wtorek, 1 sierpnia 2017

Trip raport IV - Rosja cz. 2



Do gigantycznej Moskwy przyjechalismy standardowo autostopem. Jak chyba kazdy, utknelismy w slynnych korkach, ktore skradly nam na szczescie zaledwie godzine. Moskwa ma ok. 50 km dlugosci i 30 km szerokosci, a obwodnica (jedna z wielu, ta wyznaczajaca mniej wiecej granice miasta) ma 160 km dlugosci. Sporo.

Najbardziej rozpoznawalnym miejscem w Moskwie jest oczywiscie Plac Czerwony kolo Kremlu, gdzie znajdziemy Mauzoleum Lenina i slynna cerkiew. W miescie rozsianych jest Siedem Siostr, kwiatow socjalistycznej architektury, topornych palacow, na wzor ktorych zbudowany zostal prezent dla Polakow, czyli warszawski PKiN. Jedna z moskiewskich siostr miesci w sobie uniwersytet, ktory zerka na miasto ze wzgorza. W innej jest pieciogwiazdkowy Radisson, znany jako Hotel Europa, gdzie na parterze mozemy bezplatnie podziwiac fantastyczna makiete centrum miasta, cala diaporame z oswietlenie, tlem i nagranym komentarzem przyblizajacym historie miasta. Pierwszego dnia w Moskwie udalismy sie na dziesieciokilometrowy spacer, zwiedzilismy scisle centum, kawalek wybrzeza rzeki, trzy ogomne parki i wdrapalismy sie na uniwersyteckie wzgorze, a patrzac na skale Moskwy nie pokonalismy w zasadzie zadnej odlelosci. Gargantuiczne miasto.

Po Petersburgu i Moskwie najlepiej jest poruszac sie metrem. To najbardziej efektywny sposob pokonywania ogromnych odleglosci. Metro jest na zetony (w Piterze i wielu innych miastach; w Moskwie sa plastikowe karty, ale system jest ten sam). W automacie kupujemy zetony, ktore potem otwieraja bramke do metra. Na dole ruchomych schodow w budce siedzi grozna pani, ktora sledzi podglad kamer i gotowa jest zdzielic cie palka w leb, jesli sprobujesz sie nielegalnie dostac do podziemia. W autobusach tez zawsze jest szalenie niesympatyczny konduktor, ktoremu uiszcza sie oplate za przejazd w momencie wsiadania. W Rosji w zasadzie niemozliwym jest podrozowanie na gape, ale z drugiej strony nie trzeba kupowac biletow w kiosku/automacie albo przejmowac sie kanarami. Wygodne.

W Moskwie, podobnie zreszta jak w Petersburgu, czulam sie kontrolowana. Populacje policjantow liczace 50 osobikow to standard. Wchodzac do metra z plecakiem jestes zgarniany na bok, czasem do osobnego pomieszczenia, a bagaz jest poddawany prowizorycznej kontroli. Wszedzie jest mnostwo ochroniarzy i mundurowych. Przy wejsciach na dworce i do wielu innych miejsc sa bramki wykrywajace metal. Stoi sobie dwoch ochroniarzy i plotkuje. Jesli przejdziesz obok bramek, kaza ci wrocic. Bramka oczywiscie zapiszczy, bo niesiesz ze soba kilogram elektroniki, ale to nic - ochroniarze dalej sobie gawedza. Chodzi po prostu o zasady.

Klimat Moskwy mnie nie urzekl. Mnostwo perel socjalistycznej architektury, ktora boli mnie w oczy. Toporne pomniki oraz szkaradne budynki. Kazdego dnia w Moskwie odkrywalam nowa najbrzydsza budowle, jaka widzialam w zyciu. Miasto jest zbyt duze, by moc sie po nim jakos rozsadnie poruszac. Szlag mnie trafial, jak dochodzilam do jakiegos duzego skrzyzowania i okazywalo sie, ze musze nadlozyc kilometr (!) drogi, by dostac sie na druga strone, bo tam nie ma przejsc dla pieszych. Czesto przy mniejszych skrzyzowaniach przejscia sa tylko po trzech stronach. Przekraczasz wiec ulice, ktora idziesz, pokonujesz skrzyzowanie, zostajesz po, wydawaloby sie, dobrej stronie, a na kolejnych swiatlach znowu nie ma pasow tam, gdzie ty idziesz. Sa po tej stronie, ktora szedles wczesniej. Gdzie tu sens, gdzie tu logika? Parki sa zaprojektowane, pompatyczne, a fontanny graja muzyke klasyczna. Architekci wizjonerzy mieli chyba strasznie spieta dupe i za wszelka cene chcieli stworzyc cos imponujacego. Petersburg byl o wiele ciekawszy, mimo swojego przytlaczajacego vibe'u.











Rosyjska ciekawostka: w Rosji nie ma pijanych ludzi, a na pewno duzo mniej, niz w Polsce. Po moskiewskich ulicach nie przetaczaja sie stada meneli, w przeciwienstwie do warszawskich. Ludzie respektuja zakaz picia w miejscach publicznych. Te wszystkie stereotypy sa chyba po to, by sie Polacy lepiej czuli, bo ponoc Ruscy i tak pija wiecej. Najbardziej jednak zaskoczyl mnie fakt, ze w Rosji nie mozna kupic alkoholu w sklepie po 22 (w Moskwie po 23, punkty dla stolicy), chyba, ze sie wie, gdzie szukac. Od wyjazdu z Polski nie bylismy ku mojemu wielkiemu zdziwieniu w zadnym panstwie z dwudziestoczterogodzinnym dostepem do sklepowej wodki. Niektore sklepy zamieniaja sie po 22 w prowizoryczne bary, ktore sprzedaja alkohol po uprzednim otwarciu butelki. Mnostwo jest jednak innych biznesow otwartych 24/7: kawiarnie, stolowki, supermarkety i moj hit, czyli kwiaciarnie.

Inna ciekawostka - w Rosji nie ma parteru. Jak mieszkasz na pierwszym pietrze, to tak naprawde mieszkasz na drugim, bo wyjscie z budynku jest na pierwszym.

Autostop w Rosji dziala wysmienicie, a ludzie sa zyczliwi i goscinni. Raz zostalismy zaproszeni na herbatke o godzinie 22, gdy na przedmiesciach szukalismy miejsca na rozbicie namiotu. Jacys ludzie akurat wrocili z pracy, zobaczyli nas i chcieli pogadac. Jazda autostopem to czysta przyjemosc, zabieraja zarowno kierowcy samochodow osobowych jak i TIRow. Czekalismy zazwyczaj 10-15 minut, najdluzej, czyli godzine, na wylotowce z Moskwy.

Rosyjskie drogi (na zachodzie kraju) sa w wiekszosci w dobrym, nawet bardzo dobrym stanie, choc zdarzaja sie intrygujace sytuacje. Jedziesz 120 km/h przez las, nagle znikad pojawia sie ograniczenie do 30 km/h, asfalt znika niemalze calkowicie, a samochody omijaja dziury jak tylko sie da, niekoniecznie stosujac sie do ruchu prawostronnego. Po paru kilometrach wszystko wraca do normy. Po prostu mijalismy gmine, ktorej nie bylo stac na remont.


W nastepnym wpisie trzecia, ostatnia czesc wspomnien z Rosji.

7 komentarzy:

  1. Totalnie nie brzmi jak miasto idealne do życia dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Im więcej piszesz tym bardziej chcę zobaczyć Rosję, okrążając wieeelkim łukiem Moskwę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie jakoś nie ciągnie do tego kraju.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że moje poprzedniczki w komentarzach też średnio podchodzą do Moskwy jak ja. Nawet jak się uczyłam rosyjskiego w technikum to w ogóle nie czułam pociągu ani do kraju ani do języka. Może kiedyś uda mi się ją zwiedzić i zmienić zdanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. brzmi to wszystko mega interesująco, i alkohol i drogi i mieszkania, chociaż jakoś mnie do Moskwy nie ciągnie - być ciągle obserwowanym, nadkładać drogi zeby przejsc, czy ogladac te brzydkie budynki? brrr - nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zdawałam sobie sprawy, że Moskwa jest taka ogromna! To drugi powód, że mnie tam nie ciągnie, bo zgubiłabym się nawet w "swojej" okolicy. A pierwszy jest taki, jak komentujących powyżej... może i miasto jest ciekawe, ale okropnie brzydkie. Wiem, że nie powinno się oceniać po wyglądzie, ale nic na to nie poradzę :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Też kiedyś spoglądałam, spoglądam... na Warszawę przez taki pryzmat. A po pobycie w Londynie... już żadnej kontroli w dzisiejszych czasach się nie dziwię ;)

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin