poniedziałek, 18 września 2017

Trip raport XIII - Chiny cz. 1


Irkeshtam. Przejscie graniczne miedzy Kirgistanem a Chinami. A raczej jego poczatek.

Wydostanie sie z Kirgistanu bylo bardzo proste - blyskawicznie dostalismy pieczatki w paszportach, po czym zaczela sie skomplikowana chinska procedura. Najpierw musielismy pokonac ladnych pare kilometrow piechota - to przejscie graniczne jest zamkniete dla aut osobowych a ciezarowki stoja w kolejkach przez kilka dni, jedyna nadzieja na podwozke to pogranicznicy, ale my nie mielismy tyle szczescia. Z gory wiedzielismy, jak wyglada pokonywanie tej granicy, nie zdziwilismy sie wiec, gdy w pierwszym punkcie kontrolnym (gdzie przeszukano nam bagaze i posmiano sie z moich tamponow) nasze paszporty trafily do rak taksowkarza, ktory zawiozl nas 140 km dalej, do nowej granicy panstwa... Koszt tej obowiazkowej taksowki to 100 juanow (ok. 55 zl) za osobe, pod warunkiem, ze samochod jest pelen ludzi - inaczej trzeba zaplacic rowniez za puste miejsca albo czekac, az pojawia sie inni niezmotoryzowani turysci... My na granice przywedrowalismy z przypadkowymi Izraelitami, podzielilismy wiec koszta z nimi.

Kierowca zawiozl nas w glab panstwa, po drodze przewozac przez kilka innych posterunkow, gdzie sprawdzano nam dokumenty. Nowa granica ma przerwe od 13:30 do 16:30, dojechalismy tam o 16, musielismy wiec poczekac. Wszystko ciagnelo sie w nieskonczonosc, a zegarki przestawily sie o 2 godziny do przodu. Na granicy poznalismy Marceline i Michaela, polsko-niemiecka autostopowa pare. Bardzo wesole spotkanie, ktore umililo nam czekanie. W koncu udalo nam sie odzyskac paszporty z chinska pieczatka i zaczelismy zastanawiac sie, jak dostac sie do Kaszgaru.



We czworke przeszlismy przez miasteczko Ulugqat, ktore jest bardzo czyste i porzadne, policjanta latwiej spotkac niz zwyklego obywatela, a posterunek jest na kazdym rogu, w przeciwienstwie do sklepu czy bankomatu akceptujacego Master Card [w koncu znalezlismy, Bank of China, ABC (Agricultural Bank of China) i kilka innych, w duzych miastach bez problemu]. Poza policjantami nie bylo tam w zasadzie zadnych ludzi, a my musielismy sie wylegitymowac jakies 5 minut po opuszczeniu strefy przygranicznej. W calej ogromnej prowincji Xinjiang jest mnostwo policji - niefortunnie mieszkaja tam glownie Ujgurzy, muzulmanski lud pochodzenia turkijskiego, ktory znalazl sie na terytorium Panstwa Srodka, co najwidoczniej niespecjalnie odpowiada obu stronom. Policja faktycznie pilnuje porzadku... Przyznaje, czulam sie tam bezpiecznie. Gdy w koncu udalo nam sie wyplacic juany i kupic wode, poszlismy na wylotowke, a konkretnie na zjazd na autostrade w kierunku Kaszgaru. Podzielilismy sie w standardowe pary, nowi znajomi zlapali stopa po paru minutach, my odjechalismy zaraz po nich. Mielismy nieoceniony "list autostopowicza", wiadomosc napisana przez Jerry'ego, naszego kolege z Tajwanu. Na kartce napisane jest w ladny sposob kim jestesmy, w jaki sposob podrozujemy, ze przyjechalismy az z Polski nie placac za transport, ze chcemy zwiedzic piekne Chiny i dobry czlowieku, podrzuc nas prosze, jesli jedziesz w nasza strone. Z kierowca dogadywalismy sie na migi. Ustalilismy, ze nie jedzie do Kaszgaru, tylko dalej, ale wysadzi nas przy zjezdzie na miasto. Stamtad zgarnal nas inny ziomek, ktory z usmiechem zareagowal na nasz zalaminowany list objasniajacy idee przyswiecajaca naszej podrozy. Sam zaproponowal, ze zawiezie nas pod hostel, ktory wypatrzylismy sobie na mapie. Fantastyczny poczatek autostopowania w Chinach.



Starowka Kaszgaru, jednego z najwazniejszych miast na jedwabnym szlaku, jest niezwykle urocza. Nie moglam sie napatrzec na przesliczne budynki - takiej architektury nie widzialam nigdzie wczesniej ani nigdzie pozniej. Piekne detale, sciany pokryte reliefami, niezwykle okiennice... W Kaszgarze zyja Ujgurzy i Chinczycy, kultura turkijska zderza sie z Panstwem Srodka. Wszedzie na ulicy mozna zjesc jakies pysznosci - pachnacy, plaski chleb, szaszlyk albo kawalek melona od Ujgura albo makaron sojowy, zupe czy gotowany ryz od Chinczyka.





W tym miescie zaczela sie trwajaca potem przez tygodnie wielka uczta dla podniebienia. W Chinach i panstwach Azji poludniowo-wschodniej w zasadzie wszyscy ludzie jedza na miescie, bo gotowanie w domu sie nie oplaca. Zdziwilismy sie kupujac tzw. suchy prowiant, bo dwie paczki ciasteczek i butelka wody w sklepie kosztowaly nas wiecej, niz pyszny i sycacy obiad w knajpie. Bardzo ciekawym miejscem jest czynny wieczorami night market, gdzie mozna za grosze kupic rozne smakolyki - pierozki, zupy z makaronem, miesem i warzywami, rozne salatki, swieze owoce, smazone nalesniki z bakaliami i cukrem... Dla odwaznych sa tez lby, wnetrznosci i kopyta zwierzat a takze jajka roznych dziwnych ptakow, ktore wrzucane sa do ognia, potem rozbijane i zjadane lyzeczka. W Kaszgarze nie jadlam niczego niekonwencjalnego, a wszystko, czego probowalam, bylo pyszne. W Chinach w knajpie zjesc mozna za 4-7 zl. Tyle kosztuje na przyklad makaron z miesem i warzywami, zupa z pierozkami, ryz z dodatkami, porcja nadziewanych gotowanych na parze "buleczek" i rozne inne smakolyki. W wielu prowincjach dostaje sie dodatkowo goraca wode do picia - wersja lux to herbata, ale zazwyczaj jest to woda po ryzu/makaronie/pierogach, zaleznie od serwowanych dan. Za 25-30 zl za osobe mozna rozpoczac prawdziwa uczte. Najlepiej usiasc w kilka osob, zamowic pare dan i dzielic sie tymi wszystkimi pysznosciami - kaczka po pekinsku, slodka wieprzowina, pikantnym kurczakiem, nadziewanym baklazanem, korzeniem lotosu, grzybkami, ostra zupa... Wszystko jest obledne. A przynajmniej dobre. Polecam tez kupowanie butelkowanej zielonej herbaty typu ice tea (o normalnej herbacie nie wspominajac). W przeciwienstwie do polskich "ice tea" ta chinska jest faktycznie zrobiona z herbaty. I jest pyszna.





Kaszgar to miasto pelne skuterow, co mocno kontrastuje z Kirgistanem i Kazachstanem, gdzie w ogole nie ma takich pojazdow. Na skuterkach jezdza nawet babcie i matki z dziecmi. Pare razy otarlam sie o zawal, bo nadjezdzajacego skuteru w ogole nie slychac - wszystkie sa elektryczne. Trzeba miec oczy dookola glowy. Przechodzenie przez ulice jest dosc skomplikowane - Chinczycy (oraz oczywiscie Ujgurzy) nigdy sie nie zatrzymuja, zeby przepuscic pieszych. Nigdy. Predzej cie przejedzie, niz sie zatrzyma. Teraz ponoc to ma sie zmienic, sa kampanie reklamowe, ze nalezy przepuscic osoby ktore weszly na przejscie dla pieszych, ale nasz znajomy z Chengdu ocenia, ze mina cale dekady zanim Chinczycy sie z tym oswoja. W Kaszgarze jest nawet bardziej hardkorowo, niz w innych odwiedzonych przez nas miejscach. Tam nawet na swiatlach nie da sie przejsc. Niby piesi maja zielone, ale samochody nadal jada. Ze wszystkich stron. I ci nie ustapia.



Poza starym miastem (ktore jest absolutnie magiczne i wciagajace) Kaszgar nie ma wiele do zaoferowania. Odwiedzilismy rowniez nieodrestaurowana czesc starowki. Widzielismy zniszczone domy i jeden wielki syf. Ujgurzy nie przywiazuja wagi do czystosci, porzadku czy dbania o Matke Nature, o czym wiecej bedzie w kolejnym wpisie. Ujgurskie kobiety nosza kolorowe chusty, mezczyzni charakterystyczne kwadratowe czapki, a dziewczynki sa czesto ostrzyzone na chlopaka.


Po dwoch swietnych dniach w Kaszgarze nadszedl czas, by zmierzac na wschod. Wsiedlismy w autobus pod najwiekszym meczetem w Chinach i pojechalismy w kierunku autostrady. Szybko zlapalismy stopa, co prawda zaledwie na 20 km, ale zawsze cos. Mile zlego poczatki. Nadszedl frustrujacy czas autostopowej kleski.

5 komentarzy:

  1. Chciałabym polecieć kiedyś do Chin.
    Ciekawa podróż.
    Czekam na dalsze relacje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że ciągle do przodu! :) trzymam kciuki za tripa!

    OdpowiedzUsuń
  3. ale zawodowo zawiązujesz akcję! czekam z niecierliwością na kolejny raport!
    dobrze że przed czytaniem zjadłam kolację, bo żołądek chyba wywinąłby mi się na drugą stronę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyżerka, wyżerka, wyżerka! ale Twoich ukochanych burgerów chyba tam nie ma co? haha :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Niezłe akcje z tym przejściem granicznym.. Obowiązkowa opłata, przejazd taksówką - ciekawe co jakby w PL tak było :D jedzenie chińskie - wierzę, że dobre :)

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin