obozie siedziałyśmy z koleżanką na ławeczce i kulturalnie paliłyśmy sobie papierosy tak, żeby opiekunowie nie widzieli. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiła się grupka chłopców mniej więcej w naszym wieku i słyszymy jak mówią między sobą: "Ty a może je zapytamy?" no i podchodzą do nas i nawijają po niemiecku "kajne ajnc cigareten?" - my w śmiech, a potem wytłumaczyłyśmy, że wystarczyłoby zapytać po polsku ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do podrywu ;-) To mogę podzielić się historią podrywu kasjerki (tak, tak na kasie w sklepie też może być zabawnie): Facet widać dużo starszy ode mnie nachyla się nad kasą i mówi: "Skąd oni biorą takie ładne dziewczyny?" Delikatnie się uśmiechnęłam i kasuję mu dalej zakupy, a facet mówi dalej: "Wie pani, ja jestem rzeźnikiem. Dlatego mam tak palec zawinięty (miał jakiś opatrunek na ręce), ale to nie będę pani pokazywał. Ale mogę dla pani zrobić bardzo dobrą kiełbasę! Naprawdę! To jak umówi się pani ze mną?" na grzeczne "nie dziękuję" zaczął nawijać dalej, że "mama moja na pewno będzie zadowolona jak jej przyniosę taką pyszną kiełbasę jego roboty" - w końcu sobie poszedł po kolejnej odmowie. Do dzisiaj się zastanawiam czy on tak na poważnie próbował poderwać na tą nieszczęsną kiełbasę ;-D

      Usuń
  18. Nigdy nie byłam kelnerką ale mieszkałam w restauracji (rodzina u której byłam Au Pair prowadziła restauracje ) i słyszałam od dziewczyn i nie tylko wiele ciekawych historii . Podobno standardem są chłopcy (ehem mężczyźni ) którzy przychodzą ze swoimi kobietami na kolacje a gdy one nie widzą puszczają oczka do kelnerek . Co najlepsze - Pani też potrafią się tak zachowywać. Ja jakoś nie wyobrażam sobie siebie siedzącej obok mojego lubego i puszczającej oczka do kelnera no ale kto co lubi :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Moja znajoma jest kelnerką i nieraz została ofiarą nieudanego podrywu :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Pan zamawiający Rose i Polka rozbawili mnie najbardziej ;D
    W takim zawodzie trzeba mieć stalowe nerwy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Widzę, że bycie kelnerką nie jest aż takie łatwe. :-) Uśmiałam się, czytając ten post, ale zdaję sobie sprawę, że na dłuższą metę taka praca staje się męcząca.:-) Nie dla mnie.:-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ludzie nieporadni czasami w ten sposób podrywają, pewnie nie tylko kelnerki i zapewne osiągają podobne efekty. A może jednak ktoś na taki podryw się łapie? Ludzie bywają nieprzewidywalni :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Hehe ;D I pomyśleć, że wchodząc na Twojego bloga miałam ponury nastrój (męczący dzień), a po przeczytaniu tego posta tak się rechotałam, że aż młodego obudziłam ;D

    OdpowiedzUsuń
  24. Haha uśmiałam się czytając te historię. Fajnie czasem jest udać, że się nie rozumie. Wiem to bo pracowałam za granicą jakiś czas. Czasami jest bardzo zabawnie.
    przewrotowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Panowie w kwiecie wieku są bardziej bezpośredni: zaproszenie na kawę lub lampkę wina ( tu i teraz), zaproszenie do teatru!, a w Lyonie pewien, miły zresztą, starszy pan ( no nastolatki to się mną już od dawna nie interesują) jeżdżący po parku na rowerze zaczepiał mnie kilkakrotnie, chwilkę rozmawialiśmy, opowiadał mi trochę o sobie( nie pytałam o nic) i za każdym razem chciał,mój numer telefonu. Gdy nieustająco odmawiałam stwierdził, że da mi swój. W końcu zapisałam ten numer, facet się odczepił, numer skasowałam i o wszystkim zapomniałam, aż do teraz ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. hehe fajne te historie. Ale ta z odnalezieniem Ciebie na fb faktycznie trochę mrozi krew. Ja sobie nie umiem przypomnieć takich historii. Zazwyczaj byłam oschła i oziębła przy moich pięknych koleżankach. Pewnie uchodziłam za dziwaczkę, ale plotki o podrywach i randkach, których nigdy nie było oczywiście chodziły na mój temat.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja bym się dopiero przestraszyła gdyby mnie ktoś znalazł na FB, jako że FB nigdy nie miałam :D
    Cóż mnie kiedyś zaczął wyrywać właściciel knajpy, starszy jegomość. Byłam ze znajomymi, którzy uśmiali się przednio, ale jak Pan zaczął się robić nachalny to poszliśmy w długą. Nigdy tam już nie wróciłam, a knajpa upadła.

