piątek, 6 października 2017

Trip raport XIX - Wietnam cz. 1



Przekroczenie granicy chinsko-wietnamskiej trwalo godzine. Weszlismy o 8 rano (uprzednio czekajac na otwarcie) i wyszlismy tez o 8 - dostalismy od wietnamskiej strefy czasowej godzine w prezencie. Wszystko szlo sprawnie i trwaloby znacznie krocej, gdyby Chinczykom nagle nie wydala sie podejrzana moja wiza do Gorskiego Karabachu. Nie przeszkadzala im, gdy wjezdzalam do kraju, okazala sie problematyczna dopiero przy jego opuszczaniu... Szukali tego panstwa na mapie i nie mogli znalezc, szukali w internecie po flagach... Nawet nie mogli wygooglowac, bo cenzura. W koncu poprosili mnie, bym im pokazala, gdzie lezy to panstwo i spytali, co tam robilam. Pytali tez o Iran. W koncu przepisai chyba wszystkie informacje, jakie znalezli w calym moim paszporcie i wypuscili. Wietnamczycy nie robili problemow. Czas odkryc nowy kraj!


Wietnamska waluta, dong (hehe), jest dosc trudna w obsludze. 1 zloty to ponad 6000 dongow... Banknoty maja wiele zer, po wymienieniu kasy stajesz sie nagle milionerem i potrzebujesz troche czasu, by przyzwyczaic sie do nietypowych nominalow i nie dac sie oszukac na pierwszym kroku. Wietnamczycy lubia robic biznes na turystach, a konkretnie probowac ich oskubac. Czesto podaja ceny kilkakrotnie wyzsze od tych, ktore placa lokalsi. Raz chcielismy usiasc u straganowej baby na zupe pho. Akurat widzielismy, jak ktos placi za swoja porcje 20,000 dongow, czyli jakies 3 zl. Poprosilismy o dwie, babeczka powiedziala "40,000", co by sie zgadzalo. Dajemy jej 40k. Ona na to, ze to cena jednej porcji, wiec musimy zaplacic 80k. Probowalismy oczywiscie jej przekazac, ze zdajemy sobie sprawe z tego, ile ta zupa powinna kosztowac i ze widzielismy wlasnie goscia placacego 2x mniej. Nie. Wy placicie 80,000. Odebralismy pieniadze i poszlismy gdzies indziej. Innym razem probowano nas oszukac w autobusie (linia 1 Da Nang - Hoi An, jesli komus sie przyda ta informacja). Na drzwiach widnieja ceny biletow - jesli jedziesz 2 km to placisz iles tam, za 5 km troche wiecej i tak dalej, a cala trasa kosztuje 16,000. Gosc zazyczyl sobie od nas 50,000... za osobe! Twierdzil, ze trzeba dodac wszystkie sumy cen biletow i wtedy wychodzi oplata za przejazd...  Rozesmialismy mu sie w twarz. To oszustwo jest tam ponoc dosc popularne i najwidoczniej duzo bialasow sie nabiera (czasem mowi sie im, ze musza zaplacic wiecej za bagaz), skoro autobusowe dziady dalej to praktykuja... Typ w koncu wzial od nas 50,000 (za dwoje) i nie chcial wydac reszty. Biedniejsi o 2 zlote, bogatsi o doswiadczenie.



Pierwszym wietnamskim przystankiem byla stolica kraju, Hanoi. Zakwaterowalismy sie w starej dzielnicy i poszlismy na wieczorna przechadzke. Spacery ulicami wietnamskich miast nie naleza do latwych. Chodnikiem czesto nie da sie isc, bo jest kompletnie zastawiony skuterami, ciezarowkami albo stolikami, przy ktorych jedza ludzie. Trzeba isc ulica uwazajac na wyzej wymienione skutery. Przechodzenie przez ulice na poczatku przeraza, ale potem sie przyzwyczajasz. Po prostu musisz poczekac, az nie bedzie jechal zaden samochod i wchodzisz w rwaca rzeke skuterow. Idz swoim tempem, jak beda trabic to po to, by cie ewentualnie ostrzec, nie zeby cie przepedzic z drogi. Nie zatrzymuj sie, nie biegnij, skutery cie omina. Ci ludzie jezdza na nich od dziecinstwa i doskonale sobie radza przy szalonym natezeniu ruchu i w roznych ekstremalnych sytuacjach.


Wietnamczycy, zwlaszcza w turystycznych miejsach, sa bardzo nachalni. Taksowkarze i sprzedawcy nie dadza ci spokojnie przejsc. Raz probowalismy ustalic, w ktora strone musimy isc. Patrzylismy na mape na telefonie. Zleciala sie zgraja taksowkarzy i kierowcow skuterow chetnych, by nas gdzies podwiezc. Nie reagowali na "nie, dziekuje, nie trzeba" ani na bardzie dosadne "nie". Zagladali mi przez ramie w telefon. W koncu wydarlam sie na nich po polsku i o dziwo podzialalo. Ciezko mi bylo to na poczatku zniesc. W Chinach ludzie byli przemili i spokojni, w Wietnamie jak tylko rzucisz okiem na jakis stragan, to juz pani sie zrywa, podaje ci swoje produkty i probuje zrobic na tobie interes dnia. W tych momentach ujawniala sie moja introwertyczna strona, ktora marzyla, bym mogla stac sie niewidzialna i po prostu obserwowac to, co sie dzieje dookola mnie, bez ciaglego nagabywania. Po jakims czasie odpuscilam wsciekanie sie, bo to niestety nie przynosilo zadnego rezultatu. Trzeba po prostu nachalnych ludzi ignorowac, a jesli faktycznie chcesz cos od nich kupic, to zapoznaj sie zawczasu z cenami i sie targuj. Kupilam piekna i porzadna bambusowa czapke za 90,000 dongow (niecale 15 zl), a slyszalam o przypadku typa, ktory za identyczny kapelusz dal 400,000...




Stara dzielnica Hanoi to ciekawe miejsce. Platanina uliczek, multum straganow, knajpek i roznego rodzaju sklepikow. Mozna tu kupic fantastyczna wietnamska kawe, ciuchy, pamiatki, drewniane wyroby, zabawki, elektronike, wszystko... Biznesy na ulicach sa czesto poukladane tematycznie - jak wypatrzysz np. sklep ze strojami kapielowymi, to w okolicy bedzie ich prawdopodobnie dziesiec. W knajpkach mozna przysiasc na absurdalnie tanie swieze piwo z kija (za ok. 1,20zl), mojito z pyszna mieta i limonka, sajgonki, pho, salatke z papai, owoce z jogurtem, kawe (fantastyczna. jako mleka uzywa sie slodkiego skondensowanego mleka, co bardzo przypadlo mi do gustu) albo egg coffee (tylko w Hanoi, pyszna czarna kawa z warstwa piany z zoltek i skondensowanego mleka - niezwykle doswiadczenie, zapewniam, ze smakuje o wiele lepiej, niz sie zapowiada). Jedzenie jest obledne, lepsze nawet niz w Chinach. Troche mnie zaskoczyla ilosc turystow. W Chinach raz na jakis czas spotykalismy biala twarz, w Kirgistanie i Kazachstanie tez dosc rzadko... Hanoi bylo z kolei pelne bialasow. To pewnie dlatego sprzedawcy sa tak nachalni i rozochoceni.



Pogoda w Wietnamie to smieszna sprawa. Przyjechalismy tam w polowie wrzesnia. Na poludniu kraju panuje wtedy pora deszczowa, na polnocy nie wiadomo, jaka jest pora roku, ale ogolnie jest duszno i sporo pada. W Wietnamie trzeba sie przyzwyczaic do wiecznej lepkosci i uczucia jak w lazience po goracej kapieli. Masz ochote otworzyc okno... Deszcze to czesto nagle oberwanie chmury. Idziesz przez miasto, w pewnym momencie czujesz powiew wiatru. Witasz go z usmiechem w ten duszny dzien. 3 sekundy pozniej spadaja na ciebie hektolitry wody. Jedyna madra opcja ubraniowa to szorty + japonki i peleryna przeciwdeszczowa na podoredziu. Kazde buty przemokna od razu, a suszenie trwa dluuugo, nie polecam. W klaperach sie przyjemnie brodzi w cieplej rzece plynacej ulica.


W Hanoi spedzilismy dwa mile dni blakajac sie po miescie. Bujalismy sie ze znajomymi z Malty, bylo to pierwsze podczas tego tripa spotkanie z ludzmi, ktorych znalismy sprzed podrozowania. Nadszedl czas, by odwiedzic Ha Long Bay - slynna zatoke oferujaca zapierajace dech w piersiach widoki. Tylko jak to zrobic, nie wydajac milionow monet na przeplyniecie stateczkiem? Odpowiem wkrotce.

6 komentarzy:

  1. Fajnie się czyta, ale oczami wyobraźni widzę, jak bym tam umierała na milion różnych sposobów (pierwszy - introwertyzm...) :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedzenie wygląda obłędnie! Ależ bym spróbowała ;)
    To nagabywanie przechodniów, skutery pojawiające się znienacka zza zakrętu i kłopot z przejściem przez ulicę nasuwa mi na myśl Marakesz....choć różnic jest wiele ;) ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. egg coffee - brzmi ciekawie ;) nie wiem czy mam rację, ale kojarzy mi się to z kawą połączoną z koglem moglem :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Masakra z pieniędzmi, ja bym się juz dawno pogubiła (mimo żyłki handlowej i wiecznego oszczędzania) - tyle różnych walut w ogóle w ciągu całej podróy - nie myliło Wam się? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. :) <3 ojjjj będziecie mieli co opowiadać dzieciom i wnukom! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładnie kombinują, byle się tylko nachapać. W Polsce by się odnaleźli :D Żarcik.
    Tak w ogóle to czytam Cię mają w drugiej karcie mapę Wietnamu i "śledzę Cię" :) Dzięki Twojemu opisowi Wietnam nagle wydaje mi się z krwi i kości, a nie tylko "historycznym państewkiem, o które Amerykanie z Rosjanami się bili". Wiem, jestem ignorantką. I zapisałam sobie przepis na zupę Pho. Czytam o niej już drugi raz u Ciebie, więc może warto byłoby spróbować!
    (zmieniłam przed chwilą na Googlach zdjęcie profilowe z krótkiej aiwlysowej czuprynki na LazyKiwi, ale ja to dalej ja ^^)

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin