poniedziałek, 22 października 2018

A ja dalej swoje


Witam. Pozdrawiam nieustająco z Malty, gdzie pogoda ostatnimi czasy nie pozostawia złudzeń - lato się skończyło. Wciąż chodzę w t-shircie, ale wieczory są chłodne, a deszcze niespokojne atakują często i znienacka. Tłumy na ulicach się przerzedziły, dni trwają krócej, wszyscy dookoła kaszlą i kichają. Koniec sezonu oficjalnie za nami.

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wcześniej miała tak intensywny okres w życiu. Niby nie dzieje się nic szczególnego, ale praca pochłania cały mój czas. W whisky barze spędzam około 60 godzin tygodniowo, spędzam tam pełne pięć dni. Kiedy pracuję, nie mam czasu nawet odpisać na wiadomości od znajomych, w dni wolne próbuję więc nadrobić wszystkie kontakty towarzyskie, robię pranie, sprzątam dom i zajmuję się wszystkim, czym nie mogę się zająć na co dzień. Sprawia to, że nie mam czasu absolutnie na nic. Nie piszę, nie rysuję, nie czytam, olewam ludzi. Ciężko pracuję, potem spotykam się z ludźmi, którzy się nawiną, bo nawet nie mam czasu się z nimi porządnie umówić, a potem leżę odłogiem w wyrze, odpoczywam, szykuję się do kolejnego intensywnego tygodnia. Czas leci jak szalony, nagle się okazało, że nie dość, że lato dawno się skończyło, to już prawie jest listopad. Oznacza to, że za półtora miesiąca znów opuszczam Maltę.


Przyleciałam tutaj, by pracować jak dziki osioł, nie mieć czasu na wydawanie zarobionych pieniędzy, odłożyć na kolejną podróż do Azji. Z uśmiechem na ustach zauważam, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. W grudniu po raz kolejny pożegnam się ze słoneczną wyspą, Zmierzam do Polski i do Francji, by nacieszyć się przyjaciółmi i rodziną przed styczniowym lotem do Tajlandii.

W zeszłym roku wyruszyłam z Siwym w autostopową podróż z Polski do Azji Południowo-Wschodniej. Planowaliśmy dotrzeć do Australii i Nowej Zelandii, ale chuj to wszystko strzelił. Przecięliśmy Rosję i Chiny, dotarliśmy do Wietnamu i zaczęliśmy pracę. Ja po pół roku wróciłam do Europy, Siwy zapuścił korzenie w Hanoi. Trafiłam z powrotem na Maltę w celach zarobkowych. Nie porzuciłam jednak swojej wizji dotarcia do Nowej Zelandii. W styczniu lecę do Bangkoku. Stolica Tajlandii była ostatnim miejscem, jakie odwiedziliśmy przed osiedleniem się w Wietnamie. Właśnie tam więc zacznie się drugi etap mojej podróży. Zwiedzę Tajlandię, Laos i Myanmar, stamtąd ruszę na południe przez Malezję i Indonezję do Australii. Czas spełniać marzenia. Solo.

Do podróży jeszcze nie zaczęłam się fizycznie przygotowywać, ale czuję się o wiele spokojniej, niż rok temu. Ekwipunek jest w zasadzie skompletowany, a ja wcale nie ruszam w nieznane. Ostatni raz w Bangkoku zrobiłam save'a, wciągnęłam flagę na maszt, teraz wczytuję grę i zaczynam na nowo. Nie mogę się doczekać. Zostały trzy miesiące.

7 komentarzy:

  1. Nie mogę doczekać się Twoich dalszych przygód. Cieszę się, że przygotowania idą dobrze, mam wrażenie, że ze spokojniejszą głową planowanie daje jeszcze więcej frajdy. Ściskam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kto nie biegnie za marzeniami ten nigdy ich nie spełni. Ty masz odwagę je spełniać! Z lekkim drżeniem serca myślę o Twej samotnej podróży, ale wiem, że sobie poradzisz i znów przeżyjesz wspaniałą przygodę ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Odliczam czas do podróży jakbym to ja miała w nią wyruszyć. Nie mogę się doczekać kolejnych relacji z podróży! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładuj akumulatory mnie z czasem te kiepsko. Nie wyrabiam się towarzysko. Cieszę się, że przynajmniej w tym nie jestem osamotniona. Ładuj akumulatory.
    Prawdziwa szczęściara z ciebie, bo przebywasz w rajskiej okolicy

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę podziwiam Twoją odwagę. Miłej podróży. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już się nie mogę doczekać Twoich relacji z kontynuacji wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Great post dear ! You have a nice blog.
    I follow you can you follow me ?
    I will be happy.
    www.guzelvekulturlu.com
    Kisses

    OdpowiedzUsuń

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM

Blog Widget by LinkWithin