    OdpowiedzUsuń
  28. folder inne na fb jest naprawdę czasami zaskakujący :)

    OdpowiedzUsuń
  29. ooo, mam podobną sytuację, kiedyś byłam na koncercie, wracam do domu, patrzę, a tam wiadomość w folderze Inne od kolesia, który był na tym samym koncercie, a którego nawet nie kojarzyłam, jak idę na koncert to po żeby posłuchać muzyki i dobrze się bawić, po ludziach nie patrzę, podobno wpadłam mu w oko i do mnie napisał, ale podejść nie podszedł, bo... nie. Do tej pory nie mam pojęcia jak mnie znalazł na fb, skoro wszelkie informacje mam prywatne. Ale najwidoczniej facet jak chce to potrafi ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ciekawe przygody :). Tylko ten koleś z FB tomostre przegięcie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Popatrz jakie masz powodzenie :D i to międzynarodowe :D

    OdpowiedzUsuń
  32. To, co napisałaś o creepy stalkerze z Facebooka przypomina mi tę całą modą na strony typu Spotted. Zawsze się wtedy zastanawiam, co ta osoba robiła i dlaczego po prostu nie podeszła i nie zagadała, zamiast zapamiętywać w myślach detale stroju obiektu westchnień, żeby internauci mogli go łatwiej znaleźć. Smutne to takie. Za to amant wysyłający do Ciebie poselstwo wygrał internety - zupełnie jak w podstawówce. :)
    Moja najśmieszniejsza historia okołopodrywowa to czasy studiów, kiedy pewien kolega umówił się ze mną pod pretekstem robienia projektu na studia. Wybór miejsca, w którym mielibyśmy pracować nad tym projektem zaczął od słów: "Jest tu w pobliżu taka fajna, mała kawiarenka... ale nie mam kasy więc pójdziemy do Maca!". Cóż, nawet nie proponowałam tłumaczyć, że i tak sama płacę za siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Widzę, że masz ochotę na czytanie :) Ja bym chyba nie mogła pracować w barze, właśnie ze względu na takich ludzi. Kiedy wychodzę zwyczajnie ze znajomymi na piwo, zawsze dosiada się garstka facetów. Jedni są takiego pokroju, o jakim wspomniałaś, inni są na tyle bezczelni, że mówią wprost o co im chodzi. Wiadomości na Facebooku typu : "Ładna jesteś" mam całe mnóstwo i tylko je ignoruje. Bo jeśli komuś zależy na poznaniu mnie, to nie będzie stosował takich durnych i dziecinnych zagrywek :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie nadawałabym się do pracy kelnerki :D
    http://gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja bym nie była kelnerką. Ale jako pielęgniarka też mam niezłe przeboje z facetami ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Haaah, no rozbawiłaś mnie, nie powiem. Mnie w pracy, na szczęście chyba, raczej rzadko podrywają :)

    OdpowiedzUsuń
  37. haha, najlepsze jest jak ktos mysli, ze nikt nie zna jego jezyka i mowi bez obaw a potem bach! :) jako kelnerka chyba nigdy nie byłam podrywana, ale teraz pracujac w korpo zdarza to nawet czesto ;p

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin